Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klinika dla zabawek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klinika dla zabawek. Pokaż wszystkie posty
klinika dla zabawek, odcinek siódmy: słoniczka Ela (kulisy programu "Łabędziem być")

3/21/2019

klinika dla zabawek, odcinek siódmy: słoniczka Ela (kulisy programu "Łabędziem być")

W dzisiejszym odcinku programu "Łabędziem być" przedstawiamy wyjątkową bohaterkę: słoniczkę Elę. Ela przeszła w życiu wiele, począwszy od porzucenia przez rodzinę, przez tułaczkę po second-handach, która pozostawiła po sobie otwarte rany (dosłownie i w przenośni), na zapomnieniu przez otoczenie kończąc. Jak potoczyła się jej historia? Zapraszamy do oglądania!


fot. materiały archiwalne - pierwszy odcinek "Kliniki dla zabawek"
klinika dla zabawek, odcinek szósty: drewniany wózek

11/22/2017

klinika dla zabawek, odcinek szósty: drewniany wózek

Czasami nie potrzeba wiele, by dać zabawce nowe życie.
Kiedy przybył do nas drewniany wózek retro wypełniony klockami (rozglądałam się za takim długi czas, więc jego pojawienie się u nas było jak przyspieszona Gwiazdka), nie musiałam niczego szlifować, wygładzać, malować czy inne tego rodzaju. Wystarczyło zabawkę... porządnie umyć i pozbawić naklejek. Wymieniłam jeszcze sznurek, który dodatkowo ubogaciłam drewnianym koralikiem. To wszystko. Co prawda trwało to chwilę, ale dzięki cierpliwości zyskaliśmy za darmo zabawkę, która wygląda całkiem jak nowa. No, może prawie (biorąc pod uwagę ślady zużycia "opon" oraz wyraźną retro etykietkę na zamknięciu).



klinika dla zabawek, odcinek piąty: o łosiu, który chciał odmiany

7/04/2017

klinika dla zabawek, odcinek piąty: o łosiu, który chciał odmiany

Żył raz sobie łoś, który pragnął odmiany. 
 - O co ci chodzi? - pytały go zaskoczone zwierzęta. Łypały oczami-guzikami, drapały się po pluszowej głowie. - Przecież wyglądasz nieźle, ciągle potrafisz się bujać, uszczęśliwiasz dzieci... Czego ci jeszcze brakuje?
A łoś spoglądał na swoje podrapane futerko, krzywił się na widok mocnej czerwieni, która już go męczyła.
 - Ja... - zaczął, powoli. - Ja chciałbym odmiany... No wiecie... Tak się... przefarbować może...?
 - Zwariował - rzuciły od razu.
 - Na co mu to? 
 - Fanaberia! 
 - Phi, też mi pomysł!
A łoś stał, smutniał, ale w duchu czuł, że jest na dobrej drodze. Nie podda się.
 - Chciałbym być modny. Piękny i modny. Przecież to nic złego, że chcę się podobać? Dalej będę bujać dzieci, dalej będę wywoływał uśmiech na ich twarzach! - rzucił wesoło i z mocą. - Skoro i tak będę im dawać szczęście, jak robiłem to do tej pory, dlaczego sam nie miałbym zrobić czegoś dla siebie?
Zabawki ucichły - żadna nie potrafiła znaleźć riposty.

Tymczasem łoś trafił do nas. Tak się składa, że Klinika dla Zabawek prowadzi również oddział Medycyny Estetycznej - dla pragnących makijażu permanentnego czy innego lekkiego tuningu.


klinika dla zabawek, odcinek czwarty: drewniana komódka

3/14/2017

klinika dla zabawek, odcinek czwarty: drewniana komódka

W komórce, w zielonym pudle wypełnionym Marcianym wspomnieniem dzieciństwa, leżała ona: drewniana komódka. Dostałam ją kiedyś od jednego z wujków - zrobił ją własnoręcznie. Byłyśmy nią z siostrą zachwycone, służyła dzielnie w naszej zabawkowej kuchni, wytrzymała nawet pierwsze metamorfozy, którym poddawałam ją jako dziecko (już wtedy miałam zapędy do wszelkich zrób-to-sam). Niektóre elementy pomalowałam wówczas farbą plakatową w moim ulubionym wówczas kolorze sieny palonej (kojarzyłam go z odcieniem syropu klonowego czy cukrowego z kreskówek), na drzwiczki przykleiłam kawałki okleiny, którą mama wykorzystała do metamorfoz w naszej rzeczywistej, pełnoprawnej kuchni. 
Po latach, wyjęta z pudła, komódka prezentowała się źle. Gdzieniegdzie pokreślona ołówkiem, przypadkowo maźnięta farbą czy tuszem. Z jednym uchwytem naderwanym, innym oderwanym w całości. 
Ponieważ miałam już pełnoprawny domek dla lalek, ale wciąż brakowało mi wyposażenia, komódka szybko została przyjęta do kliniki.





diagnoza: brudasiec plamisty, szczerbatoza kończynowa oraz wrodzona oschłość i szorstkość

leczenie: czyszczenie wilgotną ściereczką, operacyjne usunięcie kikutów i uchwytów stałych (niestety, zdrowe też należało usunąć), peeling papierem ściernym, makijaż permanentny (po raz kolejny sięgnęłam po farbę Chalkboard Paint 308 od Benjamin Moore w kolorze swallow's tail - nie pokazałam tego na zdjęciach, ale po komódce można rysować kredą ;)), wszczepienie implantów (kolorowe koraliki sprawdziły się idealnie)


po zabiegu usunięcia kikutów i uchwytów stałych oraz po wstępnym peelingu, który zniwelował wrodzoną szorstkość

Po opisanych zabiegach:





Wciąż jednak nie byłam pewna co do stanu pacjenta.
Po naradzie z wewnętrznymi głosami rady lekarskiej, postanowiliśm...ekhm! - postanowiłam wyścielić wnętrze szafek "tapetą", w tym przypadku papierem do pakowania z kwiatowym wzorem Anny Bond (papier kupowałam w Rzeczowniku, mój wzór jest obecnie niedostępny, ale nie brak innych).

Tak prezentuje się wyleczona komódka:





Jak można zauważyć na poniższym zdjęciu, wyściółka szafek komódki to ten sam papier, który wykorzystałam do wytapetowania sypialni na piętrze.
O tak, domek powoli się wypełnia, zaczyna tętnić życiem... Niejeden post powstanie o tym, co wewnątrz domku...



Poprzednie odcinki:
klinika dla zabawek, odcinek trzeci: kolejka-przekładanka

1/08/2017

klinika dla zabawek, odcinek trzeci: kolejka-przekładanka

Mały John dostał kiedyś "w spadku" drewnianą przekładankę, której podstawka była cała pokryta bujnymi esami-floresami z zielonego flamastra. Nie wyglądało to za dobrze, a ponieważ zabawka była w ogólnym stanie dobrym (nawet bardzo, pomijając te artystyczne mazaniny), postanowiłam przyjąć ją do kliniki.




diagnoza: cera naczynkowa

leczenie: makijaż permanentny (ponieważ schorzenie nie wpływa na jakość życia pacjenta, a jedynie stanowi problem estetyczny, wystarczy zabieg tego rodzaju)

Drewnianą podstawkę przemyłam, miejscami przetarłam papierem ściernym (dla wyrównania powierzchni), zabezpieczyłam łączenia taśmą washi tape...




...z jej pomocą unieruchomiłam również koraliki na górnych piętrach kolejki. Uczyniwszy to, podstawkę pomalowałam farbą (użyłam Chalkboard Paint 308 od Benjamin Moore w kolorze Swallow's tale). Gotowe! 

"Nowa" prezentuje się o niebo lepiej, prawda?







Poprzednie odcinki:

klinika dla zabawek, odcinek drugi: lalka krasnoludek Gapcio

7/11/2016

klinika dla zabawek, odcinek drugi: lalka krasnoludek Gapcio

Pamiętacie Gapcia z TEGO wpisu? Cierpiał na brudasiec plamiasty i ohydontozę garderobianą. Przyjęty do kliniki, przeszedł kilka zabiegów, jego stan jest stabilny, a życiu (estetycznemu) nie grozi już niebezpieczeństwo.

Podjęte leczenie: kąpiel w płatkach mydlanych i wodzie źródlanej (źródłem kran ;)), operacyjne zdarcie odzienia i zszycie nićmi (choć nie chirurgicznymi, wciąż działającymi cuda) nowego. Taka... transgarderobiacja.

Rekonwalescencja trwała miesiąc, ale pacjent jest już zdrów. Lekarz prowadzący zalecił wizytę kontrolną w celu ewentualnego ponownego zabiegu mającego już ostatecznie wyleczyć ohydontozę garderobianą. Choć wykonany zabieg można zaliczyć do udanych, nie był on bowiem szczytem umiejętności lekarskich - a ordynator kliniki to człek o duszy pedantycznej, cóż zrobić. (Personel cierpi.)

Zapis z kartoteki:

Pierwsza połowa czerwca. Przed długi czas straszył mnie taki oto widok:


W drugiej połowie miesiąca zabrałam się za siebie - czy raczej za pacjenta - i dokładnie wymyłam Gapcia. Od razu wyglądał lepiej.





Stare ubranko wyrzuciłam, wcześniej rozprułam górną część, by odkryć użyty wykrój. Wykorzystałam go, nieco modyfikując.




Zależało mi na tym, by ubranko Gapcia odzwierciedlało jego charakter - czyt. gapowatość, cechę zilustrowaną przez Disney'a nie tylko w ruchach postaci, ale i w samym jej wyglądzie (wpiszcie sobie w wyszukiwarkę grafik Google hasło "dwarf dopey", a zobaczycie, co mam na myśli). Przydługie rękawy, luźnawy dół, o który krasnoludek często się potyka... Zupełnie jakby miał ubranie po starszym bracie albo... ludzkim dziecku ;). Dorobiłam mu więc przydługą górę, doszyłam łaty oraz - by nie czuł się potraktowany po macoszemu - wyposażyłam bohatera w całkowicie nowe i nienoszące śladów zużycia spodnie z tweedu. Nie trzymałam się jednak oryginalnej kolorystyki - naciągnęłam ją do swoich potrzeb. Przeważają fiolety i beże, co całkiem zgrabnie nawiązuje do (Ekhm! Uwidacznia się tu moje zboczenie albo chorobliwa wręcz konsekwencja...) odcieni "cottonków", które goszczą w kąciku Marion (przypomnij sobie TUTAJ). Dzisiaj Gapcio wygląda tak:



I, jak widać, optymizm wciąż go nie opuszcza.
Byle tak dalej, Gapcio!



Poprzednie odcinki:

klinika dla zabawek, odcinek pierwszy: otwarcie

6/02/2016

klinika dla zabawek, odcinek pierwszy: otwarcie

Co prawda nie mam magicznego stetoskopu jak Dośka z serialu animowanego "Klinika dla pluszaków" (który pozwala ożywić zabawki i sprawić, by nie tylko bawiły się z Tobą szaleńczo, ale i szczerze odpowiadały na pytanie: "Co cię boli?"), ale mam miękkie serducho i tańczące szare komórki, a te w połączeniu z pokiereszowaną czy niedopieszczoną zabawką zwiastują metamorfozę (-y).

Gapcio i słoniczka Ela trafili do mnie (chyba nieprzypadkowo) w Dzień Dziecka. Oboje upolowani w second-handzie, przeszli niejedno. Jest w nich taki potencjał, że nie pozwoliłam im długo oczekiwać na operację "przemiana". Oto bohaterowie najbliższych odcinków "Kliniki dla zabawek, że hoo hooo":


krasnoludek Gapcio

Kupiony za całe 5 złotych (sic!), mierzy ok. 30 centymetrów i jest wykonany częściowo z plastiku (korpus i nogi), częściowo z tworzywa sztucznego w dotyku przypominającego utwardzoną gumę (głowa, ręce, buty). 

Diagnoza: brudasiec plamiasty i ohydontoza garderobiana

Leczenie: Trzeba biedaka umyć, pozbyć się zapachu "starego spoconego dziada" (jak określiła to moja mama ;)) i koniecznie uszyć nowe ubranko. Obecne nie odpowiada mi zarówno pod względem użytych materiałów, jak i wizualnie. 








słoniczka Ela

Długo wędrowała po świecie, nim do mnie trafiła. Nie wiemy, co działo się z nią przed wylądowaniem w koszu z zabawkami w lumpeksie; potem pomieszkiwała na strychu u mojej chrzestnej, która po czasie podarowała ją mojej mamie ("może ty ją przerobisz"), a ta... mnie. Jest w kiepskim stanie: wszystkie części ciała miała już opatrywane i przyszywane, jednak nieskutecznie. Klapnięte ucho, luźne nogi (wiszące na jednej nitce), za lekko doszyte ręce. Wygląda skromnie i nieśmiało, jakby wstydziła się samej siebie...
Jest taka urocza... Przypomina mi troszkę urokliwe szmaciane lalki tildy, którymi zachwycałam się jako licealistka, jej głowa skojarzyła mi się z maskotkami marki Maileg. To właśnie ten kierunek myślowy nasunął mi pomysł, by zrezygnować ze wzorzystej tkaniny i uczynić uszy (oraz ubranko) bardziej uniwersalnymi. Ach, i to filcowe serduszko!
Nie martw się słoniczko, uratujemy Cię!

(Imię słoniczka zawdzięcza po części serialowi animowanemu, który swego czasu oglądał Mały John - nie ma co prawda czerwonego kapelusza, ale imię do niej pasuje ;), po części Lady Marion, która miała mieć na imię Elżbieta, ale w końcu zmieniliśmy zdanie. ;))

Diagnoza: zdekompatybilność kończynowa z klapniętozą uszną oraz luźnosukienistość spadkowa

Leczenie: Operacyjne usunięcie wszystkich kończyn, zabliznowanie ubytków, ponowne doszycie kończyn (bardziej porządne), wymiana ucha środkowego. Wizyta u stylistki, która pomoże dobrać nową garderobę.




 













Ciąg dalszy nastąpi...