9/11/2017

przyjęcie urodzinowe w stylu Batmana

Mój pięcioletni (wtedy jeszcze prawie pięcioletni) syn wymyślił sobie przyjęcie urodzinowe w stylu Batmana. Ponieważ lubię takie wyzwania, nie protestowałam, tylko podniosłam rękawicę. Jak wyszło?



dekoracje

To w zasadzie pierwsze, od czego zaczynam, wprowadzając "wizję" w życie. (Czasem dekoruję mieszkanie - czyt. głównie pokój dzienny - na kilka dni przed, czasem popołudnie przed, niekiedy... dopiero w dzień imprezy. Polecam zdecydowanie zrobić to wcześniej - będzie mniej do odhaczenia, a dom dłużej będzie cieszył odświętnym przybraniem ;))
Najczęściej decyduję się na honeycombs w odcieniach odpowiadających motywowi przewodniemu oraz girlandę. W tym roku nie było inaczej: zamówiłam małe "miodowe" kule w kolorach czarnym i żółtym (jedna kosztowała ok. 3,50 PLN), a girlandę zrobiłam sama: z tekturowych zawieszek, których plik kupiłam na wyprzedaży w TK Maxx dobrych kilkanaście miesięcy temu i naklejek z maską Batmana, kupionych w pakiecie 30 sztuk za jakieś kilkanaście złotych na allegro (z przesyłką dałam nieco powyżej 20 złotych). Do zawieszenia użyłam bawełnianego sznurka, również kupionego kiedyś na allegro. Całość przywiesiłam do sufitu (i kawałka ściany) za pomocą washi tape - to dobre rozwiązanie, bo nie niszczy za bardzo powierzchni (nie zdziera farby, bo nie jest silną taśmą - raczej pokroju malarskiej), a trzyma (to też zależy od taśmy - mam takie, które nadają się jedynie do dekorowania powierzchni papierowych, bo nie wytrzymują jakiegokolwiek obciążenia, niestety).










Prócz honeycombs, kupiłam również "pszczółkowe" confetti - było idealnie w kolorach żółtym i czarnym ;). Do tego confetti nietoperzowe. Oba miały znaleźć się w piniacie, którą chciałam przygotować, ale... nie zdążyłam (Co nie znaczy, że się za nią nie zabiorę! Zaparłam się i chcę pokazać Wam, jak takową przygotować, a co!). Za to zamówione dekoracje wykorzystałam... rozrzucając je po stole.





Standardowo przyozdobiłam również domek dla lalek - na okiennicach przysiadły dwa nietoperze (dość duże confetti "halloweenowe").




jedzenie

Skoro przyjęcie urodzinowe, to i stół pokryty jedzeniem! Nie wyobrażam sobie zresztą innej możliwości, zwłaszcza gdy mowa o polskich "imprezach" :P. Staram się - w miarę możliwości - by potrawy odpowiadały w jakiś sposób tematowi przewodniemu. Albo były w dominującej kolorystyce, albo nawiązywały pewnymi elementami... W przypadku królującego u nas #batmanstyle wiedziałam, że to będzie dobra okazja do wplecenia postaci z uniwersum Człowieka Nietoperza. W jaki sposób?




W menu znalazły się:
  • kanapki Alfreda (naleśniki-tortille np. posmarowane mascarpone i z wędzonym łosiem oraz świeżym, dojrzałym awokado - zwinięte w rulon i podzielone na ok. centymetrowe kawałki)



  • sałatka Trującego Bluszczu {zjadliwa} (sałatka z rukoli, dojrzałego awokado, pomidorków koktajlowych i drobnych kosteczek ugotowanego buraka)


  • krewni i znajomi Pingwina (pingwinki robione z czarnych oliwek, sera pleśniowego i marchewek - przepis znajdziecie TUTAJ)




  • lemoniada z (koci)miętką Kobiety Kot (lemoniada à la mojito: na dno wsypałam cztery łyżeczki brązowego cukru, dodałam ćwiartki limonki, liście mięty, a całość zalałam wodą niegazowaną i zmieszałam)


  • smakołyki Batmanki (makaroniki szampańskie, żelki, cukierki pudrowe itp.)

  • przegryzka Robina (chipsy)


  • lody mr. Freezy'ego (kupiliśmy lody w kilku smakach oraz wafelki: goście mogli poczuć się jak w lato, ściskając rożek z wybranym smakiem ;))



tort

...główny bohater kategorii "jedzenie". Od niego wyszłam, szukając inspiracji. On też stanowił dla mnie największe wyzwanie, bo... nie miałam na niego pomysłu. Znalazłam w Internecie kilka propozycji, co ciekawsze (i zadowalające matkę estetycznie ;)) zapisałam w folderze, którego zawartością podzieliłam się pewnego popołudnia z synkiem. Mały John wybrał wersję, która mnie samej podobała się mniej, ale to jego urodziny, więc się nie wykłócałam: stanęło na czarnym torcie z figurką Batmana i nietoperzami unoszącymi się wokół niego. Na kilka dni przed przyjęciem stało się dla mnie jasne, że nie pokryję tortu czarnym lukrem plastycznym oraz nie wytnę z masy nietoperzy, które "uwięzione" na wykałaczkach wetknę w biszkopt. Zrezygnowałam również z "dorosłej" figurki Batmana - męskiej, z muskułami, w bojowej pozie - w jej miejsce kupiłam figurkę Funko Pop: dalej w temacie, ale uroczą, bardziej nadającą się dla pięciolatka. Zamiast jadalnych nietoperzy z masy cukrowej, do kremu delikatnie wsunęłam papierowe wersje - te z confetti.
Sam tort... był nagi. Tzn. #nakedcake: niepokryty żadną masą, odsłaniający biszkopt. By jednak zachować spójność kolorystyki (czerń & żółć), biszkopty zabarwiłam... atramentem z kałamarnicy (dodałam dwie saszetki, kupione w sklepie Kuchnie Świata za 6 złotych). Krem powstał z ubitej śmietany i serka mascarpone - z dodatkiem kurkumy dla koloru. Między biszkoptem a kremem znalazły się plasterki banana - dla uatrakcyjnienia smaku ciasta.

(W trakcie przenoszenia tortu... Funko Batman... połasił się na krem - polecał na twarz, podjadek. Mieliśmy ubaw... ;) Poniżej wersja "ugrzeczniona" - z bohaterem ustawionym do pionu, ale wciąż z dowodem winy na twarzy :P)





Figurka wyciągnięta z tortu i umyta służy dalej - może nie do zabawy sensu stricto (bo jest oznaczona jako kolekcjonerka i niby od 14 roku życia), ale pięciolatek i tak ma z niej frajdę.



atrakcje

Batman i atrakcje... W pierwszej chwili do głowy przychodzą pościgi, walka wręcz oraz inne... eee... mało nieszkodliwe aktywności. A tu mamy przyjęcie pięciolatka (!) - o żadnej z powyższych "atrakcji" nie mogło być mowy (rozważałam pościgi resoraków, ale wersja uładzona nie pasowała już do tematyki). Ograłam to inaczej. Jako fanka fotobudek (szlag, powtarzam się), postawiłam jedną w domu (Jak? Zobaczysz TUTAJ). Kuzynka przyniosła swojego Instaxa, kupiłam do niego czarne wkłady (Batman to Batman! Wybrana kolorystyka zobowiązuje! ;)) i... zaczęła się zabawa. Okazało się, że nie tylko ja tak entuzjastycznie podchodzę do robienia sobie zdjęć "z gadżetami". Gościom się podobało, dostali pamiątki z przyjęcia, a ja chodziłam z bananem na twarzy! (Metaforycznym, rzecz jasna!)





podarunki

...co do pamiątek, które goście mogli wziąć ze sobą do domu... Prócz zdjęć, które dostawali od razu do ręki, najmłodsi opuścili przyjęcie z... Batmanowskimi spinnerami. Swego czasu szukałam podobnych - koszt ok. 20 złotych za sztukę, za drogo. Gdy jednak pojawiła się informacja o promocji, która w miejsce dwucyfrowej sumy rzuciła kwotą niecałych 4 złotych (sic!), nie zastanawiałam się długo. Męskie grono dzieciowo-nastolatkowe zostało obdarowane. Każdy fidget spinner powędrował do koperty, którą zakleiłam głową Batmana (naklejki wykorzystałam również do ozdobienia girlandy, odznaczenia gości czy dekoracji "fotobudki"). 





Zostało mi jeszcze kilka naklejek, którymi... ozdobili się goście. Rok temu każdy przyklejał sobie odznakę strażacką, a naklejki cieszyły się dużym powodzeniem - pomyślałam, że fajnie byłoby zorganizować coś podobnego. I tak maska Batmana lądowała czy to na ubraniach, czy to na ciele. Zatrzęsło się od obrońców Gotham!






Nie zdążyłam zrobić piniaty, tort mógł wyglądać lepiej i być bardziej dopracowany, ale ostatecznie jestem dumna z efektu.


Jeśli chcesz zorganizować podobne przyjęcie tematyczne, zapraszam Cię do mojego krótkiego poradnika TUTAJ!

2 komentarze:

  1. Wow! Marta! Pięknie! Mama na medal <3 Kanapki Alfreda zrobię na podwieczorek, bo mi smaka narobiłaś ;D buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci, Martuś! :)

      Kanapki pochwalił nawet móż małżonek, więc chyba na serio zdały egzamin :P (A ja sama podpatrzyłam je na imprezie urodzinowej organizowanej przez kuzynkę - fajny to patent ;D)
      Smacznego! ;>

      Ściskam mocno :*

      Usuń