2/06/2015

Jak mieszkają Thea i Johannes?

Uwielbiam takie wnętrza. Ubóstwiam! Wystarczy rzucić okiem, by rozkochać się bez opamiętania. W kolorach, w tej radości, która bije z każdego kąta. Usta same wykrzywiają się do uśmiechu, a zęby obnażają, by się szczerzyć. I co z tego, że może głupawo. Ważne, że z dziecięcym błyskiem w oku...

Thea i Johannes: rzemieślnicy. Ona: artystka. On: stolarz. Razem z czwórką swoich dzieci (Malva, Sixten, Folke i Einar), kotami Doris i Leroy (oraz królikiem) mieszkają w domu na wyspie Öland. Nim zagospodarowali to miejsce, zajmowali mieszkanie w Sztokholmie. Gdy jednak pojawił się Sixten, zaczęło być im ciasno. Dodatkowo pojawiła się tęsknota za krajem i ogrodem na wyłączność... Udało im się zrealizować plany; dom pokochali za bliskość do morza i kawałek ziemi, który można uprawiać. Jeśli chodzi o wystrój, kierowali się wytycznymi: ma być tanio i w poszanowaniu dla Natury. I tak ściany pokrył olej lniany, a meble zapełniły bibeloty kupione na pchlim targu. "Jeśli tylko to możliwe, staramy się korzystać z tego, co już mamy, zanim kupimy coś nowego", wyjaśniła Thea. Oboje starają się szukać takich rozwiązań, które nie tylko będą kreatywne i niestandardowe, ale i pomogą zaoszczędzić pieniądze i zadbać o środowisko.

Wnętrzarska filozofia Johannesa i Thei? (w moim, miejscami dość luźnym, przekładzie)
Otocz się rzeczami i meblami, które lubisz. Nawet najmniejszy szczegół ma wpływ na całość.
Twórz miejsce na to, co lubisz robić.
Używaj zdrowych materiałów. 
Sprzątaj, sprzedawaj, kiedy jakieś przedmioty nie są już przez Ciebie/przez Was używane. Pełne szafy i przechowywanie przytłaczają.
Używane meble, ubrania i rzeczy są zwykle fantastyczną inwestycją. Ale nie kupuj za dużo!


W tym domu czuć wzajemną bliskość, wypełniająca go Miłość niemalże pachnie. Radośnie tu, wesoło, z szacunkiem dla różnych przejawów Życia. Też mogłabym zamieszkać w takim domu na Öland. A Wy? :>

PS. Czy zauważyliście, że drzwi wejściowe i framugi okien pomalowane są farbą w najmodniejszym kolorze tego roku? ;)











Zdjęcia znalazłam TUTAJ, a artykuł nimi ilustrowany (którego fragmenty tłumaczyłam) możecie odnaleźć W TYM MIEJSCU.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza