smaki: maliny (Panna Malinowa i jej zmysłowe usta)

9/29/2012

smaki: maliny (Panna Malinowa i jej zmysłowe usta)


          Malinowe usta przyciągały słodyczą, dziewiczą harmonią wesołych, soczyście różowych brózdek. Przepuszczały naturalny uśmiech, który współgrał z promieniami słońca iskrzących jak gwiazdy oczu. Od czasu do czasu poruszał się z urzekającą rozkoszą nieduży, apetyczny nosek. Drżał z ustami, gdy opowiedziałeś dowcip. Może dlatego nieustannie czułeś rozczulające ciepło na jej widok. Panna Malinowa potrafiła rozkochać w sobie każdego.

          Ciepłe słowa porywał wiatr. Kot przysiadł na murku i w milczeniu obserwował, jak całujecie się w alejce pod lasem. Porywałeś jej pocałunki zachłannie, łapczywie wargami kosztując jej warg. Zamknąłeś oczy, nie zauważając wijącego się w jej wnętrzu robaka.






kluski śląskie

9/24/2012

kluski śląskie


Królują na weselnych salonach. Niezastąpiony dodatek do niedzielnego mięsa. Kluski z dziurką, kluski śląskie. W mojej rodzinie śląskimi nazywało się ciemne kluski, te wyrabiane ze startych ziemniaków. Może dlatego, że białe były w pewien sposób standardowe, ciemne natomiast robiła na niedzielny obiad babcia, której rodzina od pokoleń mieszkała na Śląsku. W każdym razie reszta Polski przyjęła takie a nie inne nazewnictwo, nie będę się spierać.
Elementem zasadniczym klusek jest dziurka. Jej przeznaczenie dla wielu pozostaje tajemnicze; mój wujek wrócił kiedyś późną nocą ze spotkania z kolegami i na wściekłe zapytanie cioci, gdzie był, odpowiedział, że przy kolejnym piwie z rzędu rozprawiali o tym, czemu śląskie mają dziurkę. Rozbawiona ciocia wpuściła marnotrawnego męża do domu. Ale zagadka dziurki dalej pozostała nierozwiązana. Ja upatruję się jej powołania w przetrzymywaniu sosu: zawsze uwielbiałam obklejone nim kluski, zwłaszcza moment rozcinania kluski wzdłuż, gdy sos ociekał na talerz, malując na nim smakowite esyfloresy.
W rodzinie Męża z ciasta na śląskie formowało się maleńkie kulki - ot, by ułatwić konsumpcję (wrzut do ust i nie ma). Trochę to burzyło z początku moje poczucie zasadności; twierdziłam, że w miejsce śląskich robili kluski z ciasta na śląskie. Ale: co rodzina, to obyczaj. Jako małżonka swojego Męża musiałam się przyzwyczaić do różnic środowiskowych.

Składniki:
 - ziemniaki
 - mąka ziemniaczana
 - jajko (opcjonalnie)
 - sól

Ziemniaki ugotować w osolonej wodzie. Gotowe rozdrobnić jak na puree; moja babcia i mama robiły to za pomocą wyciskarki do ziemniaków, ale można jakkolwiek.
Puree ziemniaczane wyrównać, wyciąć 1/4 i przełożyć na pozostałe ziemniaki, wyrównując. Powstałą dziurę zapełnić mąką ziemniaczaną (niektórzy dodają nieco zwykłej, ale nie trzeba).
Można wbić jajko: masa będzie się lepiej kleiła i stanie się bardziej plastyczna, ułatwiając formowanie kulek. W smaku powstaną jednak tzw. gumiklejzy (jak mawiało się u mnie w domu) - kluski gumiaste ;) Jeśli mają być bardziej miękkie, nie tak zwarte, można podarować sobie jajko. Gorzej będzie się kluchy turlało, ale nie będzie to niemożliwe. Ich smak natomiast zachowa swoistą delikatność.
 - wszystko zagnieść

Z gotowej masy formować kulki. Te "właściwe" powinny mieć wielkość mniej więcej piłki golfowej - należy je delikatnie spłaszczyć na dłoni, palcem robiąc dziurkę.
Z Mężem zrobiliśmy mini-śląskie. I z dziurką, i bez - żeby połączyć kuchnie obu rodzin ;).

Kluski wrzucać do wrzątku. Gdy wypłyną, gotować przez 3 minuty.

Uwaga:
 - do samej masy nie dodaje się soli - łatwo można przesadzić. Najlepiej osolić wodę. Zawsze też można posolić kluski bezpośrednio na talerzu - wtedy każdy doda kryształków wedle uznania :)
 - mąka ma zająć dokładnie 1/4 masy, nie należy jej dosypywać nawet wtedy, kiedy wydaje się, że masa nie posiada odpowiedniej konsystencji; w innym przypadku uzyska się mączny smak klusek







notatnik matki-polki

9/19/2012

notatnik matki-polki

Stałam się prawdziwą Mamuśką. Od momentu zobaczenia synka, który przytulił się do mnie i ufnie spojrzał w oczy (szukając odpowiedzi, czy jestem tą samą panią, która go nosiła), pokochałam tego szkraba - nawet nie sądziłam, że tak mnie to weźmie.
Opieka nad dzieckiem jest intensywna. Czasem nie mam czasu zjeść, wpycham śniadanie/obiad/kolację w przerwach na karmienie, zmianę pieluchy i kołysanie. Dni jednocześnie wleką się, podobne do siebie, chociaż diametralnie różne, a czas pędzi jak szalony. Synek ma już prawie trzy tygodnie. A w moim życiorysie zagubiły się dwa: zupełnie inaczej odczuwam upływ czasu. Inaczej podchodzę wreszcie do tego wolnego: nie wiem, co mam z nim robić... W chwilach nie-zajmowania-się-malcem sprzątam w pośpiechu, staram się coś ugotować lub upiec, załączam pranie. Jeśli te czynności nie wyczerpią czasu "dla mnie", siadam przed komputerem: sprawdzam pocztę, przeglądam blogi i "twarzową książkę". Zwykle wtedy synek budzi się i - wyrwana - "pędzę na ratunek". Kiedy jednak milczy, śpiąc, ja zatapiam się w pustce. Co robić? Niczego "na poważnie" zacząć nie można, bo Janek mimo wszystko lubi budzić się w momentach nieprzewidzianych. Siedzę więc i kontempluję. Czy macierzyństwo jest tak nudne, czy tak absorbujące? Na niewiele mam czasu, z drugiej strony mam się czym zająć. Opieka nad dzieckiem to praca całodobowa.
W amoku wychowawczym i wysłuchiwaniu porad płynących ze wszystkich niemal stron, opracowałam "notatnik matki-polki" - notuję w nim swoje posiłki, posiłki synka, informacje o wizytach i ustaleniach lekarskich, anegdotki. Spisuję dzień po dniu, uzupełniam zdjęciami (kiedy mam czas je wydrukować). Służy nie tylko utrwalaniu chwil ulotnych, pędzącego na złamanie karku czasu, który odbiera naszemu dziecko młodość (zabrzmiało dramatycznie ;)). Przydaje się też obserwacji mogących-wywołać-kolkę-brzydaków. Stąd większość notatek opatrzona jest naklejką butelki: by szybko odnaleźć zapiski poświęcone diecie młodego (inną naklejką oznaczam swoje codzienne menu). Staram się być mamą, której nic nie umyka. A przynajmniej, która ma świadomość, że zrobiła wszystko, co było w jej mocy ;).





"Lamówka" butelek biegnie linią przerywaną - jak przerywane są wszelkie czynności, kiedy płacze Jasio. (Poznaję znaczenie słów "rodzicielskie poświęcenie" ;))
Przerwane zostało też moje dotychczasowe życie. (I już nigdy nie będzie ono takie samo.) Ale czy to źle? Jestem zmęczona i czasem przegrywam ze zniecierpliwieniem, ale widok uśmiechającego się przez sen synka i czułe słowa Męża sprawiają, że życie nabiera sensu. Ma się dla kogo żyć :)

mielone

9/11/2012

mielone

Uwielbiam potrawy, które można przyrządzać za każdym razem inaczej, popisując się inwencją albo wykorzystując to, co aktualnie znajduje się w lodówce. Ostatnio Mąż miał ochotę na konkretny obiad - wykorzystaliśmy mięso mielone, które zamrożone czekało na ciepły powiew zainteresowania. Ot, dostało swoje pięć minut ;-)


Składniki:
 - opakowanie mięsa mielonego
 - cebula (ja użyłam połowy)
 - bułka tarta
 - jajko
 - ząbek czosnku
 - 2-3 kromki chleba tostowego (albo stara bułka)
 - przyprawy do smaku (wedle uznania, u mnie trochę czerwonej papryki, majeranku)
 - sól, pieprz
 - mleko

Mięso wrzucić do miski. Na patelni zeszklić posiekaną w drobną kostkę cebulę. Dorzucić do mięsa. Chleb tostowy obrać ze skórek i zanurzyć w mleku. Odsączyć jego nadmiar i wrzucić kromki do miski. Dodać ząbek czosnku rozdrobniony w wyciskarce. Dodać przyprawy i zioła oraz jajko. Wszystko dokładnie wymieszać ręcznie. W przypadku zbyt kleistej lub "mokrej" konsystencji dosypać bułki tartej: zagęści ona naszą mieszankę. Nie należy jednak przesadzać: zbyt duża ilość odbije się na smaku,  bułka tarta da swój posmak, niwelując inne.
Z gotowej masy formować kulki i obtaczać je w bułce tartej. Potem wystarczy je tylko podsmażyć na patelni.

Co jest najpiękniejsze? Że do zrobienia mielonych możecie użyć wszystkiego: do mięsa, jajka i bułki tartej (które stanowią niejako bazę) możecie dodać ugotowane kaszę (gryczaną lub inną), ryż, ale także posiekane orzechy, migdały, rozdrobnione wedle uznania warzywa lub świeże zioła, słowem wszystko! To kolejna z potraw, której ograniczeniem jest tylko wyobraźnia. Próbujcie więc swoich własnych kombinacji i smaków.
Zdradzę jeszcze pewien sekret: odrobina cynamonu doda kotletom mielonym (i nie tylko) posmaku Wschodu ;-).





kuskus z pieczarkami i pomidorami

9/06/2012

kuskus z pieczarkami i pomidorami

Gdy potrzebuję ugotować coś na szybko, wybieram kuskus. Można do niego wrzucić właściwie wszystko, stąd wielość kombinacji i szansa, że szybko nam się nie znudzi. Najczęściej jem go z podsmażaną cukinią z pomidorami. Ostatnio wybrałam pieczarki i pomidory. Na zdjęciach koktajlowe, ale one posłużyły mi raczej jako nikły dodatek i ozdoba, na talerzu wylądowały standardowe, sparzone i obrane ze skórki oraz podpieczone razem z pieczarkami.

Składniki:
 - porcja kuskus
 - opakowanie pieczarek (ok. pół kilo)
 - jeden duży pomidor
 - olej, sól, pieprz i zioła do smaku (albo inne przyprawy)

Na patelnię wrzucić pokrojone w plastry pieczarki. Posypać je solą, żeby puściły sok. Zagrzać wodę i sparzyć pomidor, obrać go ze skórki i pokroić w grubą kostkę. Gdy pieczarki będą już miękkie i nieco podpieczone dorzucić do nich pomidory, które od ciepła nieco się rozgotowują, puszczając sok i dając przyjemny sosik. Chwilę podpiekać, w międzyczasie wykonać poniższe.
Porcję kuskus wysypać na głęboki talerz. Zalać wrzątkiem tak, by ok. pół centymetra wody wystawało ponad (zależy to też od tego, jaką konsystencję kuskus chcemy: przy mniejszej ilości wody będzie bardziej suchy; według mnie najlepszy jest wilgotny). Odczekać do wsiąknięcia, "pomerdać" widelcem.
Gotowe warzywa wyłożyć na kuskus.
To wszystko!








[przepis własny]