DIY: maski z pudełka po jajkach

7/30/2020

DIY: maski z pudełka po jajkach

Kto pamięta książki z serii "Każde dziecko to potrafi"? Gdy byłam dzieckiem, była to dla mnie kopalnia pomysłów DIY. Potrafiłam godzinami przeglądać inspiracyjne zdjęcia, a z kilku instrukcji skorzystałam przy okazji tworzenia prezentów dla mamy czy taty. Dzisiaj myślę, że ta seria miała wpływ na mój pociąg do wszelkich zrób-to-sam! 

 

Przytaczam tę opowieść po to, by nakreślić kontekst dzisiejszego wpisu. Całkiem niedawno bowiem w moje ręce trafiły w charity shopie dwa tomy "Każde dziecko to potrafi" - każde w promocji - 6 złotych sztuka! 😵 To musiało być przeznaczenie...  Jeden tom pamiętałam z dzieciństwa, drugiego nigdy wcześniej nie miałam w rękach, szybko zabrałam się więc za kartkowanie. To właśnie z niego pochodzi pomysł na poniższe DIY. (Motyw sowy - sami rozumiecie 🤷🙈)


diy, zrób to sam, pudełko po jajkach, mask,  maska wenecka, sowa
pyszna opowieść o pysznej sałatce, czyli "Królewna Dymka i siedem ogórasów" 🥒

7/26/2020

pyszna opowieść o pysznej sałatce, czyli "Królewna Dymka i siedem ogórasów" 🥒

Żadnych chichotów,  proszę! Sprośne myśli należy zwinąć w kulkę jak zabazgraną kartkę  papieru i zrobić z nimi to samo: wyrzucić do śmieci (acz nie wiem,  czy recykling na coś się tutaj zda). Pokusiłam się o antropomorfizację składników sałatki zauroczona ilustracjami z książek, które zawędrowały do mojej biblioteczki z maminej półki. Baśnie z ilustracjami Szancera czy innych, kwiaty udające się na bal,  odziane w bogate, wielowarstwowe suknie budowane z płatków, zanimizowane przedmioty codziennego użytku, które w zetknięciu z fantazją bajarza ożywały... Umieszczenie tutaj  jedynie przepisu byłoby banalne. Okraszenie zdjęciami... brei, która swoim wyglądem nie ujmuje, mogłoby zniechęcić. Tymczasem ta sałatka to sztos jakiś, przekąska dobra jako dodatek,  ale też samodzielnie. Prosta do wykonania, mało skomplikowana, a czarująca podniebienie. 



DIY: odlotowa gra z pudełka po chusteczkach higienicznych - [strzel] "Na koniec świata i jeszcze dalej!"

6/20/2020

DIY: odlotowa gra z pudełka po chusteczkach higienicznych - [strzel] "Na koniec świata i jeszcze dalej!"

Chęć wykorzystania pudełka po chusteczkach chodziła za mną od dawna. W sieci widziałam wiele różnych pomysłów, bardzo poważnie rozważałam stworzenie "łap potwora" (wystarczyło do dwóch pudełek przykleić pazury, a całość pomalować na interesujący nas kolor), ale ostatecznie wygrała... kosmiczna gra. (Choć łapy pewnie też kiedyś stworzymy. 🙈)



Biblioteczka Pani Sowy (cz. 16 - książki dla dzieci)

5/31/2020

Biblioteczka Pani Sowy (cz. 16 - książki dla dzieci)

Zapraszam do cyklu poświęconego książkom. Tym, które w minionym czasie przeczytałam sama albo ze swoimi dziećmi. Co nam się podobało, co mniej? Co polecamy? W dzisiejszym z cyklu - z uwagi na ilość książek, które ostatnio dzierżyliśmy w łapkach - wspomnę o tych dedykowanych dzieciom. Biblioteczka mamy niebawem! 😉


DIY: donica jak malowana

5/25/2020

DIY: donica jak malowana

W jaki sposób szybko i bez zbędnych ceregieli odpicować zwykłą glinianą doniczkę? Koleżanka rękodzielników - Farba - przybywa z odsieczą! Wymyśl tylko wzór, wygospodaruj kwadrans wolnego czasu i... do dzieła! 🖌


Monstera nasza zaczęła się słusznie rozrastać (zasługując na swoje imię - dzięki czemu o wiele łatwiej przychodzi mi wyjaśnianie dzieciom pochodzenia jej nazwy 😎) i wymagała przesadzenia. Mąż zakupił największą glinianą donicę, jaką znalazł, która jednak po czasie wydawała mi się taka... nijaka. Postanowiłam więc coś na niej zmalować! Szczerze: do niniejszej metamorfozy skłoniła mnie kolekcja pomalowanych donic zaobserwowana chyba na jakimś zagranicznym koncie na Instagramie. Zapewne mam gdzieś zapisany zrzut ekranu (jak zwykle, gdy wpadnie mi coś w oko), więc jak tylko go znajdę - z chęcią załączę tutaj odnośnik!

Jestem wygodna, lubię szybkie rozwiązania, które jednak są efektowne. Poniżej zamieszczam wzór stworzony przez siebie na donicy, który - jak widać -  cechuje nikła (znikoma wręcz) powtarzalność poszczególnych pociągnięć. Ot, dla wygody, ale będę wmawiać, że taki był zamysł artystyczny.

najczęstsze błędy w pracach studentów - Jak pisać? Czego unikać? Poradnik dla wszystkich piszących!

5/23/2020

najczęstsze błędy w pracach studentów - Jak pisać? Czego unikać? Poradnik dla wszystkich piszących!

Źle stawiane przecinki? Potocyzmy? Pisanie nie na temat albo gubienie wątku? Mylenie pojęć, problemy z ortografią, a może plagiatowanie? Z jakimi błędami w pracach studentów spotykam się najczęściej? Czy da się ich uniknąć (szybka odpowiedź: tak!) i jak to zrobić? Zapraszam do sowiego poradnika!

Niektórzy pewnie wiedzą, że pracuję m.in. na uczelni, gdzie jako doktor prowadzę zwykle ok. 5 grup w roku akademickim (jako doktorant prowadziłam 3 grupy). Przez 6 lat nabywania przeze mnie doświadczenia jako prowadzący, spotykałam się z różnego rodzaju pracami pisemnymi przygotowanymi przez studentów - różnymi czy to ze względu na poruszaną tematykę, czy na poziom, jaki reprezentowały. Cóż. Według mnie nie ma złego tematu (oczywiście zależnie od tematu samych zajęć), może być jedynie źle sformułowana praca, źle poprowadzone czy niewłaściwe wnioskowanie. W pracach naukowych czy akademickich można pisać nawet o wulgaryzmach, jeśli wie się, jak to robić. (To działa też w drugą stronę: nie zawsze poważny i - wydawałoby się - ambitny temat będzie gwarantem sukcesu.) Dzisiaj chciałabym pochylić się nad błędami, które studenci popełniali (i wciąż popełniają) najczęściej. 


DIY: gra do nauki języków obcych - kilka propozycji

5/09/2020

DIY: gra do nauki języków obcych - kilka propozycji

Do nauki języków obcych wcale nie potrzebujemy specjalistycznych gadżetów, kilku tuzinów fiszek poupychanych w kieszonkowych pudełeczkach czy nie wiedzieć jak wymyślnych gier kupionych za niemałe pieniądze. Sympatyczną pomoc naukową możemy stworzyć dla dziecka... sami. Z tego, co mamy w domu. Jeszcze nie przekonałam? No to watch me!


Do stworzenia gry zainspirował mnie podręcznik do nauki języka angielskiego mojego synka: "Explore Treetops 1" autorstwa Sarah M. Howell i Lisy Kester-Dodgson. Przy rozdziale 6 i nauce słownictwa z zakresu pożywienia autorki zaproponowały grę w wyrysowywanie w zeszycie zawartości swojej przykładowej śniadaniówki (szczegóły omówię w dalszej części wpisu). Ponieważ zaczynaliśmy wtedy edukację zdalną i mieliśmy tylko ogólne wytyczne, by powoli przerabiać materiał z zadanego rozdziału, czułam swobodę w wyborze zadań czy takim nimi żonglowaniu, by połączyć naukę z przyjemnością. Np. wspomnianą grą!

O co chodzi w grze z podręcznika?

Autorki proponują każdemu z graczy (w rzeczywistości dziecku, które ma przyswoić dany zakres słownictwa) wyrysowanie w zeszycie prostokąta, który ma być wnętrzem śniadaniówki. Ponieważ pierwszaki miały szczególnie zapamiętać sześć słówek z kategorii "jedzenie", każdemu z wyrazów-grafik przyporządkowano numerek z kostki do gry. Dziecko rzucało kością i musiało narysować w swojej śniadaniówce wylosowany w ten sposób pokarm, jednocześnie wypowiadając jego nazwę. Zabawę można było urozmaicić zadawaniem odpowiednich pytań czy odzywek w języku angielskim: "What do you have?", "I you have grapes!" i tym podobne. Ja nieszczególnie naciskałam na wypowiadanie przez moje dzieci całych zdań po angielsku, ale sama starałam się odzywać przede wszystkim w tym języku, by dzieci się osłuchały. Po chwili łapały w lot sens pytań, i mimo iż przeważnie odpowiadały mi po polsku, odpowiednie słówka coraz chętniej wymieniały na angielskie odpowiedniki! 

Oczywiście, żeby z powodzeniem grać, nie musimy jako rodzice być certyfikowanymi znawcami języka angielskiego (czy jakiegokolwiek innego, którego chcielibyśmy nauczyć dziecko) - nie musimy wcale w trakcie gry mówić tylko w tym języku, pięknymi, pełnymi zdaniami. Na dobry początek wystarczy powtarzanie samych słówek i łączenie brzmienia wyrazu z jego graficznym odpowiednikiem. W podręczniku były podane przy okazji najprostsze zwroty (tutaj nauka czasownika "mieć"), więc wykorzystałam wiedzę podaną już, w zasadzie, na tacy.






Jak zapewne zauważyliście, nasza wersja gry różni się nieco od tej zaproponowanej w podręczniku. Zamiast rysowania poszczególnych przedmiotów przez każdego z graczy (o ile mój pierwszak może dałby sobie z tym radę, o tyle moja czterolatka niekoniecznie, a też bardzo chciała zagrać), zdecydowałam się stworzyć dzieciom gotowy zestaw kilku sztuk każdego przedmiotu. Wyrysowałam je na kartce (dla urozmaicenia wybrałam kolorowe, ze zwykłego bloku kupionego w Pepco) i wycięłam. Każde z nas stworzyło też własne śniadaniówki ze złożonej kartki A4. (Jednym z najprzyjemniejszych etapów było chyba ozdabianie swojego "pudełka". 😉) Dzięki temu gra nie miała charakteru jednorazowej (w sensie zapełniamy kartkę i "dziękuję", "do widzenia", miejsce wykorzystane, a kartka do wyrzucenia) i mogliśmy grać ciągle na nowo.

W szufladzie z przydasiami miałam jeszcze kawałek samoprzylepnych rzepów, wykorzystałam je więc, żeby umieszczane w śniadaniówce przedmioty nie przesuwały się tak łatwo i nie wypadały. Ten krok spokojnie można pominąć, jeśli nie dysponujecie takimi materiałami. Warto jednak kiedyś przy okazji rozejrzeć za rzepami samoprzylepnymi - to niepozorna rzecz, a wprowadza życie na wyższy poziom! W tym przypadku zwykła gra do nauki słówek zamienia się w zabawkę - "prawdziwą" śniadaniówkę, z którą można pójść do zmyślonej szkoły albo do wyimaginowanej pracy. Dzieciaki chętnie rzucały kośćmi, by zapełnić swoje pudełka jedzeniem, a potem szły do pokoju obok na "wyprawę w nieznane". Bo wiadomo - jak jest prowiant, żadna przygoda nie jest straszna!


wariant pierwszy: ŚNIADANIÓWKA

Czyli gra według wskazówek z podręcznika, z moimi małymi ulepszeniami (by była wielorazowa). W miarę rozwoju rozgrywki czy zaawansowania nauki można dodawać kolejne słówka, tworzyć kombinacje (np. grać z dwiema kostkami!).

 



wariant drugi: WALIZKA

Wystarczy w zasadzie przerobić śniadaniówkę na walizkę, przedmioty związanie z pożywieniem podmienić na ubrania czy przedmioty codziennego użytku i można zagrać w pakowanie się na krótszy lub dłuższy wyjazd! To będzie o tyle ciekawa forma zabawy (i nauki!), że w zależności od celu podróży, będzie można ją modyfikować. Czasem zwyczajnie pakować się na wakacje, innym razem w podróż służbową (Co zabrałby ze sobą do pracy lekarz albo policjant?).

wariant trzeci: SZAFA

Tego pomysłu nie było już w podręczniku, ale słownictwo dotyczące zabawek czy części ubrań już tak. Pomyślałam więc, że skoro tak dobrze nam się grało, zabawę można rozszerzyć. Tym razem kartkę A4 zagięłam tak, by powstała szafa (wystarczy zaginać powoli oba boki do środka, a gdy się spotkają - wyrównać i zagnieść drzwi papierowej szafy). W środku wyrysowałam półki, a z kolorowego papieru wycięłam wyrysowane grafiki potrzebnych słówek. Przedmioty dobierałam tak, by odpowiadały treściom z podręcznika synka, ale każdy może wybrać je według siebie, w zależności od potrzeb lub zainteresowań.






wariant czwarty (i kolejne)

Ten sposób zabawy sprawdzi się też przy nauce wyposażenia wszelkiego rodzaju miejsc/pomieszczeń. Możemy stworzyć ladę w sklepie, szafkę lekarską, rzemieślnika albo kuchenną. O, lodówka byłaby też fajną opcją!


Jak widać, pomysł Sarah M. Howell i Lisy Kester-Dodgson ma ogromny potencjał. Zwykła gra w zapełnianie śniadaniówki, która ma pomóc w nauce słówek, może rozrosnąć się do dużych rozmiarów, zmieniając w uniwersalną zabawę/zabawkę. To prawdziwie sowie rozwiązanie: sprytne, i do zrobienia w kilka minut!