1/02/2019

pralinki piernikowe na przywitanie Nowego Roku (albo inaczej: poświąteczne)

Smak Świąt zamknięty w pralince. Pękająca biała czekolada (u mnie oprószona złotem - sypkim barwnikiem spożywczym), wewnątrz miękkie wypełnienie o smaku pierników, którego słodycz przełamuje słony serek. Idealne do podjadania w Nowym Roku!


Głównie dlatego, że powstają z... pokruszonych pierników, których pewne zapasy mogły przetrwać Święta. Jak to możliwe? Nie wiem, czy macie podobnie, ale jakkolwiek by nie planować, na Boże Narodzenie w naszej rodzinie jest mnóstwo jedzenia, w tym słodkości. Mimo iż zmniejszyłyśmy z mamami, siostrami i szwagierkami ilości przygotowywanych ciast czy ciastek, i tak jest co jeść, więcej: dobroci zostaje czasem na Nowy Rok nawet! Tak mam w tym roku z piernikami. I choć je uwielbiam, ich smak może się przejeść. Dobrym sposobem jest więc jego lekka modyfikacja, a przede wszystkim formy, by na nowo pobudzić ślinianki. 



Przed Świętami Mrs. Polka.dot opublikowała u siebie (TUTAJ konkretnie) przepis na "wybitne praliny świąteczne w czekoladzie", i choć je zrobiłam, i choć w istocie były wybitne, problem był z nimi jeden: powstawały w zasadzie totalnie od zera, a jeśli zabrakło Ci któregoś składnika - skoml, duszo żarłoczna, cierp męki wygłodniałe ciało. Dlatego postawiłam sobie za cel maksymalnie uprościć przepis, by uzyskać podobny efekt... mniejszym nakładem pracy albo może raczej z użyciem mniejszej ilości składników. Udało się!

składniki:
  • pierniki - użyłam pięciu toruńskich serc marki Kopernik - to ok. 116/117 g pierników* (prawdopodobnie na dniach będę robiła z własnych pierników)
  • serek typu Philadelphia (Mascarpone czy inny biały też się nada - ja wybrałam ten konkrety z uwagi na lekko słony smak, który przełamałby słodycz samych pralinek - te z przepisu Polki np. wyszły bardzo słodkie) - zużyłam połowę standardowego opakowania, czyli jakieś 62 g*
  • tabliczka białej czekolady do obtoczenia (można równie dobrze użyć mlecznej lub gorzkiej, ale to właśnie biała czekolada wg mnie najlepiej pasuje do smaku pralinek)

* można więc założyć, że proporcje piernikowego pudru i serka to 2:1, przy czym dobrze samemu sprawdzać konsystencję w trakcie przygotowywania i poprzestać na tej, która będzie nam najbardziej odpowiadała

dodatkowo mogą przydać się:
  • wykałaczki
  • gąbka florystyczna obłożona papierową ściereczką

wykonanie:
  1. W blenderze zmiel pierniki na proszek. Za pierwszym razem robiłam to ręcznie (w moździerzu), i choć metoda działa, nie polecam, ponieważ trwa zdecydowanie za długo, a nam zależy na tempie działań - kto chce czekać na pralinki?!
  2. Zmieszaj piernikowy proszek z serkiem - powinna powstać jednolita, gładka masa. Skosztuj i ewentualnie dopraw wedle uznania (jestem korzenną krejzolką, więc dosypałam dodatkowo cynamonu).
  3. Masę włóż do lodówki na przykładowo pół godziny - niech masa nieco stężeje, wówczas lepiej będzie się formowało kuleczki.
  4. Uformuj z masy niewielkie kulki - jak na pralinki - i włóż do zamrażalnika na min. godzinę (ja ułożyłam kuleczki na wieczku od zwykłego plastikowego pudełka np. po lodach).
  5. Czekoladę roztop w kąpieli wodnej.
  6. Wyciągnij z zamrażalki kuleczki - ja brałam na raz 3 sztuki, nabijaj na wykałaczki i obtaczaj je w płynnej czekoladzie. Ja robiłam to za pomocą małej łyżeczki, którą nakładałam czekoladę na pralinkę i wyrównywałam - sprawdzało się polewanie pralinki z dwóch stron dość obficie czekoladą i później robienie poprawek.
  7. Pralinki na wykałaczce nabij wbij w gąbkę florystyczną (swoją konstrukcję umieściłam dla bezpieczeństwa w pojemniczku) i włóż do lodówki, by czekolada stężała.
  8. Gotowe pralinki zdejmij z wykałaczek i przechowuj w lodówce, szczelnie zamknięte.

Smacznego!





kilka słów o tym, jak przekuć porażkę w sukces, 
czyli idealny noworoczny #lifehack

Ten przepis miał pojawić się przed Świętami jako pomysł na słodki poczęstunek np. dla gości (to jest wersja oficjalna). Jak to jednak w życiu bywa, pojawił się po...

Jestem mistrzem w przepisach i blogowych instrukcjach na "po". Czapeczka POurodzinowa, praliny POświąteczne... Wiele projektów udaje się zrealizować PO godzinie "zero", a mieszkająca we mnie Przekora rzuca swoim lekko ochrypłym głosem: "I co, zamierzasz to zarzucić? Dla siebie zachować? Potencjał zmarnować? Weź się, babo, do roboty!" I masz, każe ruszyć cztery litery, zrobić mimo wszystko i publikować. Bo jeśli nie teraz, może przydać się kiedyś. Za rok, chociażby. (A dostęp do archiwalnych treści wciąż jest, nie potrzeba więc DeLoreana DMC-12 po tuningu, by przenieść się w czasie - wystarczy klik!)

Jak więc wybrnąć?
Znaleźć argument za publikacją "po". Święta, Święta i po Świętach, ale jest okazja - Nowy Rok! Dodatkowo: po Świętach zostaje jedzenie, u nas pierniki właśnie, jak więc nie wykorzystać tego, co Los sam nam podsuwa, hmm?

Tym sposobem pasuje wszystko. A do wpisu i tak będzie dostęp. Jak pisałam wyżej - na klik - zawsze, gdy zechcecie.

9 komentarzy:

  1. Szkoda, że nie opublikowałaś przed sylwestrem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być na Święta w ogóle! A nie zdążyłam 😅 Ale wiesz... za rok jak znalazł 😎

      Usuń
  2. O takich pysznościach czytam po raz pierwszy! Mniam, z chęcią skorzystam z tego jakże prostego przepisu <3
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam pierniki, więc z chęcią bym spróbowała takich pralinek :)

    OdpowiedzUsuń
  4. haha jak pięknie wybrnęłaś z tym spóźnionym postem. Myślę, że z przepisu skorzystam na jakieś urodziny na przykład :) taki smakołyk dobry na każdą okazję!

    OdpowiedzUsuń
  5. Marto przepis i pomysł na pralinki jest świetny. Niestety u nas zawsze pierniczki zostają zjedzone do ostatniego okruszka:)
    Bardzo podobają mi się Twoje aniołki. Bardzo!

    OdpowiedzUsuń