Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
przyjęcie urodzinowe Harry Potter: torty ze świata czarodziejów

1/25/2022

przyjęcie urodzinowe Harry Potter: torty ze świata czarodziejów

Tort bezowy Pavlova aka Hedwiga, tort Hagrida dla Harry'ego, cukiernicze boisko do quidditcha i figurki Funko POP w formie cake-topperów? Tak jest, oto przepisy na cztery czarodziejskie torty urodzinowe + jeszcze więcej inspiracji!

 

"Tort Harry Potter", czyli na przyjęcie w stylu Harry'ego Pottera - jak go zrobić?

Możliwości jest tu wiele: od standardowych (ozdoby z masy cukrowej nawiązujące do książek czy filmu), po te udające artefakty z planu (tort Hagrida dla Harry'ego czy np. księga czarów). Pokażę 4 pomysły, z czego 3 w rzeczywistości były wykorzystanie w trakcie urodzin 6. urodzin mojej córki (czwarty pomysł jest świąteczny, co nie znaczy, że nie można go w prosty i szybki sposób przerobić na urodzinowy).

 


Velma Dinkley poleca: ciastka paluchy wiedźmy

9/14/2019

Velma Dinkley poleca: ciastka paluchy wiedźmy

 - Jinkies! - możesz rzucić za Velmą na widok przerażających, ociekających grozą (i marmoladą truskawkową) paluchów wiedźmy. Spokojnie, jak w przypadku większości zagadek rozwiązywanych przez ekipę Scooby Doo, tak i tutaj mamy do czynienia ze zjawiskiem, które można wytłumaczyć logicznie. "Duchy nie istnieją" - powtarza Velma w spin-offie z 2018 roku. Możemy dopowiedzieć: "Złe wiedźmy są tylko w bajkach." A ich paluchy to po prostu... przepyszne ciastka maślane!

bananowe leniwe 🍌

8/14/2019

bananowe leniwe 🍌

Wiele dobrych, docenionych rzeczy przytrafiło się ludzkości w wyniku przypadku. Archimedes w trakcie zwyczajnej kąpieli odkrył jedno z ważniejszych praw hydro- i aerostatyki (a potem szokował kobiety, ponoć biegając nago po mieście i wrzeszcząc "Eureka!"), karteczki samoprzylepne zawdzięczamy Arthurowi Fry, który w 1974 roku miał opracować super mocny klej dla firmy 3M - z klejem nie wyszło, ale kto dziś o tym pamięta! Najbardziej znana na świecie ciastolina pierwotnie nosiła chwytliwą nazwę "Kutol" i służyła do... czyszczenia tapet! (Sic!) Słynne gluty (slime'y) to efekt uboczny pracy nad m.in. oponami w trakcie II wojny światowej, a brownie miało być pierwotnie... wypieczonym i puszystym murzynkiem! Z kluskami z tego wpisu jest podobnie: zabrakło mi jajek, ale miałam pod ręką dojrzałego banana. W głowie zapaliła się lampka... Eureka! (Na szczęście podarowałam sobie bieganie po mieście nago 😅)



ogórki w musztardzie

7/27/2019

ogórki w musztardzie

Do końca życia będę wdzięczna swojej Teściowej za dwie sprawy, które odmieniły moje życie: za mojego męża (a jej syna) i za przepis na ogórki w musztardzie. Obie nadają mojemu życiu smak - bez nich to już nigdy nie byłoby to samo!


pralinki piernikowe na przywitanie Nowego Roku (albo inaczej: poświąteczne)

1/02/2019

pralinki piernikowe na przywitanie Nowego Roku (albo inaczej: poświąteczne)

Smak Świąt zamknięty w pralince. Pękająca biała czekolada (u mnie oprószona złotem - sypkim barwnikiem spożywczym), wewnątrz miękkie wypełnienie o smaku pierników, którego słodycz przełamuje słony serek. Idealne do podjadania w Nowym Roku!


Głównie dlatego, że powstają z... pokruszonych pierników, których pewne zapasy mogły przetrwać Święta. Jak to możliwe? Nie wiem, czy macie podobnie, ale jakkolwiek by nie planować, na Boże Narodzenie w naszej rodzinie jest mnóstwo jedzenia, w tym słodkości. Mimo iż zmniejszyłyśmy z mamami, siostrami i szwagierkami ilości przygotowywanych ciast czy ciastek, i tak jest co jeść, więcej: dobroci zostaje czasem na Nowy Rok nawet! Tak mam w tym roku z piernikami. I choć je uwielbiam, ich smak może się przejeść. Dobrym sposobem jest więc jego lekka modyfikacja, a przede wszystkim formy, by na nowo pobudzić ślinianki. 


zupa grzybowa - mój smak Wigilii

12/06/2018

zupa grzybowa - mój smak Wigilii

Nie wyobrażam sobie Świąt Bożego Narodzenia bez zupy grzybowej: ciemnej, aksamitnej, z gładkimi kamyczkami miękkich grzybów i jasnymi wyspami w talerzu - łazankami. Grzyby miały rozpływać się w ustach, ich zapach rozbudzać apetyt, a makaron sycić. Nawet kiedy weszłam do rodziny męża, która zdecydowanie reprezentuje #teambarszczczerwonyzuszkami, i tak robię grzybową - dzięki czemu mam cały gar zupy dla siebie!


DIY: Halloweenowe duszki na patyku

10/14/2018

DIY: Halloweenowe duszki na patyku

Po bezowych duszkach przyszła kolej na strasznie pyszne duszki z lukru plastycznego (wg danych zebranych od moich dzieci). Można je włożyć do szklanki, a dzięki patyczkowi dziecięce palce nie będą się kleić (mądrzejsza po bezach, zadbałam o ten aspekt 😅).


DIY: bezowe duszki na Halloween

10/12/2018

DIY: bezowe duszki na Halloween

Teoretycznie straszna, ale jak słodka przekąska. Idealna, gdy posiadamy w lodówce wolne cztery białka (np. po przygotowywaniu kruchego ciasta, do którego zużywamy jedynie żółtka). Beza albo psikus?


znalezione w sieci: zimowy tort

11/15/2017

znalezione w sieci: zimowy tort

fot. (bez pomarańczowych dodatków mego autorstwa) Lum3n.com ze strony Pexels (TUTAJ)


IDEALNY. I choć zdjęcie opublikowano w drugiej połowie... września... dla mnie to zima jak się patrzy: kokos jako biały puch, choinki, gipsówka niczym padający śnieg, gdzieś tam wilk czający się w zaroślach... Takie kadry to magia.

przyjęcie urodzinowe w stylu Batmana

9/11/2017

przyjęcie urodzinowe w stylu Batmana

Mój pięcioletni (wtedy jeszcze prawie pięcioletni) syn wymyślił sobie przyjęcie urodzinowe w stylu Batmana. Ponieważ lubię takie wyzwania, nie protestowałam, tylko podniosłam rękawicę. Jak wyszło?


Moje śniadanie? Kawa!

6/22/2017

Moje śniadanie? Kawa!

 - Śniadanie? Och, wypijam kawę na szybko i biegnę do pracy! - usłyszałam od kilku swoich koleżanek. Kiwałam wówczas potakująco głową, doskonale rozumiałam bowiem potrzebę zażycia kofeiny o poranku. Jedno nie dawało mi spokoju: ssanie w żołądku. Czy one nie były głodne? Tak... po prostu?

Z jednej strony zainspirowana, z drugiej zadziwiona, postanowiłam wymyślić wersję, która byłaby wyśmienitym kompromisem: pomiędzy zdrowym, zbilansowanym śniadaniem, a... wyłącznie filiżanką kawy. Mój pomysł? Podrasowana kawa śniadaniowa!



szybki obiad na piątek: pieczona ryba (moja wersja fish&chips)

6/09/2017

szybki obiad na piątek: pieczona ryba (moja wersja fish&chips)

Raczymy się nią co piątek, od czasu do czasu zmieniając gatunek ryby. To proste i smaczne danie, a jeśli nie będziemy oszczędzać na produktach (czyli kupimy filet dobrej jakości, nie pangę, mintaja czy innego rodzaju "wodniste" mięso, efekt masowej produkcji ze wszystkimi tego konsekwencjami) również zdrowe. 

Składniki:
 - filet ryby dobrej jakości
 - masło
 - cytryna
 - koperek (świeży lub mrożony*)
 - pieprz cytrynowy (gotową mieszankę można kupić w sklepie, ale uczulam na skład! - zdarzały się takie, w których dominowała... sól! - nieświadoma tego dosalałam jeszcze rybę, przez co wychodziła przesolona... Przykra niespodzianka!)
 - sól (ja używam himalajskiej różowej, gruboziarnistej)

* Koperek można spokojnie mrozić, nie straci na aromacie. Świeży możemy drobniej pokroić albo po prostu pourywać co większe gałązki, poporcjować, włożyć do woreczka foliowego albo małego pojemniczka i do zamrażalki. Będzie jak znalazł przy okazji najbliższego piątku!

Rybę opłucz, osusz. Ułóż w naczyniu żaroodpornym (albo na folii aluminiowej), oprósz solą (u mnie to garść grubych, różowych ziaren) i pieprzem cytrynowym. Porozkładaj równomiernie gałązki koperku, gdzieniegdzie umieść "kleks" lub małą kosteczkę masła. Połowę cytryny pokrój w plastry i udekoruj nimi rybę.

(Naczynie żaroodporne zamknij; jeśli pieczesz w foli, jej boki zawiń, otulając rybę - nożem delikatnie nakłuj folię w kilku miejscach, by ciepłe powietrze miało ujście.)

 tutaj ryba ze świeżym koperkiem:
świętowanie

5/01/2017

świętowanie

Przy okazji weekendowego, majowego świętowania, wspominam przyjęcie urodzinowe kuzyna. Czasem wystarczy kilka elementów, dosłownie detale, jeden mocny punkt, by wydarzenie zapadło w pamięć i było wspominane z uśmiechem na ustach. 

SŁODKOŚCI
Jak dla mnie mus (nie tylko owocowy ;)). Galaretka zastygła w różnych foremkach niewielkich rozmiarów, kleks śmietany i borówki - to wystarczy, by mile połechtać podniebienie i dodatkowo zapewnić estetyczną ucztę (ha! nie tylko taką!) - taki barwny i bogaty akcent na stole. Do tego tort brownie z owocami leśnymi przekładany śmietaną i frużeliną i jestem jak Kubuś Puchatek - głaszczę się po brzuszku z uśmiechem rozanielenia.

AKCENT ZABAWOWY
...confetti! To był hit. Tuby strzelające różnokolorowymi skrawkami połyskującego papieru, folii - niby nic, urozmaicenie, ale to właśnie one zrobiły całą imprezę. Dzieci (Żeby tylko one!) zbierały confetti i obsypywały się nim na nowo. Znajdowaliśmy później w różnych częściach garderoby, mieszkania (również własnego) i we włosach błyszczące ścinki. Uśmiech przywołany jak na zawołanie!

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Przyjemnego świętowania!
wielkanocna Pavlova z kremem chałwowym i owocami granatu

4/12/2017

wielkanocna Pavlova z kremem chałwowym i owocami granatu

Boże Narodzenie pachnie przyprawami korzennymi, natomiast Wielkanoc rozbrzmiewa delikatnym trzaskiem skorupek jajek. Nic więc dziwnego, jak mniemam, że gdy zastanawiałam się nad świątecznymi słodkościami, do głowy przyszedł pomysł na tort bezowy. Delikatna piana z białek - to jest to!

Przepis postanowiłam urozmaicić, zamieniając ubitą śmietanę na sos chałwowy. Zastanawiałam się jeszcze nad owocami - dzisiaj do głowy przyszły mi jeżyny (gdzie je dostać o tej porze roku?), ale wcześniej, podczas oglądania towaru na sklepowych półkach, wpadł mi w oko granat. W efekcie tort bezowy okrywa gęsty niczym karmel krem, a całość zdobią granatowe rubiny. Mniam!


Pavlova - korzystałam z przepisu TUTAJ (Najpiękniejsze w niej jest to, że przygotowanie trwa dokładnie tyle, ile ubicie białek. Nie trzeba przy tym, jak przy tradycyjnych, małych bezach, bawić się szprycą cukierniczą czy innymi wynalazkami tego rodzaju. Gotową masę bezową wykłada się na papier do pieczenia. I tyle!)

krem chałwowy (korzystałam z przepisu od Anny Jezierskiej z bloga Apple Pie, z drobnymi zmianami):
150 g chałwy waniliowej
115 g śmietany kremówki (użyłam 36%)
łyżka cukru pudru

Chałwę pokruszyć w rondelku, zalać śmietaną i cukrem pudrem, podgrzewać na małym palniku i gazie do czasu, aż masa stanie się jednolita i zgęstnieje.

Wystudzony krem przełożyć na Pavlovą i pokryć owocami granatu. Smacznego!


wpis bierze udział w akcji:

kasztanowe pancakes

2/17/2017

kasztanowe pancakes

Kiedy mróz o poranku rysuje na okiennych szybach wzorzyste esy-floresy, zimowe malowidła ludowe, lodowe wiązanki kwiatów, jedna z wiewiórek zajrzała do swojej spiżarni, wydobyła kilka kasztanów, zmieliła je na proszek wypolerowanym kamyczkiem i... upiekła pancakes - brązowiutkie jak gdyby zawierały kakao, ale nie - swoją barwę zawdzięczają kasztanowej mące. Jeszcze tylko kleks dżemu z czarnego bzu (tak pachnie lasem i latem!) i pyszne rozgrzewające śniadanie gotowe!



kasztanowe pancakes
Składniki:
 -  1,5-2 szklanki mąki kasztanowej
 - 1 szklanka mleka sojowego
 - 1 jajko 
 - 1 łyżka masła (roztopionego)
 - 3 łyżeczki cukru pudru
 - 1 łyżeczka proszku do pieczenia
 - 1 łyżeczka oleju kokosowego do smażenia
 - dżem Łowicz 100% z owoców Czarny Bez do podania

Wykonanie:
W jednej misce rozbełtać mleko z jajkiem. W drugiej połączyć składniki suche, przesiać do mieszanki mlecznej, dodać masło i wszystko dokładnie wymieszać. (Pod koniec nie przesiewałam już mąki, tylko ostatnią partię przesypałam bezpośrednio do miski z masą mleczno-jajeczną - nic wielkiego się nie wydarzyło, więc myślę, że w razie czego Ty również nie musi obawiać się podobnych zabiegów.)
Na patelni rozgrzać olej kokosowy - łyżeczka zupełnie wystarczy. Nakładać masę (powinna mieć lekko gęstą konsystencję), w miarę możliwości formować okrągłe placki. Poczekać, aż na powierzchni zaczną pojawiać się bąbelki-dziurki - wtedy można odwracać pancakes na drugą stronę. Smażyć do lekkiego zezłocenia/zbrązowienia. Następne partie smażyć bez oleju, korzystając z już natłuszczonej patelni.
Gotowe przełożyć na talerz, posmarować jak kanapkę dżemem Łowicz 100% z owoców (np. Czarny Bez) - doskonale przełamie specyficzny placków, uzupełni go owocową nutą. Można zajadać palcami, jak kanapkę, kasztanowe pancakes prawie w ogóle nie są tłuste.



 



Takie placki to dobry pomysł na smaczne, zdrowe, niespieszne śniadanie: robią się szybko i bezproblemowo (nie przywierają do patelni, rumienią się w mgnieniu oka), nie zawierają glutenu, więc są na topie ;), bez mleka krowiego, bo z sojowego (Lady Marion jest uczulona na mleko krowie, szukaliśmy więc zamienników, a ja sama przestałam je pić - od tego czasu moja cera znacznie się wygładziła), a smaży się je na oleju kokosowym, z którym nic się nie dzieje w wysokich temperaturach, a który ma świetne działanie na nasze ciało (można się nim nawet smarować jak balsamem). Jeśli dodatkowo użyjemy zdrowego dżemu, np. Łowicz 100% z owoców - u mnie padło na czarny bez, bardzo lekki, o wyważonym smaku - nasze śniadanie staje się świetną alternatywą dla tłustych omletów czy naleśników ociekających, dajmy na to, syropem cukrowym. Można na słodko i na ciepło bez zbędnych dodatków. Wiewiórka wie najlepiej! ;)





przepis bierze udział w akcjach:


urodziny jak z książki, czyli inspirowane przyjęcie urodzinowe (temat przewodni: "Pierwsze urodziny prosiaczka" Aleksandra Woldańska-Płocińska)

1/22/2017

urodziny jak z książki, czyli inspirowane przyjęcie urodzinowe (temat przewodni: "Pierwsze urodziny prosiaczka" Aleksandra Woldańska-Płocińska)

Kiedy poznaliśmy z Małym Johnem prosiaczka, bohatera książek Aleksandry Woldańskiej-Płocińskiej, żałowałam, że synek miał już swoje lata - pierwsza z książeczek idealnie nadawała się na temat przewodni przyjęcia urodzinowego roczniaka!
 - Za późno, za późno - marudziłam, jednocześnie kreśląc inspiracje urodzinowe zrodzone z lektury "Pierwszych urodzin prosiaczka" i zastanawiając się, gdzie i kiedy je wpleść, by pasowało i było na miejscu...
Jak się okazało, musiałam po prostu poczekać na narodziny córki. Gdy drugie dziecię pojawiło się w domu, wśród różnych pozytywów sytuacji (co by ułatwić matce ogarnięcie sytuacji i samokontrolę) z radością wskazałam kolejny: mam motyw przewodni przyjęcia z okazji pierwszych urodzin!

W styczniu br. pozostało odkurzyć notatnik i zacząć wprowadzać w życie plany i inspiracje nakreślone parę lat wcześniej. Nie wszystko udało się wdrożyć, ale i tak jestem zadowolona z efektów. 

Oto pierwsze urodziny prosiacz... Lady Marion! ;)




Książka została pięknie skonstruowana: rysunki mieszają się z typografią, graficznym odwzorowaniem tekstu, dzięki czemu wszystko stanowi całość, a pozycja jest prawdziwym picture bookiem.
Kto zna "Pierwsze urodziny prosiaczka", ten wie, jak mniej więcej wyglądają poszczególne karty, jak zostały przemyślane. Poza początkiem i zakończeniem (koniecznymi dla otwarcia i zamknięcia fabuły, spięcia wszystkiego w całość), książeczka zasadza się na prezentacji poszczególnych gości prosiaczka i ich podarków. To właśnie one - mniej lub bardziej spodziewane prezenty - natchnęły mnie do kolejnych elementów składowych przyjęcia tematycznego.


Pszczoły nadleciały do prosiaczka z kwiatami. Do bukietu na stół wsunęłam więc wycięte z folii piankowej pszczółki (skrzydełka to odpowiednio przycięta washi tape, oczy i paski namalowałam flamastrem), które nabiłam na długie wykałaczki (wcześniej dziurkę zrobiłam delikatnie igłą - sama wykałaczka była zbyt inwazyjna dla cienkiej pianki).
Nieprzypadkowo wybrałam czerwone kwiaty. Pszczoły właśnie takie niosły.







Kura przyniosła jajka. Ilustracja rzeczonych niemal od razu nasunęła mi pomysł wykorzystania: księga gości! Białe pole - jajko - wprost wyśmienicie nadawało się na odcisk kciuka czy innego palca. W sklepie papierniczym kupiłam dwa arkusze grubszego papieru (jeden szaro-błękitny, drugi biały) i wykonałam replikę grafiki, dostosowując ją do swoich potrzeb. Pozostało wyciągnąć czarny tusz, wilgotną chusteczkę niemowlęcą i goście mogli zostawić po sobie ślad! (Musiałam publicznie obiecać, że nie wykorzystam odciśniętych linii papilarnych do własnych celów :P)








Dżdżownica sprezentowała prosiaczkowi wielki balon. Balonik+sznurek+robaczek? Postanowiłam do balonów przywiązać żelki-gąsienice. Pierwotnie miały wisieć pod sufitem, niesione przez balon, ale z powodu braku helu zrezygnowałam z pomysłu, a balony ułożyłam na dachu domku dla lalek. Oficjalne wytłumaczenie? Dżdżownice wylądowały na dachu. Sorry.







Niedźwiedź przyniósł pół słoiczka miodu. (Drugie pół zjadł? ;)) Zastanawiałam się nad tą kartą. Myślałam o wykorzystaniu miodu na stole, ale nijak łączyło się to dla mnie z ilustracją. W efekcie wymyśliłam, że maleńkie słoiczki wypełnione płynnym złotem mogłyby stanowić podarki dla gości. Przewiązane czerwoną wstążką, jak w książce.








Mrówki wniosły tort kasztanowy. W książce wygląda on imponująco: ma trzy piętra i jest dość wysoki. Przepis na tort kasztanowy znalazłam TUTAJ, nie wyszedł mi jednak tak spektakularnie, jak tam. Po pierwsze... niski. W zasadzie... płaski. Śmiałam się, że wreszcie istnieje wypiek, który swobodnie mogę nazwać plackiem (mój małżonek określa w ten sposób różne ciasta, choć dla mnie termin ten dotyczy wyłącznie tego, co jest... płaskie właśnie). Po drugie zamiast zwykłej śmietany do kremu użyłam sojowej (Marion ma uczulenie na krowie białko, a chciałam, by mogła w całości skosztować swojego tortu urodzinowego), z którą nigdy wcześniej nie miałam do czynienia (z mlekiem tak, ale nie śmietaną, którą jeszcze ubijałam). Eksperyment zakończył się... dziwnie? Ubita, sztywna piana przełożona na tort zaczęła syczeć i opadać. Chciałam nawet zrezygnować z podania tortu, ale mąż mnie ośmielił. W smaku - niezrównany. Naprawdę pyszny. Z wyglądu? Co tu dużo gadać... Do tego z książki nie mam co się porównywać. Ale wiadomo - fikcja literacka, te sprawy ;). Szukałam też świeczki w kształcie czarnego kamyczka, ale nie znalazłam, co nieco mnie rozczarowało - łudziłam się chyba, że w tym biznesie dostępne jest wszystko ;).
Ach, zapomniałam... Chciałam zrobić z masy cukrowej maleńkie postaci mrówek. Nie zdążyłam.




Inne pomysły, niezrealizowane z powodu braku czasu:
  • ubranko solenizanta: prosiaczek miał na sobie ogrodniczki z żabotem i wysokie kozaki z czerwonymi frędzelkami. Chciałam uszyć Marion podobny kostium, z dresówki, z filuternym dzianinowym żabotem, do tego ciemno szare skarpety imitujące eleganckie buty prosiaczka, ale... nie zdążyłam. Jeśli ktoś ma pomysł na wykorzystanie teraz tego materiału: czekam na inspiracje! ;)

  • czapka urodzinowa: coś na wzór TEJ, którą przygotowywałam dla Małego Johna, tym razem w innej wersji kolorystycznej (prosiaczkowej): granatowa czapeczka i biały pompon
  • dzik przyniósł jabłka: chciałam więc postawić na stole półmisek z czerwonymi, polskimi owocami narodowymi, ale... nie znaleźliśmy nigdzie gatunku, który oddawałby ten z ilustracji. Pedantka, ktoś powie. Szalona, rzuci ktoś inny. Miałam inne jabłka w domu, ale ostatecznie nie powędrowały do gości. Gdyby jednak się tam znalazły, towarzyszyłaby im głowa dzika wykonana z brystolu czy folii piankowej - co by do książki nawiązać.
  • żuk przyturlał arbuza: ale ponieważ dostępność tego owocu w styczniu jest mocno ograniczona, nie zjawił się on na przyjęciu. Jak z mrówkami, chciałam ulepić żuka z masy cukrowej zabarwionej na czarno i ustawić obok.
  • spóźniony suseł przybiegł z pióropuszem: ...który miał występować w roli swoistej korony Lady Marion. Jeśli ktoś chciałby wykonać pióropusz susła, instrukcję wykonania znajdziecie TUTAJ.
  • borsuk i wiewiórka wyskakują z tortu: ...co mogłoby być świetnym pomysłem na cake topper, wykonany z folii piankowej albo tektury i osadzony na długich wykałaczkach.


Co sądzicie o tematycznych przyjęciach urodzinowych inspirowanych książkami?
Macie pomysł na inny motyw przewodni tego rodzaju? :)