Jak zapakować się na rodzinny wyjazd? - wakacyjny planner do pobrania

7/16/2017

Jak zapakować się na rodzinny wyjazd? - wakacyjny planner do pobrania

Połowa lipca za nami, 1/4 wakacji minęła (sic!). Nim upłynie jeszcze więcej czasu, podsyłam coś, czego mnie samej brakowało w minionym roku: wakacyjny planner. Mam nadzieję, że pomoże Wam spakować się na wakacje i wyjechać z poczuciem, że wszystko, co potrzebne, macie ze sobą!

DIY: strój indiański - pióropusz i poncho

7/14/2017

DIY: strój indiański - pióropusz i poncho

Przedszkolna grupa mojego synka szykowała w czerwcu widowisko: taniec Indian. W związku z wydarzeniem, rodzice zostali zobowiązani do przygotowania odpowiedniego stroju dla swego dziecka - Mały John miał mieć indiański pióropusz oraz poncho. Ha! Najłatwiej byłoby pójść do wypożyczalni strojów, wskazać odpowiedni wieszak i uiścić opłatę, ale to nie ja, to nie w moim stylu - ja lubię wyzwania! Podniosłam więc rękawicę i zaczęłam szukać (po pierwsze) inspiracji i (po drugie) materiałów. W efekcie wyklarowała się całkiem sympatyczna wizja całości, którą to - już wykonaną - możecie zobaczyć na zdjęciu poglądowym nr 1:


Chciałabym dzisiaj pokazać, w jaki sposób można wykonać taki strój indiański. Po pierwsze pióropusz, po drugie poncho.

klinika dla zabawek, odcinek piąty: o łosiu, który chciał odmiany

7/04/2017

klinika dla zabawek, odcinek piąty: o łosiu, który chciał odmiany

Żył raz sobie łoś, który pragnął odmiany. 
 - O co ci chodzi? - pytały go zaskoczone zwierzęta. Łypały oczami-guzikami, drapały się po pluszowej głowie. - Przecież wyglądasz nieźle, ciągle potrafisz się bujać, uszczęśliwiasz dzieci... Czego ci jeszcze brakuje?
A łoś spoglądał na swoje podrapane futerko, krzywił się na widok mocnej czerwieni, która już go męczyła.
 - Ja... - zaczął, powoli. - Ja chciałbym odmiany... No wiecie... Tak się... przefarbować może...?
 - Zwariował - rzuciły od razu.
 - Na co mu to? 
 - Fanaberia! 
 - Phi, też mi pomysł!
A łoś stał, smutniał, ale w duchu czuł, że jest na dobrej drodze. Nie podda się.
 - Chciałbym być modny. Piękny i modny. Przecież to nic złego, że chcę się podobać? Dalej będę bujać dzieci, dalej będę wywoływał uśmiech na ich twarzach! - rzucił wesoło i z mocą. - Skoro i tak będę im dawać szczęście, jak robiłem to do tej pory, dlaczego sam nie miałbym zrobić czegoś dla siebie?
Zabawki ucichły - żadna nie potrafiła znaleźć riposty.

Tymczasem łoś trafił do nas. Tak się składa, że Klinika dla Zabawek prowadzi również oddział Medycyny Estetycznej - dla pragnących makijażu permanentnego czy innego lekkiego tuningu.


projekt "ŁAZIENKA" (cz. 6) - FINAŁ, czyli generalny remont łazienki za tysiąc złotych

6/28/2017

projekt "ŁAZIENKA" (cz. 6) - FINAŁ, czyli generalny remont łazienki za tysiąc złotych

Kiedy myślimy o remoncie łazienki, zwykle jawi nam się przed oczami niezbyt sympatyczny obraz: skute kafelki, pył i kurz wzbite w powietrze i osiadające na każdej możliwej powierzchni (i w całym domu, oczywiście), ubikacja i wanna (tudzież prysznic) wyłączone z użytku - płacz i zgrzytanie zębów, cytując klasyków. Dodatkowo koszt: w granicach 15-20 tysięcy złotych, jak kalkulujemy jeszcze na wstępie. Nieciekawie, co?

A tu proszę. Przeprowadziliśmy z mężem generalny remont łazienki za - uwaga! - tysiąc złotych! (Dokładny kosztorys znajdziecie w dalszej części wpisu.) Co ważne - a dzięki czemu zaoszczędziliśmy pieniądze: wszystkie prace robiliśmy sami, a glazury nie wymienialiśmy, a pomalowaliśmy ją (co opisywałam dokładnie TUTAJ). Nie obyło się bez wpadek i sytuacji podbramkowych (jak podczas malowania kaloryfera, co opisywałam TUTAJ), ale summa summarum jesteśmy zadowoleni z efektu, a łazienka zyskała prawdziwie nowe oblicze!
Więcej: gdyby nie konieczność wymiany nieestetycznej obudowy oświetlenia, którą pozostawili po sobie poprzedni właściciele (marudziłam na jej temat TUTAJ) czy kupna nowej umywalki (stara dostała młotkiem - to podłamało biedaczkę), koszt remontu byłby jeszcze niższy - pomniejszony o ok. 430 złotych!

Wróćmy jednak do początku opowieści, tj. znienawidzonej głębi oceanu, jak można było eufemistycznie nazwać naszą łazienkę przed remontem. Pomieszczenie w pełnej krasie wraz z planem działań publikowałam TUTAJ, poniżej przedstawiam skrótową ideę zmian:


Moje śniadanie? Kawa!

6/22/2017

Moje śniadanie? Kawa!

 - Śniadanie? Och, wypijam kawę na szybko i biegnę do pracy! - usłyszałam od kilku swoich koleżanek. Kiwałam wówczas potakująco głową, doskonale rozumiałam bowiem potrzebę zażycia kofeiny o poranku. Jedno nie dawało mi spokoju: ssanie w żołądku. Czy one nie były głodne? Tak... po prostu?

Z jednej strony zainspirowana, z drugiej zadziwiona, postanowiłam wymyślić wersję, która byłaby wyśmienitym kompromisem: pomiędzy zdrowym, zbilansowanym śniadaniem, a... wyłącznie filiżanką kawy. Mój pomysł? Podrasowana kawa śniadaniowa!



DIY na Dzień Ojca: Kocham Cię taaaaaaaak bardzo!

6/21/2017

DIY na Dzień Ojca: Kocham Cię taaaaaaaak bardzo!

Ostatnio na rodzicielskich grupach facebookowych nie brakuje pytań w rodzaju: A co Wy, mamusie, robicie dla Waszych mężów na Dzień Ojca? I chociaż nie zgadzam się z konstrukcją tego pytania (Jak to - mamy przygotowują coś mężom? Ale to przecież dzieci powinny!), prawda jest taka, że jako mamy pomagamy naszym pociechom: albo z wykonaniem, albo podsuwając pomysł. Cóż. Ponieważ bywam trudnym przypadkiem matki, tzn. lubiącym dorzucać swoje "3 grosze" (ja wiem, żadne to wychowanie w duchu Montessori, szlag), i zarzuciłam koncepcją, i pomogłam z realizacją.

Ale do rzeczy.

Dzisiaj proponuję Wam szybki i prosty sposób na uroczą i nietuzinkową kartkę z okazji Dnia Ojca.

Co będzie potrzebne?
 - kolorowy papier (albo biały, pokolorowany lub pomalowany - skorzystamy z techniki à la Eric Carle)
 - nożyczki
 - klej
 - ołówek albo kredka
 - flamaster

Wykonanie:
Ołówkiem lub kredką odrysujcie zarys i prawej, i lewej ręki dziecka. Może ono to zrobić samo, możesz mu też pomóc. Wytnijcie kształt.



zmiany na blogu

6/15/2017

zmiany na blogu

Zwyczajowo przeprowadza się je przy okazji urodzin: czy to własnych, czy bloga właśnie. Albo wykorzystuje początek roku - przecież to wyśmienity moment na "nowy start", prawda?
A ja pod prąd. Nietypowo. Blog urodziny (Siódme! Szczęśliwe? ;)) obchodziłby w listopadzie - cóż to za data? Tak blisko Bożego Narodzenia... Okres gorący, niekoniecznie z czasem na testowanie nowych pomysłów szablonowo-social-mediowych. 
Nawet telewizja przyzwyczaiła widzów do tego, że nowa ramówka pojawia się na początku roku: albo szkolnego, albo kalendarzowego. W wakacje posucha. Ale, ale! Skoro jednak jedna ze stacji zdradziła niedawno, że taki "Projekt Lady" dobrze jest rozpoczynać w połowie czerwca, bo i oglądalność duża, dlaczego ja nie miałabym się uśmiechnąć pod nosem, chcąc wprowadzać zmiany przed wakacjami?

Niedawno blog zmienił adres - pozbyłam się wreszcie blogspotowego ogonka i posiadam własną domenę: hoo-hooo-things.pl. Dlaczego Hoo Hooo? - to pytanie pojawiło się przy mojej ankiecie dotyczącej adresu i w zasadzie wymaga pewnego dookreślenia. "Hoo-hooo" to nic innego, jak... odgłos sowy. (Nie Mikołaja! :P Choć zamierzam to w grudniu wykorzystać ;)) Dlaczego dwa "o", a potem trzy? Bo jeśli wsłuchacie się w dźwięk wydawany przez sowę, dostrzeżecie (ha, ciekawa gra słowna ;)), że drugie "hooo" jest nieco dłuższe - o to jedno "o" właśnie ;). 

tę latającą sowę znajdziecie w menu bloga - po przewinięciu strony w dół, Petronela frunie z logo do menu ;)

Tyle odnośnie nazwy.

Zmianie uległ również szablon.
Obecnie jest bardziej intuicyjny i praktyczny. Poprzedni był mocno blogowy, bez odnośników do innych wpisów, przez co poruszanie się po nim było utrudnione. Mam nadzieję, że teraz będzie Wam łatwiej!

W górnym menu znalazły się wysuwane kategorie: "tematy" oraz "Jak wykorzystać...?". W tematach znajdziecie dziedziny, o których najczęściej piszę na blogu, natomiast w "Jak wykorzystać..." uporządkowałam pomysły na wykorzystanie różnego rodzaju materiałów: od zwykłego papieru, po masę plastyczną (rozumianą szeroko: od gliny, po masę solną, np.). 

Odniesienia do kategorii znajdziecie również poniżej, w sekcji nad zdjęciami z IG:


Znajdziecie tam kategorie: 
  • DIY - przeniesie Was do różnych projektów krok po kroku - od zabawek, po dekoracje na przyjęcia
  • domek dla lalek - my precious, prezent na moje trzydzieste urodziny (ode mnie samej ;)). Lubię pokazywać go w różnych odsłonach - bardziej i mniej poważnych, czasem natchnieniem jest jeden przedmiot albo pora roku czy jakieś święto.
  • Klinika dla zabawek - Już jako dziecko ratowałam zabawki, miałam nawet Biuro Naprawy Rzeczy Znalezionych! Siostra i kuzynka przynosiły mi przybrudzone lalki, misie z naderwanymi kończynami albo uchem, poplątane bransoletki. A ja siedziałam i jak świstak naprawiałam. W Klinice pokazuję, że warto dać zabawce drugą (trzecią, czwartą...) szansę!
  • moje prace - Swego czasu mówiłam, że cierpię na syndrom niespokojnych nóg i rąk. Nóg, bo udzielałam się w zespole tańca irlandzkiego, a rąk, bo od zawsze musiałam coś kleić, rysować, wycinać, składać... W tej kategorii pokazuję przedmioty przeze mnie wykonane: od większych projektów, po mniejsze.
Dodatkowo znajdziecie odniesienia do postów, które polecam oraz tych niedawno publikowanych na blogu. Wreszcie dorobiłam się również ramki "podobne posty" pod każdym wpisem - bardzo mi jej brakowało!

Mam nadzieję, że nowy szablon  przypadnie Wam do gustu i pozwoli lepiej korzystać ze strony i inspirować się, bo szczególnie o to mi chodzi!

Hoo Hooo things to blog o pomysłach i rzeczach, że hoo-hooo! - chcę Was inspirować, pokazywać piękne przedmioty, które albo możecie wykonać sami, albo które pobudzają szare komórki, udowadniają, że ludzka wyobraźnia jest potęgą. 

Na Facebooku utworzyłam również Hoo Hooo grupę (TUTAJ), która ma służyć szeroko pojętej motywacji: i do działania, ale przede wszystkim do życia, po prostu. Cieszenia się każdym dniem, czerpania radości z tego, co przynosi nam codzienność. To trochę przedłużenie tego, co chcę prezentować na blogu i Instagramie - a chcę przekazać uśmiech, nowy pomysł, udowodnić, że przy odrobinie dobrych chęci można zaczarować świat. Wystarczą dwie ręce, uśmiech i głowa pełna pomysłów!

To jak, działamy razem? :D 

atak wymarłych jaszczurów

6/10/2017

atak wymarłych jaszczurów

Nieudany eksperyment szalonych naukowców!, Kościste bestie atakują! czy Atak jaszczurów-zombie! to tylko niektóre z nagłówków lokalnych gazet.

Trudno dociec, skąd ożywione szkielety wymarłych gadów znalazły się w naszym miasteczku i dlaczego różowy dom na przedmieściach wzbudził ich zainteresowanie. Ustalenia trwają.