6/02/2016

klinika dla zabawek, odcinek pierwszy: otwarcie

Co prawda nie mam magicznego stetoskopu jak Dośka z serialu animowanego "Klinika dla pluszaków" (który pozwala ożywić zabawki i sprawić, by nie tylko bawiły się z Tobą szaleńczo, ale i szczerze odpowiadały na pytanie: "Co cię boli?"), ale mam miękkie serducho i tańczące szare komórki, a te w połączeniu z pokiereszowaną czy niedopieszczoną zabawką zwiastują metamorfozę (-y).

Gapcio i słoniczka Ela trafili do mnie (chyba nieprzypadkowo) w Dzień Dziecka. Oboje upolowani w second-handzie, przeszli niejedno. Jest w nich taki potencjał, że nie pozwoliłam im długo oczekiwać na operację "przemiana". Oto bohaterowie najbliższych odcinków "Kliniki dla zabawek, że hoo hooo":


krasnoludek Gapcio

Kupiony za całe 5 złotych (sic!), mierzy ok. 30 centymetrów i jest wykonany częściowo z plastiku (korpus i nogi), częściowo z tworzywa sztucznego w dotyku przypominającego utwardzoną gumę (głowa, ręce, buty). 

Diagnoza: brudasiec plamiasty i ohydontoza garderobiana

Leczenie: Trzeba biedaka umyć, pozbyć się zapachu "starego spoconego dziada" (jak określiła to moja mama ;)) i koniecznie uszyć nowe ubranko. Obecne nie odpowiada mi zarówno pod względem użytych materiałów, jak i wizualnie. 








słoniczka Ela

Długo wędrowała po świecie, nim do mnie trafiła. Nie wiemy, co działo się z nią przed wylądowaniem w koszu z zabawkami w lumpeksie; potem pomieszkiwała na strychu u mojej chrzestnej, która po czasie podarowała ją mojej mamie ("może ty ją przerobisz"), a ta... mnie. Jest w kiepskim stanie: wszystkie części ciała miała już opatrywane i przyszywane, jednak nieskutecznie. Klapnięte ucho, luźne nogi (wiszące na jednej nitce), za lekko doszyte ręce. Wygląda skromnie i nieśmiało, jakby wstydziła się samej siebie...
Jest taka urocza... Przypomina mi troszkę urokliwe szmaciane lalki tildy, którymi zachwycałam się jako licealistka, jej głowa skojarzyła mi się z maskotkami marki Maileg. To właśnie ten kierunek myślowy nasunął mi pomysł, by zrezygnować ze wzorzystej tkaniny i uczynić uszy (oraz ubranko) bardziej uniwersalnymi. Ach, i to filcowe serduszko!
Nie martw się słoniczko, uratujemy Cię!

(Imię słoniczka zawdzięcza po części serialowi animowanemu, który swego czasu oglądał Mały John - nie ma co prawda czerwonego kapelusza, ale imię do niej pasuje ;), po części Lady Marion, która miała mieć na imię Elżbieta, ale w końcu zmieniliśmy zdanie. ;))

Diagnoza: zdekompatybilność kończynowa z klapniętozą uszną oraz luźnosukienistość spadkowa

Leczenie: Operacyjne usunięcie wszystkich kończyn, zabliznowanie ubytków, ponowne doszycie kończyn (bardziej porządne), wymiana ucha środkowego. Wizyta u stylistki, która pomoże dobrać nową garderobę.




 













Ciąg dalszy nastąpi...

10 komentarzy:

  1. No nie! Jak to "ciąg dalszy nastąpi"???
    Przecież ja już teraz muszę wiedzieć, co z nimi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ela póki co jest w rozsypce. Ogłuszona i unieruchomiona, biedaczka, czeka na leczniczą kąpiel w mydlinach.

      A Gapcio szczerzy się, nieświadom jutrzejszej wizyty w łaźni.
      Możliwe też, że jutro zedrę mu gacie (Złowieszczy śmieeech!) i podaruję nowe - tweedowe ;)

      Nie martw się - o wszystkich postępach w leczeniu będę informowała na bieżąco ;)

      Usuń
  2. Ela, trzymaj się! Jesteś w dobrych rękach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Aguś! Twoje wsparcie jest motywacją! :>

      Usuń
  3. Ale super pomysł! Ja i moja drużyna jesteśmy już fanami kliniki dla pluszaki! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się cieszę! :> Dzięki, kochana Kasieńko! :*

      Usuń
  4. Ojej, te diagnozy brzmią złowieszczo, ale przytulanki są piękne! Należy im się z pewnością dużo serca i uwagi. Z pewnością się odwdzięczą :) mój syn ma swoja ulubioną przytulankę (brzydactwo swoją drogą) do dziś (18lat! ha ha), ale cicho sza....żeby było jasne, nie używa jej, ale wyrzucic tez nie można :-) pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Ja swoje zabawki mam do dzisiaj ;D W tym moją córcię Iwonkę - lalę, którą dostałam jeszcze nim urodziła się moja siostra... (Czyli jest ze mną przeszło ćwierć wieku ;)). To żaden wstyd ;) A taki sentyment... To romantyczne jest :>

      O tak, diagnozy złowieszcze, bo i choroby nieprzyjemne... Ale nie (pod)damy się! :D Będziemy walczyć!

      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  5. hahah, super pomysł na cykl, będę śledzić z córką na pewno :):)
    serdecznie pozdrawiamy, życzymy zabawkom zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :D (W imieniu zabawek również! ;D)

      Usuń