9/03/2011

Ikea - liczą się sprytne pomysły

Małe jest piękne, szczególnie jeśli dotyczy katalogu Ikei, który znaleziony w skrzynce pocztowej ucieszył na wzór paczek z allegro.


Dlaczego mam iskierki w oczach, gdy go przeglądam? Bo dostarcza inspiracji, pokazuje świetnie urządzone wnętrza, które nie rażą sterylnością, ale wyglądają na kochane. Wreszcie w każdej stylizacji odnaleźć można nutkę indywidualizmu, jak gdyby przestrzeni tych nie zaprojektowano z myślą o katalogu, ale o ludziach, którzy w materię tchnęli swego ducha. Pamiętam, że w dzieciństwie lubiłam podbierać mamie magazyny wnętrzarskie i cieszyć oczy fotografiami domów ludzi znanych bardziej i mniej, najczęściej ludzi sztuki. Ich kolorowe salony, które stanowiły zgrabną mieszankę stylów, zabawa przedmiotami, wzorami, fakturami... Magiczne sypialnie, które podglądało się z rumieńcem, czując swoistą intymność puchowej pościeli i porzuconych na chwilę książek na szafce nocnej... Tego ciepłego ducha odnajduję również w Ikeowskich stylizacjach właśnie. Często mam ochotę rzucić się na łóżko z ich ekspozycji i plotkować z siostrą, która zajmie wygodny fotel naprzeciwko mnie. Ach. Te wnętrza czarują. Poza tym katalog Ikei to po prostu świetnie wykonane zdjęcia...





























Mój osobisty must-have? Pachnące świeczki - na jednym ze zdjęć dwie z zestawu trzech. Nuta owocowa. Mam też inne zapachy, porozrzucane po domu i tworzące swoistą siatkę węchowej atmosferyczności. Najpiękniejsze jest w nich to, że pachną nie tylko zapalone. Jak gdyby ich drobinki fruwały po pokoju, tańcując... Lubię zasypiać ukołysana ich melodią.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza