9/02/2014

uczta na przystani Babci Wierzby

Jest takie miejsce w parku, w którym wierzba płacząca moczy swoje długie pasma w wodzie. Kiedy leniwie myje włosy, dzikie kaczki skrywają się przed ludzkim wzrokiem między jej warkoczami i raczą się ukradkowymi całusami w cieniu łaskoczących drzewnych witek.
Tuż obok jest mały pomost: drewniany, lekko uginający się pod silniejszym naciskiem stopy, ale stabilny. Taki nasz mały azyl, gdy zechcemy odpocząć przed powrotem do domu.

Końcówkę lata świętowałam z synem właśnie na tym pomoście. Gofry - ciepłe, chrupiące z zewnątrz, ale miękkie w środku - moczyliśmy we włoskich lodach i syciliśmy się momentem, w którym ciasto rozpływało się na języku. Taka nasza uczta na przystani Babci Wierzby. Słońce to wyglądało zza chmur, to się za nimi chowało; ciepło muskające twarz i odsłonięte fragmenty ciała wymieniało się z chłodnymi powiewami wiatru; jeden z ostatnich dni sierpnia przypomniał o zbliżającej się jesieni...
























Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza