11/12/2014

migawki (6) - październik 2014


Październik - miesiąc drążenia dyni, szurania w opadłych liściach, robienia przetworów w kolorze promiennego słońca (w istocie zatrzaskuje się lato w słoikach), wciągania w nozdrza zapachu świeżego deszczu...
Stworzyłam z synkiem stowarzyszenie wędrujących trampek; na nowo odkrywaliśmy parkowe zakątki, obserwowaliśmy, jak przyroda zrzuca letnie balowe suknie i przystraja się z nie mniejszą elegancją w nieco mniej bogate (co nie znaczy mniej strojne) odzienie. (Kiedy piszę te słowa, kasztanowce z mojej okolicy strzepują z gałęzi ostatnie liście; niektóre gatunki drzew jeszcze kurczowo szumią delikatnymi skrawkami żółcieni, czerwieni i pomarańczowych plam, ale i ich czupryny z każdym dniem stają się coraz bardziej przerzedzone...) Otulaliśmy się bawełnianymi kominami po to, by lada moment ściągać kurtki i tańcować w słonecznej poświacie ciepła. I na dworze, i w domu królował kolor pomarańczowy, miejscami złoty (jak polska złota jesień).
Podziwiałam czyjeś portrety uwiecznione na siedzeniach uniwersyteckiej auli (zgrabne tyły głów kilku osób wpatrzonych niewidzialnym wzrokiem w podium), żegnałam się ze smakiem świeżych malin, przypominając sobie, jak przepyszne ją jabłka...
Kraków zwabił zapachem świeżej farby drukarskiej, z Fabryki Dedykacji wyjechała na taśmę książka ze specjalną ilustracją-autografem dla mojego synka - Panie Tomku, jak Pan go wyczuł! Tygrysy to jest to, co Młodzian lubi najbardziej! ;)
Pojawiły się też pierwsze tkaniny sygnowane pohukiwaniem sowy; będą z nich kominy, czapki, koszulki, spodenki... Z szyszek również zawieszki na choinkę czy zimowo-świąteczną girlandę do pokoju synka oraz - ale o tym kiedy indziej - małe torebeczki dla pewnego stworka-maskotki...
Październik inspirował i sprzyjał twórczej pracy - z takim nastawieniem rozpoczęłam listopad.







 







































Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza