6/20/2013

bluzka XXL dla Hobbitki

Chodzę sobie po secondhandach i szukam inspiracji. Ostatnio znikam koleżankom w dziale z ubrankami dla dzieci (kupowanie synkowi rzeczy cieszy mnie czasem bardziej, niż kupowanie sobie; Matko Kochana, chyba momentami odzywa się we mnie Matka Polka ;)). Bywają jednak chwile, gdy i sobie poświęcę nieco czasu. Tak było ostatnio: znalazłam śliczną bluzkę z New Looka. Rozmiar z metki: 26. Nawet jeśli przez moment chciało mi przejść przez głowę słowo "szaleństwo", powstrzymałam. Nie ma opcji, najwyżej coś się obetnie, skróci, doszyje... Muszę coś wymyślić! - rzuciłam z uśmiechem pełnym pasji koleżance. I wymyśliłam.

Największym problemem były przydługie rękawy. Wyglądałam w koszuli jak bohaterki książek Jane Austen w momencie kładzenia się spać. (Albo lepiej: jak boski Colin wychodzący z jeziora, tylko w mniej atrakcyjnej wersji, bo suchej.)


Pomysł? Najprostszy z prostych: skrócić. Obcięłam mniej więcej do łokcia i zwęziłam, żeby rękawy nie były za szerokie. Przypinkę kupioną na Silosie już wcześniej wpięłam w kokardę. Zainspirował mnie jej kolor; w tym samym odcieniu miałam kawałek filcu, postanowiłam więc obszyć nim rękawy. To wszystko! (Nie skracałam bluzki jako takiej; stwierdziłam, że zawsze można ją włożyć do spodni albo część przynajmniej.) Efekt końcowy? Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie:





Czasem warto "zaszaleć" w szperaku i z czegoś pozornie nienadającego się stworzyć ciuch ekstra. Wystarczy pomysł :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza