DIY: las w słoiku

10/15/2017

DIY: las w słoiku

W ramach spotkania blogerów wnętrzarskich #meetblogin na Łódź Design Festival, mieliśmy przyjemność brać udział w tworzeniu własnego lasu w słoiku. Warsztaty prowadził Szymon z NaturalnieNaturalni, a przygotowała je dla nas marka Barlinek - wspierająca środowisko naturalne (wiedzieliście, że każda sprzedana paczkę desek = zasadzone drzewo?).
Pomysł nie jest nowy - zadomowił się już trochę i wciąż przyciąga coraz to nowych zwolenników zamknięcia w szklanym pojemniku skrawka Natury.
Piękne to i przyjemne: taki "las" żyje sam, nie trzeba go prawie wcale doglądać, jest więc idealny dla wszystkich, którzy mają tendencję do przesuszania swoich roślin albo uważają, że nie mają do nich ręki - tutaj, jeśli na początku przypilnuje się kilku kwestii - nie trzeba się niczym martwić, a jedynie cieszyć swoim skrawkiem lasu w czterech ścianach!


malowanie podłogi na biało - doświadczenia blogerek

10/12/2017

malowanie podłogi na biało - doświadczenia blogerek

Nim przejdę do naszej opowieści o malowaniu podłogi w pokoju dzieci, postanowiłam dokładnie sprawdzić, jak szło moim koleżankom blogerkom. Ot, zrobić mały rekonesans.


powyżej podłoga "świeżo" po malowaniu (tj. po wyschnięciu farby), jeszcze bez listew
design w służbie ludzkości

10/10/2017

design w służbie ludzkości

W niedzielę wieczorem wróciłam z Łodzi, z trwającego cały weekend spotkania #meetblogin2017. Harmonogram mieliśmy napięty, brakowało momentami czasu na wyjście po kawę, szczęśliwie Ula zadbała o kanapki i sałatki i między wykładem a warsztatami można było szybko coś przegryźć... Ale do rzeczy, nie o jedzeniu bowiem chciałam dzisiaj pisać. Nie o spotkaniu blogerów wnętrzarskich nawet. 
W ogromie naszych wspaniałych aktywności mało było jednak czasu na zwiedzanie wystaw festiwalowych. Szczęśliwie po zakończeniu spotkania miałam do odjazdu swojego autobusu około godziny - i mogłam w tym czasie przejść się po przestrzeniach Łódź Design Festival na Tymienieckiego 3. Dzisiaj chciałam opowiedzieć o tym, co ujęło mnie tam najbardziej.


#meetblogin2017 - przybywam!

10/06/2017

#meetblogin2017 - przybywam!

Cieszę się bardzo, ręce zacieram, nogami przebieram... Jutro o tej porze będę w Łodzi kończyć pierwszy z dwóch dni w ramach #meetblogin2017 - weekendu przepełnionego designem, twórczego i obfitującego w wydarzenia.


o jasnych ścianiach w pokoju dziecięcym, czyli dlaczego tak naprawdę zabrałam się za remont małego pokoju

10/03/2017

o jasnych ścianiach w pokoju dziecięcym, czyli dlaczego tak naprawdę zabrałam się za remont małego pokoju

Pokój dzieci nabiera kształtów; domykam poszczególne kwestie, dyskutuję z mężem o ostatecznym układzie mebli. Sprawdzamy, upewniamy się, jakie rozwiązanie będzie najlepsze. Już teraz dobrze czuję się w odmienionych, rozjaśnionych czterech ścianach - jednak kolor (nawet tak niepozorny jak biel) ma moc - w tym przypadku siłę odbijania światła.

Może to dziwny argument za metamorfozą pokoju dzieci, ale...
Zdjęcia wychodzą teraz lepsze. Jaśniejsze tło pozwala słońcu na lepszą wędrówkę po powierzchniach w mieszkaniu i... naszych ciałach. Jest jak naturalna blenda - zmiękczająca cienie, wyciągająca z kadru poszczególne obiekty.

Uświadomiłam to sobie, robiąc zdjęcia na przyjęciu urodzinowym kuzyna moich dzieci. Choć ściany w jego pokoju nie są białe, przestrzeń jest jasna, a zdjęcia... wyszły zupełnie inaczej niż w naszym mieszkaniu. Lepiej. Jaśniej, bardziej optymistycznie. To samo w mieszkaniu mojej cioci - już przy białych ścianach. Zdjęcia syna na jej tle zyskały na wyrazistości. Nie znaczy to, że w dawnym pokoju Małego Johna nie dało się zrobić zdjęć, z których byłabym zadowolona - miały one swój klimat. Ale jasna ściana coraz bardziej do mnie przemawiała. A przeglądanie dziecięcych pokoi w całości skąpanych w bieli upewniło, że to tą drogą chciałabym pójść. Jak wyszło? To już niebawem. Tymczasem zapraszam na kilka kadrów z pokoju małego chłopca.

To w zasadzie fragment ściany - tylko i . Czasem o charakterze wnętrza decydują drobiazgi - niewielkie przedmioty albo niepozorne rozwiązania, które jednak przyczyniają się do efektu "WOW". Naklejki na ścianę, girlanda z życzeniami dla Maluszka, wyszyty ptaszek, estetyczna zabawka, uroczy obrazek, ciekawe okładki książek. Niby nic, a jak dużo.



zajawka

9/27/2017

zajawka

...czyli powrót do przeszłości, a w zasadzie... przyszłości?

Pamiętacie może cykl "Jak mieszka...?" Prezentowałam wnętrza różnych ludzi (najczęściej zza granicy), zapowiadałam też odwiedziny u krewnych i znajomych Królika (gdzie Długouchym... jestem ja). Chciałam pokazać, że wnętrz niebanalnych i z pomysłem nie trzeba szukać na blogach z Północy, skandynawskich magazynach wnętrzarskich czy relacjach z miejsc oddalonych od nas o wiele, wiele kilometrów. Nie. Można pójść na kawę do kogoś z rodziny albo przyjaciela, znajomego i... poczuć ten sam rodzaj oczarowania. Albo i lepszy - bo na wyciągnięcie ręki, do przetestowania. Na kanapie się rozsiądziesz, stół pogładzisz dłonią (sprawdzając fakturę), nasycisz oczy tańcem słońca po gładkich powierzchniach lub w lustrzanych taflach. Zdjęcia to tylko zdjęcia - zatrzymanie chwili pstryknięciem palca. I do póki czarodzieje nie zdejmą magicznej blokady oddzielającej nasz świat od ich zaczarowanego, próżno oczekiwać, że firanka poruszy się na fotografii, posąg skinie głową, a kwiat pochyli kielich, ustępując miejsca wiatru.


projekt "POKÓJ BRATA I SIOSTRY" (cz. 1) - zapowiedź zmian

9/23/2017

projekt "POKÓJ BRATA I SIOSTRY" (cz. 1) - zapowiedź zmian

Dość. Nadchodzą zmiany!
Mniejszy z pokoi w naszym M3 ponownie zostanie poddany metamorfozie, tym razem niemal zupełnej! 
Niegdyś był naszą sypialnią, potem stał się pokojem Małego Johna. Obecnie - przy coraz większym drugim dziecku - konieczne będzie wprowadzenie zmian umożliwiających rodzeństwu mieszkanie razem.


szafy w pokoju chłopców - pomysł na wykorzystanie farby i szablonu

9/18/2017

szafy w pokoju chłopców - pomysł na wykorzystanie farby i szablonu

Dzisiaj zabieram Was do zaprzyjaźnionego domu, by pokazać szafy w pokoju dwóch braci. Kiedy mieli oni zacząć dzielić wspólną przestrzeń - pokój po starszej siostrze, ich mama postanowiła przemienić dziewczęcy, pastelowy wystrój w chłopięcy. Postawiła na zieleń - najmocniejszy akcent kolorystyczny w tym wnętrzu. 

I tak jasna, lawendowa szafa zamieniła się w zieloną, a stara komoda zyskała unowocześniony wygląd, pasujący do pokoju dojrzewających chłopców. Wszystko za sprawą... farby. I szablonu - czy to gotowego, czy wzoru wybranej czcionki przeniesionego na szafę (np. za pomocą delikatnego rysunku ołówkiem, poprawionego pociągnięciami pędzla).


budowa domu (rzecz o realizacji marzeń)

9/15/2017

budowa domu (rzecz o realizacji marzeń)

To było moje marzenie. Już jako dziecko snułam plany, oczyma wyobraźni spacerowałam po pokojach wypełnionych bibelotami, misternie wykonanymi miniaturami prawdziwych sprzętów. Zachwycałam się domkami dla lalek dostrzeżonymi na filmach familijnych, oczarowywały mnie te wiktoriańskie - z mnóstwem detali, drobiazgowym odwzorowaniem rzeczywistego życia, wszystkich tych przedmiotów codziennego użytku, mniej i bardziej ważnych. Gdy jako gimnazjalistka trafiłam do muzeum zabawek w duńskim Legolandzie, mogłam stać godzinami przed domkami tworzonymi na wzór dawnych kamienic - z piwnicą, poddaszem, sklepem (wędliniarskim, z fantastycznymi imitacjami wędlin, kiełbas czy szynek, rozstawionymi na ladzie albo zwisającymi z posrebrzonych haków), pracownią krawiecką, pokojem zabaw dla dzieci, salonem, gabinetem, biblioteką, kuchnią z podłogą w czarno-białą kratę i gosposią w białym czepku obszytym koronką... Oooch!

To był impuls.
Zdmuchnęłam świeczki na torcie z okazji swoich 30. urodzin, a wieczorem, gdy goście odjechali już do swoich domów, a ja przeliczyłam urodzinowe pieniądze... wiedziałam. Wcześniej nie byłam zdecydowana, co chcę dostać. Czy kolejną paterę, czy może jakieś osłonki na doniczki, a może jednak talerze ceramiczne, czy jednak ciuch jakiś, buty nowe, a może metamorfozę? Spa? Zabieg kosmetyczny, hybrydy? Każdy kolejny pomysł wydawał mi się coraz gorszy od poprzedniego. Ale ten jeden pozostawał w głowie i z każdą chwilą rósł w siłę: domek dla lalek.

 - Zwariowała! - Widziałam to słowo w oczach małżonka, gdy zakomunikowałam mu, co sobie kupię na prezent. Nic to. Niepomna na jakiekolwiek uwagi (czy wyartykułowane, czy posłane jedynie pełnym zwątpienia spojrzeniem), kupiłam go (o czym pisałam TUTAJ). 

Nim jednak zabrałam się za postawienie mojego skarbu, minęło trochę czasu. Domek leżakował wtedy w komórce, czekał, aż znajdę dla niego miejsce (znalazło się wreszcie na komodzie wypełnionej rzeczami Lady Marion). Mąż nie krył niezadowolenia - komórka wydawała mu się miejscem idealnym dla mego zaskakującego prezentu, ale byłam twarda, a on... kochany i wyrozumiały. Pewnego dnia pomógł mi nawet w budowie. I właśnie o tym chciałabym dziś napisać - o stawianiu domku dla lalek.



przyjęcie urodzinowe w stylu Batmana

9/11/2017

przyjęcie urodzinowe w stylu Batmana

Mój pięcioletni (wtedy jeszcze prawie pięcioletni) syn wymyślił sobie przyjęcie urodzinowe w stylu Batmana. Ponieważ lubię takie wyzwania, nie protestowałam, tylko podniosłam rękawicę. Jak wyszło?


DIY: "fotobudka" (szybko, łatwo i przyjemnie)

9/06/2017

DIY: "fotobudka" (szybko, łatwo i przyjemnie)

Kiedy zastanawiałam się nad atrakcją na przyjęcie urodzinowe synka... nagle zaświtał w głowie pomysł budki fotograficznej. Jestem ich wielką fanką (co z uśmiechem rozbawienia potwierdzi zwłaszcza moja siostra) - trudno mi przejść obok takiej obojętnie ;). Jak jednak przenieść ideę wykonywania zdjęć "na już" do domu? Jak poradzić sobie z tłem, całą oprawą?

Zainspirowała mnie Paula, która wraz z mężem wykonała fotobudkę na swoje wesele (zerknij TUTAJ). Chciałam jednak nieco inaczej... bez specjalnego sprzętu, bez prac w zasadzie budowlanych. Przypomniały mi się wówczas plansze do pozowania z imprez dla blogerów (i nie tylko, jak sądzę): białe, imitujące okienko w Instagramie.
 - O, takie coś byłoby super! - pochwaliłam się i zabrałam do knowania.

Od mamy pożyczyłam starą ramę (pierwotnie myślałam o jej przemalowaniu, jednak ostatecznie zrezygnowałam z tego pomysłu - dzięki temu zaoszczędziłam też czas ;)), dodałam kilka drobiazgów, by wpisać ramę w przyjęcie tematyczne, przygotowałam gadżety (opaski i maski - Batmana również) i... gotowe!

słodkie rozpoczęcie roku szkolnego

9/01/2017

słodkie rozpoczęcie roku szkolnego

...i powinnam załączyć na wstępie grafikę galopującego jednorożca, którego tęczową grzywę rozwiewałby Zefir tańcujący z promieniami słońca. Nie o taką słodycz mi tu jednak chodzi.

Pamiętacie swój pierwszy dzień w szkole? Taki pierwszy-pierwszy? Czasem wracam do tego obrazu: mam na sobie aksamitną, granatową sukienkę uszytą przez babcię (w której czułam się elegancko, jak mała dama z brytyjskich filmów familijnych), włosy spięte miałam spinką z oooogromną białą kokardą (w zasadzie czymś pokroju... bezy - ale byłam nią wtedy szaleńczo zachwycona!), a w rękach dzierżyłam... tytkę: tekturowy stożek wypełniony słodyczami i drobnymi upominkami szkolnymi (piórnikiem, gumkami, kredkami itp.). Rozpakowywanie zawartości w domu, po powrocie z uroczystego rozpoczęcia roku szkolnego (wraz z pasowaniem na pierwszoklasistę) dopełniło wrażenia wyjątkowości chwili. Słodycze jadłam jeszcze przez kilka dni, a "przydasie" towarzyszyły mi w nauce czytania i pisania. Po roku żałowałam, że tytkę dostaje się tylko raz. Z jednej strony czyni ją to czymś wyjątkowym, z drugiej... czy nie byłoby miło czynić początku każdego roku szkolnego bardziej przyjemnym?

praca blogera od kulis - Jak powstają moje zdjęcia?

8/31/2017

praca blogera od kulis - Jak powstają moje zdjęcia?

 - O, znowu się bawisz! - rzuca mój mąż, kiedy pokonuje drogę z kanapy do kuchni, mijając przy okazji mój "kącik biurowy" (czyt. wydzielony kawałek stołu, na którym spoczywa laptop, notatki oraz pudełko przydasiów). Moja "zabawa" to z reguły obrabianie zdjęć - dla postronnych zabawa suwaczkami i błahe decyzje: jaśniej czy ciemniej, mocniejszy kolor czy może bledszy, ten filtr czy jednak tamten, zastosować efekt albo nie? Takie tam, "głupotki". A nawet jeśli nie, jeśli taka korekta ma dla obserwatorów sens, to wciąż pozostaje w sferze przyjemności czy relaksu. Przecież lubisz robić zdjęcia, pracować na nich, tak? Czyli to hobby, nie praca!
Hmm. A jednak.

Zwykły wpis powstaje kilka dni. Przeważnie. To zależy od jego rodzaju - te z inspiracjami z sieci tworzę czasem podczas jednego wieczoru, ale jeśli chcę użyć cudzych zdjęć, pozostaje poszukiwanie kontaktu na stronie, pisanie wiadomości (zwykle po angielsku) i oczekiwanie na odpowiedź. Czasem dzień, czasem kilka dni, czasem mail zwrotny nie przychodzi w ogóle. A post na blogu wisi. I czeka.
Kiedy post ilustruję własnymi zdjęciami, muszę je zrobić. Oczywistość - prychacie. Ja wiem. Ale takie zdjęcia rzadko "robią się" "od razu". Czasem czekam na odpowiedni moment - np. światło, czasem na spokój w domu (i np. brak córci w pobliżu, która jest entuzjastyczną fanką fotografii i za każdym razem chce mi wyrwać aparat). Kiedy chcę zrobić jakąś "ustawkę" - najczęściej na podłodze albo oczyszczonym ze wszystkiego stoliku kawowym (są najlepiej oświetlonymi przestrzeniami płaskimi) - muszę mieć spokój; ostatnio pomaga mi Mały John, przytrzymując blendę (którą bez niego przytrzymywałam... kolanami). Potem zdjęcia obrabiam. Przycinam, kadruję, czasem wyrównuję linie horyzontu (by zdjęcie nie było krzywe). Rozjaśniam albo przyciemniam (częściej to pierwsze), dodaję jakieś efekty, jeśli akurat mam taki pomysł na zdjęcie. Następnie odpowiednia nazwa dla pliku (SEO), zmiana rozmiaru (pod blog) i... prawie można publikować. Prawie, bo zdjęcia trzeba jeszcze wkomponować w tekst. Ale to już inna historia...

Chciałam dzisiaj podzielić się kulisami powstawania zdjęć właśnie. Niby proste to takie - cyk! i jest. Niby żadna wielka filozofia. A jednak zajmuje czas i wymaga - czy to przygotowania przestrzeni, czy dogrania poszczególnych elementów. (Kiedyś faktycznie wystarczyło, że wyciągnęłam aparat, wycelowałam w obiekt, przyciśnięty wyzwalacz i już. Ale od tego czasu - a minęło kilka lat - wiele się zmieniło. Rozwijam się, uczę - dokumentację mojej drogi znajdziecie chociażby tutaj, na blogu. Wystarczy obejrzeć starsze wpisy i porównać moje zdjęcia sprzed lat z tymi obecnie.)

KULISY

...czyli gotowe, obrobione zdjęcie i fotografia-dokument tego, jak wygląda... szerszy kadr. Ekhm. Gotowi?

Robienie tego zdjęcia:


...wyglądało tak:


Uprzątnięty stolik (Po prawej, na kanapie, można zauważyć filcową podkładkę, która zwykle jest na stoliku, oraz... Pronto - przecież musiałam odkurzyć przy okazji! ;)), moje łapki w odpowiedniej pozie (Z podwiniętymi rękawami, przecież!) oraz dzielny małżonek w niewdzięcznej roli fotografa blogerki, co dość wdzięcznie przedstawili panowie w filmiku "Instragram Husband":


Dalej.

Robienie tego zdjęcia:


...wyglądało tak:


Marcik na stołku, co by flat lay wyszedł przyzwoicie, niebieskie plansze (podkradzione synkowi kartki do rysowania) rozłożone na podłodze i robiące za barwne tło (muszę sprawić sobie duże karty brystolu w różnych odcieniach) oraz przedmioty - tutaj łowy pokazane w ramach #zakupowyhaul.
Tak, to właśnie podłoga w pokoju mego syna. Wdzięczny towarzysz ostatnich sesji "z góry". Stół w pokoju dziennym się nie nadaje, bo stoi przy ścianie najdalej położonej od okna, a blat w kuchni zazwyczaj... zajmują kuchenne akcesoria i sprzątanie go wyłącznie do zdjęć zajęłoby za dużo czasu.

BLENDA

Niby zbędna, niby dobre zdjęcie można zrobić i telefonem (jeśli ma się dobry, mój się w tym przypadku nie sprawdza ;)), ale pomaga. Kupiłam sobie zestaw blend w ramach prezentu po-urodzinowego. Dzieciom najbardziej podoba się złota (odbija światło dzienne w sposób imitujący włączenie lampki), a ja najczęściej korzystam z białej. Jak działa? Poniżej znajdują się dwa zdjęcia tego samego obiektu; w obu przypadkach nie zmieniałam ustawień aparatu fotograficznego - efekt rozjaśnienia to wyłącznie zasługa blendy.


Jeszcze do niedawna musiałam radzić sobie z nią sama - najczęściej opierałam ją o udo, przytrzymywałam kolanem albo wykonywałam jeszcze innego rodzaju nożne akrobacje. Pewnego dnia z pomocą przyszedł mi synek. Robiłam właśnie zdjęcia w jego pokoju, więc siłą rzeczy młody zainteresował się aktywnościami matki. Gdy wskazał nierozpakowaną jeszcze blendę i zapytał, "co to", wiedziałam, że jego ciekawość można kreatywnie wykorzystać!



TŁA

Już powyżej można zauważyć, jak to działa: czasem rozrzucę jakiś kocyk, czasem kilka kolorowych kartek, najczęściej korzystam jednak z kartki ze wzorem w marmurek (widocznej zresztą na poprzednich zdjęciach) - o tej:


Tak, jest rozmiaru A4. Tak, jest mała. Dlatego też nadaje się do fotografii naprawdę niewielkich przedmiotów albo niewielkiej ich ilości (Zamierzam wybrać się do marketu budowlanego i kupić "marmurową" wykładzinę PCV - większa powierzchnia to większe pole manewru, ha! ;D). Kartkę "w akcji" można było oglądać np. we wpisie "przedwojenna cukiernia, czyli szelest skrzydeł białego kruka" (link TUTAJ):


OBRÓBKA

Najchętniej korzystam z darmowego programu dostępnego online: Pixl Express (TUTAJ). Jest intuicyjny, a z jego pomocą (zakładka "Effect") można włączać filtry jak w Instagramie. Jednak w odróżnieniu do popularnej aplikacji, w Pixl Express nie korzystam z całości efektu - zazwyczaj ustawiam suwak na 10% i jestem zadowolona ze zmian. Jak wyglądają takie drobne "retusze" (zwykle dotyczące jasności albo kolorystyki)?



Poniżej jedna z moich ulubionych "przeróbek", przy okazji jeden z moich pierwszych mockupów (wyjaśnię za moment). Po lewej "przed", po prawej "po". Nieźle, prawda? (tak, wiem, skromnością tu nie grzeszę ;)) Wykadrowałam/przycięłam, wyrównałam, rozjaśniłam i dodałam swoją grafikę.


MOCKUPY*

* Przy "polskim" czytaniu nazwy można się uśmiechnąć... Pamiętajcie: mockupy nie mają nic wspólnego z siłą stolca! ;)

Słowo-zagadka, jeszcze kilka miesięcy temu nie zdawałam sobie sprawy z ich istnienia. Sądziłam, że te wszystkie grafiki (przeważnie sprzedażowe, o! - "produktowe" będzie lepszym określeniem), prezentujące plakaty we wnętrzach lub grafiki z lotu ptaka (widok z góry na biurko itp.) każdorazowo były tworzone od podstaw. A tu nie. Nie zawsze, w każdym razie. Otóż istnieje możliwość pobrania tła, gotowej aranżacji, w którą wplata się jedynie (aż?) własną grafikę. Zazwyczaj wystarczy do tego Photoshop - wgrywamy odpowiedni mockup i w "niebieskie tło" dodajemy czy plakat, czy grafikę. Czasem tak sprytnie to wszystko wygląda, że efekty zgięcia kartki, wybrzuszenia czy cienie mamy już naniesione. Magia. Niestety, Photoshopa nie mam, a i nie wszystkie darmowe mockupy przypadły mi do gustu. Co zrobiłam? Stworzyłam je sama. Z własnych zdjęć.
 
Poniżej zaprezentuję drogę, jaką przeszło jedno z moich zdjęć, żeby stać się mockupem (wykorzystałam je potem do prezentacji grafiki z cytatem Virginii Satir).

Na początku była fotografia kartki, jaką posłałam jednej z klientek:


Filtr by Instagram - trochę za ciemny, zacieniony - ale wtedy tak mi się podobało.
Żeby przydało się jako mockup, rozjaśniłam zdjęcie, poprawiłam też kontrast:


Teraz pozostało usunąć grafikę kartki - stworzyć "blue screen". W moim przypadku biały - chciałam bowiem wykorzystywać zdjęcie w przyszłości jako tło dla własnych grafik, a te przeważnie są na białym tle właśnie.


Do tak przygotowanego mockupu dodałam własną grafikę:


Jak widać, nie wszystko jest tutaj idealne. Kartka nie jest na środku kadru, cień jest za mocny - pasował do brązowawej kartki pierwowzoru, tutaj już wygląda sztucznie. Poprawiłam więc i jedno, i drugie, a poniższa wersja pojawiła się na blogu we wpisie "psychologia o przytulaniu + grafika do pobrania" (link TUTAJ). Prawda, że o wiele lepiej?


Na podobnej zasadzie wplotłam już samą grafikę rąk w inne zdjęcie mojego autorstwa.
Efekt końcowy widzieliście we wspomnianym poście:


...a powstało ze zdjęcia poniżej:


Wydaje się, że to niewielka zmiana, prawda? Ot, zamiast pocztówki That Way z urokliwą pchełką (Lordem Pchłem?) przytulające się ręce. Otóż, żeby uzyskać taki efekt, musiałam najpierw usunąć poprzednią grafikę (dokładnie, nie naruszając konturów samej kartki), potem grafikę rąk przyciemnić do zastanej fotografii (pierwotnie moja ilustracja znajdowała się przecież na białym tle!) - najdokładniej w miarę możliwości - potem wyciąć ręce, wkleić, dostosować rozmiar oraz kąt nachylenia, a potem... dłubanie. Dopasowanie tła kartki do rąk (lub na odwrót) - nie ma tu bowiem jednorodnej kolorystycznie powierzchni, jest delikatnie przechodzenie kolorów jeden w drugi, cienie, ombre. To był najdłuższy i najbardziej żmudny fragment pracy nad tym zdjęciem; w powiększeniu, kiedy widać już piksele.


No. Jeśli więc jeszcze raz usłyszę kiedyś, że "tak się tam bawię" (w znaczeniu "a co ja tam robię, pierdółki tylko") - serio, lepiej żeby powtarzającego te bezeceństwa nie było w zasięgu mojego rzutu... czymkolwiek, co będzie pod ręką ;>. 

Na koniec, w ramach deseru, zdjęcie z kuluarów spotkania KOLOR ROKU 2017 Benjamin Moore #OkiemEksperta (które opisywałam TUTAJ) - na dowód, że nie wszystkie moje zdjęcia wymają retuszu ;). Poza lampą - główną bohaterką - możecie zobaczyć Magdę Motrenko z bloga Wnętrza-Zewnętrza oraz Monikę Pietras z GDEL&friends (o otwarciu showroomu pisałam TUTAJ).


PS. Ten post powstawał kilka dni. Możliwe, że uzbierałby się tydzień. Albo i dłużej.
PPS. Co teraz sądzisz o banalnej pracy blogera? ;) 

plan lekcji do pobrania - propozycje blogerek

8/28/2017

plan lekcji do pobrania - propozycje blogerek

Wakacje w tym roku minęły tak szybko... Nie wiem, czy to przez ospę wietrzną, która najpierw złapała Małego Johna, a potem przeniosła się na Marion, czy to z uwagi na to, że wreszcie udało nam się po kilku latach wybrać na prawdziwe wczasy! Tak czy owak, wrzesień już wyciąga rękę, by zapukać do naszych drzwi. Otwórzmy mu z werwą, uśmiechem i... wybranym planem lekcji!

Malwina dla Eli i Asi z colour.me stworzyła przepiękne, świetnie zaprojektowane graficznie plany lekcji - uwiódł mnie ten nawiązujący do widoku miasta. Wplecenie pól na przedmioty w poszczególne piętra... geniusz!

miejski plan lekcji pobierzesz TUTAJ
autor: Malwina, źródło: blog.colour.me

Jak przygotować tematyczne przyjęcie urodzinowe i gdzie szukać inspiracji?

8/24/2017

Jak przygotować tematyczne przyjęcie urodzinowe i gdzie szukać inspiracji?

Zafiksowana jestem na punkcie tematycznych przyjęć urodzinowych. Uwielbiam je rozplanowywać, wymyślać poszczególne elementy, a potem szukać możliwości, sprawdzać opcje wcielenia wizji w życie. To wciąga!

Dzisiaj chciałam podzielić się swoją receptą na tworzenie tego rodzaju imprez: jak się za to zabrać, gdzie szukać inspiracji?

fot. Sylwia Błaszczak, www.mamawdomu.pl (źródło)

Co robić z dzieckiem w niepogodę? - teatrzyk kukiełkowy z łyżek

8/22/2017

Co robić z dzieckiem w niepogodę? - teatrzyk kukiełkowy z łyżek

Świat w naszej części globu żałuje chyba zbliżającego się końca wakacji - jak inaczej wyjaśnić deszcz (czasem wręcz nawałnice)?
Mały John wyjechał dzisiaj na wieś ze swoją chrzestną, do dziadka, a ja chciałam podrzucić pomysł na wspólną aktywność z dzieckiem w trakcie nieciekawej pogody. I choć przez najbliższe dni to nie ja będę synkowi zajmować czas, to jednak robienie lalek z drewnianych łyżek uratowało pewne chłodne popołudnie w lipcu br.

Moją inspiracją była niezastąpiona Elisabeth Dunker, którą możecie znać z Fine Little Day - uwielbiam nie tylko jej prace dostępne w sprzedaży, ale (może przede wszystkim) te, którymi dzieli się na swoim blogu czy w książce. Malowane drewniane łyżki OCZAROWAŁY mnie. (Caps Lock był konieczny w tej sytuacji.) Wystarczy tak niewiele, by wyczarować coś magicznego!


fot. Elisabeth Dunker, Fine Little Day blog (źródło TUTAJ)
psychologia o przytulaniu + grafika do pobrania

8/11/2017

psychologia o przytulaniu + grafika do pobrania

By przeżyć, trzeba nam czterech uścisków dziennie. By zachować zdrowie, trzeba ośmiu uścisków dziennie. By się rozwijać, trzeba dwunastu uścisków dziennie.
Virginia Satir, amerykańska psychoterapeutka 

Uwielbiam te słowa. Traktuję je niemalże jak wyznacznik dobrego dnia, udanego życia. Sprawdziłam je też na sobie i zgadza się: bez określonej liczby przytuleń dziennie czuję się zwyczajnie gorzej. Mam mniej energii, witalności. Uśmiecham się wolniej, a jeśli już - przychodzi mi to z większym trudem niż wtedy, kiedy kilka razy już kogoś tuliłam (albo lepiej: ktoś tulił mnie). 

Przytulenie to taka forma terapii - darmowa, dostępna dla każdego niezależnie od warunków. To przejaw miłości, uczucia - niewerbalne "jesteś dla mnie ważny", "dzięki, że jesteś" albo "miło mieć cię blisko". Codzienna porcja czułości działa dosłownie jak lekarstwo. Jeśli przytulamy się regularnie łagodzimy tym samym stres, zmęczenie, pobudzamy do pracy układ odpornościowy, a także w pewnym stopniu pomagamy zwalczać infekcje. Udowodniono także zbawienny wpływ przytulania na osoby leczące się na depresję. Badania opublikowano w czasopiśmie Psychology Comprehensive, przeczytamy w leadzie artykułu na portalu Dzieci są ważne (TUTAJ). Przytulanie uwalnia również endorfiny - uwaga, drogie panie! - mamy więc niekaloryczny zamiennik czekolady!

Dzień Przytulania obchodzimy 24 czerwca i w zasadzie mogłabym stwierdzić, że spóźniłam się z wpisem o 1,5 miesiąca (albo jeszcze lepiej: poczekać z jego publikacją do następnego roku - sic!), ale "porażkę" postanowiłam przekuć w sukces. Bo gdyby tak zastanowić się, rozsądnie: czy dzień przytulania nie powinien obowiązywać... codziennie?

Z tego właśnie powodu - niejako dla własnej mobilizacji, powtarzalnej motywacji lub też poprawy humoru - stworzyłam grafikę przytulających się rąk z cytatem Virginii Satir. Można ją sobie wydrukować w formie plakatu albo pocztówki - kartki, którą przyczepi się na tablicy korkowej, na lodówce albo będzie nosiło w notesie.


siła spojrzenia - moc wyobraźni - potęga ludzkiego ducha (czyli opowieść o tym, jak poszłam z synkiem do muzeum)

8/08/2017

siła spojrzenia - moc wyobraźni - potęga ludzkiego ducha (czyli opowieść o tym, jak poszłam z synkiem do muzeum)

Kultura, głupcze! - mogłabym krzyknąć na wstępie; a kto mi zabroni, wszak jestem dyplomowanym kulturoznawcą, robię nawet doktorat z tej dziedziny.
Nie chcę jednak zaczynać od krzyku, od wyzwiska. Po tak mile spędzonym dniu uśmiecham się sama do siebie i tym dobrym samopoczuciem chcę zarazić innych!

Jak to się stało, że spędziłam wspaniałe dwie godziny z synem, chociaż obawiałam się wyjścia z domu, podróży i tego, co wyjdzie z "chorego" pomysłu "zwariowanej" matki? (Cudzysłów jak najbardziej na miejscu!) Otóż...

Zabrałam syna do muzeum/galerii sztuki.

grafiki na zły dzień: Wierz w siebie! + Kochaj siebie! + Ufaj sobie!

8/04/2017

grafiki na zły dzień: Wierz w siebie! + Kochaj siebie! + Ufaj sobie!


Bywają dni takie jak ten - które zaczynają się dobrze (albo wcale nie) i źle się kończą. Kiedy - nie ważne, z jakiego powodu - wieczorem czujesz się źle, jest Ci smutno. Kiedy siedzisz sobie - nawet niekoniecznie w kąciku - sama, w ciszy, a serducho woła o endorfiny, bo mózg trąbi, spamem zarzuca, że poziom niski.

Dzisiaj - w jeden z takich dni - lubię powiedzieć sobie coś miłego. W duchu, do samej siebie. By nikt inny nie słyszał, a ja całą sobą.

Tobie też chcę to powiedzieć - Ciebie też chcę zarazić tym miłym rytuałem Kobiet Wystarczająco Dobrych. Kochaj się. Tylko siebie masz tak na sto procent i do końca świata.



Blog Conference Poznań i See Bloggers 2017 - czyli o weekendzie, który zmienia światopogląd

8/01/2017

Blog Conference Poznań i See Bloggers 2017 - czyli o weekendzie, który zmienia światopogląd

27 i 28 maja byłam na Blog Conference Poznań, a niedawno wróciłam z Gdyni, gdzie 22-23 lipca uczestniczyłam w See Bloggers. Pierwszy raz byłam na tego rodzaju spotkaniach/konferencjach, więc wszystko było dla mnie nowe, świeże. Jakie wyniosłam spostrzeżenia?

 - I czego się dowiedziałaś podczas tych dwóch dni? - zapytał mój mąż, gdy wróciłam z Gdyni. A ja... nie umiałam odpowiedzieć konkretnie. Nie jednym zdaniem. Nawet nie pięcioma. 
 - Wiesz... - zaczęłam, a on już wiedział, że to będzie dłuższa opowieść.


zakupy z mężczyzną, czyli kilka uwag córki, żony i matki

7/30/2017

zakupy z mężczyzną, czyli kilka uwag córki, żony i matki

Mężczyźni są bardzo praktyczni. Zwykle wiedzą, czego chcą (a przynajmniej czego na pewno nie). Nie dla nich długie wędrówki alejkami w centrach handlowych - jeśli w grę nie wchodzi sprzęt elektroniczny tudzież inne męskie pasje, wizyta w sklepie jest... krótka (poszukiwanie konkretnego przedmiotu - znalezienie poszukiwanego przedmiotu - dokonanie zakupu - wyjście). Dlaczego pozwalam sobie na taki wniosek? Generalizuję? Moi dwaj najukochańszy mężczyźni - mąż i syn - służą mi za próbkę statystyczną. Czy jeden, czy drugi, ilekroć ma zaopatrzyć się w nowe (tutaj wpisz dowolnie:) spodnie, buty, koszulki itd., doskonale wie, czego nie chce na pewno, a jak już znajdzie się w sklepie i zauważy rzecz, która w miarę pasuje do wytycznych, z miejsca bierze i... kończy zakupy. W pierwszym sklepie. Najczęściej.

Ma to swoje plusy. Wybór prezentów jest łatwiejszy (bo wiadomo konkretnie, czego potrzeba), a i pozostaje więcej czasu za zakupy... babskie (dla dobra wzajemnych relacji lepiej jednak, byśmy robiły je same - na spokojnie ;)).  
Tak było ostatnio: małżonek zgłosił zapotrzebowanie na krawaty (prezentowane w tym wpisie znajdziesz TUTAJ). I pasek (zerknij TU). Typowe męskie akcesoria. I o ile zawsze dobrze mieć w szafie po jednej sztuce uniwersalnej, pasującej do różnych stylizacji (czy to będzie mała czarna czy dla mężczyzny krawat właśnie), o tyle potrzeba zmian, uatrakcyjnienia własnego wizerunku kusi urozmaiceniem garderoby. 

Np. taki krawat z dzianiny - nietypowy, bo nieidący w charakterystyczny szpic. Lekko połyskujący, z wyrazistą fakturą, w kolorze szarawego, brudnego różu. Nie byłam pewna, czy mężowi się spodoba, a okazało się, że akurat ten krawat pasuje do większości jego stylizacji! Taki paradoks: solo dasz mało szans, ale w duecie czy większym gronie zgranie jest idealne!


wakacje w domku dla lalek

7/25/2017

wakacje w domku dla lalek

Wakacje w domku dla lalek wybrzmiewają ciszą. Po wszelkich aktywnościach pozostało jedynie echo, odbijające się głucho od ścian, nasłuchującego samego siebie, bawiące się ze sobą w berka.

W połowie lipca mysi mieszkańcy domku wybrali się na wakacje. Pozazdrościli Muminkowi sznurkowej drabinki - powstała więc z patyczków po lodach i włóczki zpagetti. Potem, o poranku, myszki wysunęły za okno walizki, plecaki, i podekscytowane zbliżającą się przygodą, wyruszyły w drogę.

Przyjemnych wakacji, wąsaci przyjaciele!



Jak zapakować się na rodzinny wyjazd? - wakacyjny planner do pobrania

7/16/2017

Jak zapakować się na rodzinny wyjazd? - wakacyjny planner do pobrania

Połowa lipca za nami, 1/4 wakacji minęła (sic!). Nim upłynie jeszcze więcej czasu, podsyłam coś, czego mnie samej brakowało w minionym roku: wakacyjny planner. Mam nadzieję, że pomoże Wam spakować się na wakacje i wyjechać z poczuciem, że wszystko, co potrzebne, macie ze sobą!

DIY: strój indiański - pióropusz i poncho

7/14/2017

DIY: strój indiański - pióropusz i poncho

Przedszkolna grupa mojego synka szykowała w czerwcu widowisko: taniec Indian. W związku z wydarzeniem, rodzice zostali zobowiązani do przygotowania odpowiedniego stroju dla swego dziecka - Mały John miał mieć indiański pióropusz oraz poncho. Ha! Najłatwiej byłoby pójść do wypożyczalni strojów, wskazać odpowiedni wieszak i uiścić opłatę, ale to nie ja, to nie w moim stylu - ja lubię wyzwania! Podniosłam więc rękawicę i zaczęłam szukać (po pierwsze) inspiracji i (po drugie) materiałów. W efekcie wyklarowała się całkiem sympatyczna wizja całości, którą to - już wykonaną - możecie zobaczyć na zdjęciu poglądowym nr 1:


Chciałabym dzisiaj pokazać, w jaki sposób można wykonać taki strój indiański. Po pierwsze pióropusz, po drugie poncho.

klinika dla zabawek, odcinek piąty: o łosiu, który chciał odmiany

7/04/2017

klinika dla zabawek, odcinek piąty: o łosiu, który chciał odmiany

Żył raz sobie łoś, który pragnął odmiany. 
 - O co ci chodzi? - pytały go zaskoczone zwierzęta. Łypały oczami-guzikami, drapały się po pluszowej głowie. - Przecież wyglądasz nieźle, ciągle potrafisz się bujać, uszczęśliwiasz dzieci... Czego ci jeszcze brakuje?
A łoś spoglądał na swoje podrapane futerko, krzywił się na widok mocnej czerwieni, która już go męczyła.
 - Ja... - zaczął, powoli. - Ja chciałbym odmiany... No wiecie... Tak się... przefarbować może...?
 - Zwariował - rzuciły od razu.
 - Na co mu to? 
 - Fanaberia! 
 - Phi, też mi pomysł!
A łoś stał, smutniał, ale w duchu czuł, że jest na dobrej drodze. Nie podda się.
 - Chciałbym być modny. Piękny i modny. Przecież to nic złego, że chcę się podobać? Dalej będę bujać dzieci, dalej będę wywoływał uśmiech na ich twarzach! - rzucił wesoło i z mocą. - Skoro i tak będę im dawać szczęście, jak robiłem to do tej pory, dlaczego sam nie miałbym zrobić czegoś dla siebie?
Zabawki ucichły - żadna nie potrafiła znaleźć riposty.

Tymczasem łoś trafił do nas. Tak się składa, że Klinika dla Zabawek prowadzi również oddział Medycyny Estetycznej - dla pragnących makijażu permanentnego czy innego lekkiego tuningu.


projekt "ŁAZIENKA" (cz. 6) - FINAŁ, czyli generalny remont łazienki za tysiąc złotych

6/28/2017

projekt "ŁAZIENKA" (cz. 6) - FINAŁ, czyli generalny remont łazienki za tysiąc złotych

Kiedy myślimy o remoncie łazienki, zwykle jawi nam się przed oczami niezbyt sympatyczny obraz: skute kafelki, pył i kurz wzbite w powietrze i osiadające na każdej możliwej powierzchni (i w całym domu, oczywiście), ubikacja i wanna (tudzież prysznic) wyłączone z użytku - płacz i zgrzytanie zębów, cytując klasyków. Dodatkowo koszt: w granicach 15-20 tysięcy złotych, jak kalkulujemy jeszcze na wstępie. Nieciekawie, co?

A tu proszę. Przeprowadziliśmy z mężem generalny remont łazienki za - uwaga! - tysiąc złotych! (Dokładny kosztorys znajdziecie w dalszej części wpisu.) Co ważne - a dzięki czemu zaoszczędziliśmy pieniądze: wszystkie prace robiliśmy sami, a glazury nie wymienialiśmy, a pomalowaliśmy ją (co opisywałam dokładnie TUTAJ). Nie obyło się bez wpadek i sytuacji podbramkowych (jak podczas malowania kaloryfera, co opisywałam TUTAJ), ale summa summarum jesteśmy zadowoleni z efektu, a łazienka zyskała prawdziwie nowe oblicze!
Więcej: gdyby nie konieczność wymiany nieestetycznej obudowy oświetlenia, którą pozostawili po sobie poprzedni właściciele (marudziłam na jej temat TUTAJ) czy kupna nowej umywalki (stara dostała młotkiem - to podłamało biedaczkę), koszt remontu byłby jeszcze niższy - pomniejszony o ok. 430 złotych!

Wróćmy jednak do początku opowieści, tj. znienawidzonej głębi oceanu, jak można było eufemistycznie nazwać naszą łazienkę przed remontem. Pomieszczenie w pełnej krasie wraz z planem działań publikowałam TUTAJ, poniżej przedstawiam skrótową ideę zmian:


Moje śniadanie? Kawa!

6/22/2017

Moje śniadanie? Kawa!

 - Śniadanie? Och, wypijam kawę na szybko i biegnę do pracy! - usłyszałam od kilku swoich koleżanek. Kiwałam wówczas potakująco głową, doskonale rozumiałam bowiem potrzebę zażycia kofeiny o poranku. Jedno nie dawało mi spokoju: ssanie w żołądku. Czy one nie były głodne? Tak... po prostu?

Z jednej strony zainspirowana, z drugiej zadziwiona, postanowiłam wymyślić wersję, która byłaby wyśmienitym kompromisem: pomiędzy zdrowym, zbilansowanym śniadaniem, a... wyłącznie filiżanką kawy. Mój pomysł? Podrasowana kawa śniadaniowa!



DIY na Dzień Ojca: Kocham Cię taaaaaaaak bardzo!

6/21/2017

DIY na Dzień Ojca: Kocham Cię taaaaaaaak bardzo!

Ostatnio na rodzicielskich grupach facebookowych nie brakuje pytań w rodzaju: A co Wy, mamusie, robicie dla Waszych mężów na Dzień Ojca? I chociaż nie zgadzam się z konstrukcją tego pytania (Jak to - mamy przygotowują coś mężom? Ale to przecież dzieci powinny!), prawda jest taka, że jako mamy pomagamy naszym pociechom: albo z wykonaniem, albo podsuwając pomysł. Cóż. Ponieważ bywam trudnym przypadkiem matki, tzn. lubiącym dorzucać swoje "3 grosze" (ja wiem, żadne to wychowanie w duchu Montessori, szlag), i zarzuciłam koncepcją, i pomogłam z realizacją.

Ale do rzeczy.

Dzisiaj proponuję Wam szybki i prosty sposób na uroczą i nietuzinkową kartkę z okazji Dnia Ojca.

Co będzie potrzebne?
 - kolorowy papier (albo biały, pokolorowany lub pomalowany - skorzystamy z techniki à la Eric Carle)
 - nożyczki
 - klej
 - ołówek albo kredka
 - flamaster

Wykonanie:
Ołówkiem lub kredką odrysujcie zarys i prawej, i lewej ręki dziecka. Może ono to zrobić samo, możesz mu też pomóc. Wytnijcie kształt.



zmiany na blogu

6/15/2017

zmiany na blogu

Zwyczajowo przeprowadza się je przy okazji urodzin: czy to własnych, czy bloga właśnie. Albo wykorzystuje początek roku - przecież to wyśmienity moment na "nowy start", prawda?
A ja pod prąd. Nietypowo. Blog urodziny (Siódme! Szczęśliwe? ;)) obchodziłby w listopadzie - cóż to za data? Tak blisko Bożego Narodzenia... Okres gorący, niekoniecznie z czasem na testowanie nowych pomysłów szablonowo-social-mediowych. 
Nawet telewizja przyzwyczaiła widzów do tego, że nowa ramówka pojawia się na początku roku: albo szkolnego, albo kalendarzowego. W wakacje posucha. Ale, ale! Skoro jednak jedna ze stacji zdradziła niedawno, że taki "Projekt Lady" dobrze jest rozpoczynać w połowie czerwca, bo i oglądalność duża, dlaczego ja nie miałabym się uśmiechnąć pod nosem, chcąc wprowadzać zmiany przed wakacjami?

Niedawno blog zmienił adres - pozbyłam się wreszcie blogspotowego ogonka i posiadam własną domenę: hoo-hooo-things.pl. Dlaczego Hoo Hooo? - to pytanie pojawiło się przy mojej ankiecie dotyczącej adresu i w zasadzie wymaga pewnego dookreślenia. "Hoo-hooo" to nic innego, jak... odgłos sowy. (Nie Mikołaja! :P Choć zamierzam to w grudniu wykorzystać ;)) Dlaczego dwa "o", a potem trzy? Bo jeśli wsłuchacie się w dźwięk wydawany przez sowę, dostrzeżecie (ha, ciekawa gra słowna ;)), że drugie "hooo" jest nieco dłuższe - o to jedno "o" właśnie ;). 

tę latającą sowę znajdziecie w menu bloga - po przewinięciu strony w dół, Petronela frunie z logo do menu ;)

Tyle odnośnie nazwy.

Zmianie uległ również szablon.
Obecnie jest bardziej intuicyjny i praktyczny. Poprzedni był mocno blogowy, bez odnośników do innych wpisów, przez co poruszanie się po nim było utrudnione. Mam nadzieję, że teraz będzie Wam łatwiej!

W górnym menu znalazły się wysuwane kategorie: "tematy" oraz "Jak wykorzystać...?". W tematach znajdziecie dziedziny, o których najczęściej piszę na blogu, natomiast w "Jak wykorzystać..." uporządkowałam pomysły na wykorzystanie różnego rodzaju materiałów: od zwykłego papieru, po masę plastyczną (rozumianą szeroko: od gliny, po masę solną, np.). 

Odniesienia do kategorii znajdziecie również poniżej, w sekcji nad zdjęciami z IG:


Znajdziecie tam kategorie: 
  • DIY - przeniesie Was do różnych projektów krok po kroku - od zabawek, po dekoracje na przyjęcia
  • domek dla lalek - my precious, prezent na moje trzydzieste urodziny (ode mnie samej ;)). Lubię pokazywać go w różnych odsłonach - bardziej i mniej poważnych, czasem natchnieniem jest jeden przedmiot albo pora roku czy jakieś święto.
  • Klinika dla zabawek - Już jako dziecko ratowałam zabawki, miałam nawet Biuro Naprawy Rzeczy Znalezionych! Siostra i kuzynka przynosiły mi przybrudzone lalki, misie z naderwanymi kończynami albo uchem, poplątane bransoletki. A ja siedziałam i jak świstak naprawiałam. W Klinice pokazuję, że warto dać zabawce drugą (trzecią, czwartą...) szansę!
  • moje prace - Swego czasu mówiłam, że cierpię na syndrom niespokojnych nóg i rąk. Nóg, bo udzielałam się w zespole tańca irlandzkiego, a rąk, bo od zawsze musiałam coś kleić, rysować, wycinać, składać... W tej kategorii pokazuję przedmioty przeze mnie wykonane: od większych projektów, po mniejsze.
Dodatkowo znajdziecie odniesienia do postów, które polecam oraz tych niedawno publikowanych na blogu. Wreszcie dorobiłam się również ramki "podobne posty" pod każdym wpisem - bardzo mi jej brakowało!

Mam nadzieję, że nowy szablon  przypadnie Wam do gustu i pozwoli lepiej korzystać ze strony i inspirować się, bo szczególnie o to mi chodzi!

Hoo Hooo things to blog o pomysłach i rzeczach, że hoo-hooo! - chcę Was inspirować, pokazywać piękne przedmioty, które albo możecie wykonać sami, albo które pobudzają szare komórki, udowadniają, że ludzka wyobraźnia jest potęgą. 

Na Facebooku utworzyłam również Hoo Hooo grupę (TUTAJ), która ma służyć szeroko pojętej motywacji: i do działania, ale przede wszystkim do życia, po prostu. Cieszenia się każdym dniem, czerpania radości z tego, co przynosi nam codzienność. To trochę przedłużenie tego, co chcę prezentować na blogu i Instagramie - a chcę przekazać uśmiech, nowy pomysł, udowodnić, że przy odrobinie dobrych chęci można zaczarować świat. Wystarczą dwie ręce, uśmiech i głowa pełna pomysłów!

To jak, działamy razem? :D