10/01/2018

Hallowen - Czy jest się czego bać?

Rozpoczął się październik - miesiąc, w którym będę chciała dzielić się z Wami inspiracjami Halloweenowymi. "Halloween", rzuci ktoś z grymasem, prychnie. "Niby Pani Sowa, a będzie się bawić w te brednie? Niby Polka, a celebruje amerykańskie święto? Niby kiedyś taka pobożna, a dzisiaj poganka?" Chciałabym więc w tym miejscu raz na zawsze wyjaśnić, czym tak naprawdę jest Halloween, z czego się wywodzi i pokazać, że tak naprawdę nie ma się czego bać. Że to niewiedza jest bardziej niebezpieczna, że niepoznanie i uparte trwanie w nim (jednocześnie z generalizowaniem i ocenianiem, które bez poznania przecież nie mają sensu!) wyrządza szkody.



Jestem kulturoznawcą i to podejście kulturoznawcze będę tutaj propagowała. To znaczy? Do póki czegoś nie poznasz, nie zechcesz poznać, nie możesz się na ten temat wypowiadać (a już tym bardziej krytycznie). Do dziś pamiętam jedne z pierwszych zajęć medioznawczych, kiedy wykładowczyni zapytała, czy oglądaliśmy kiedyś "Modę na sukces" (bo w jakiś sposób rozmowa zeszła na temat tego serialu). Po sali przeszła fala zdecydowanych głosów: "Niiieeee! No przecież, że nie!". Przecież jesteśmy na studiach kulturoznawczych, interesuje nas kultura wyższa, coś więcej niż... "Moda na sukces"! Wykładowczyni uśmiechnęła się pod nosem i zamknęła nam usta jednym zdaniem: "Skoro nie oglądaliście żadnego odcinka, w jaki sposób możecie oceniać cały serial?" To była jedna z ważniejszych lekcji: nie ważne, w czym gustujesz - jeśli chcesz wypowiedzieć się na jakiś temat, powinieneś przyjrzeć mu się bliżej, spróbować go poznać. Wydawanie ocen na podstawie ocen cudzych, zasłyszanych, nie jest najmądrzejszym posunięciem. Bo czy naprawdę chcesz być papugą, która powtarza wszystko, co zasłyszy? Głupiutką owcą w stadzie bez własnego zdania, powielającą zdanie innych? 

Dzisiaj więc opowiem Wam o Halloween - z punktu widzenia historycznego, kulturowego, może trochę socjologicznego. Obalmy kilka mitów!


FAKT czy MIT?
Halloween to pogańskie święto

FAKT, ale tylko częściowo.
Rodowód Halloween jest w istocie pogański - prawdopodobnie odwołuje się do irlandzkiego święta Samhain, które oficjalnie kończyło lato. Z kolei nazwa jest najpewniej skrótem od All Hallows' Eve - wigilii Wszystkich Świętych. Tak jak obchodzimy święta Bożego Narodzenia (25 i 26 grudnia) i świętujemy ich wigilię (dzień przed), tak przed obchodzonymi przez chrześcijan listopadowymi uroczystościami pojawia się... wigilia Wszystkich Świętych, All Hallows' Eve - Halloween! Dziś niewiele ma wspólnego z obrządkami pogańskimi, jest świętem zlaicyzowanym, w zasadzie zabawą, pewnym zwyczajem. 
Czy pogańska geneza wyklucza chrześcijaństwo? Nie. Religia katolicka korzysta ze świąt pogańskich - wiąże się to z tym, że gdy przybyła na ziemie zamieszkiwane przez pogan, ci posiadali swoje wierzenia, obrządki, do których byli przywiązani. Chrześcijaństwo nie zacierało wszystkich kulturowych śladów, nie odcinało ludzi od ich spuścizny grubą kreską. Obrządki chrześcijańskie odprawiano w miejsce pogańskich - często z zachowaniem daty (uargumentowanej zresztą zmianami pór roku, cyklem zamierania i odradzania się życia, natury - a więc czymś uniwersalnym, istotnym dla człowieka niezależnie od wyznawanej wiary), czasem zwyczajów, które zmodyfikowano na nowe potrzeby. Zmieniła się interpretacja, czas jako taki wciąż pozostawał święty.


FAKT czy MIT?
Halloween to nie jest polskie święto

FAKT. Ale... co z tego?
Bożonarodzeniowa choinka to również nie jest polski zwyczaj (bo niemiecki), ale kto dzisiaj wyobraża sobie bez niej Święta? Kapusta, pomarańcze czy chociażby ryż dotarły do nas z odległych krain - a dzisiaj są czymś zupełnie normalnym na polskich stołach. Dawniej kobiety nie nosiły spodni, obecnie wiele z nich uważa, że to wygodniejsza alternatywa dla sukienek czy spódnic. Zwyczaje, przedmioty, produkty spożywcze podróżują razem z ludźmi, a im więcej śmiałków wędrujących po świecie, tym większa wymiana kulturowa między przybyszami a tubylcami. Nie wszystko się przyjmie, nie zawsze też od razu. Świat się jednak zmienia, ludzie się zmieniają, podróżują, wymieniają doświadczeniami. Zmieniają się nasze przyzwyczajenia, potrzeby, co niesie za sobą zmiany kulturowe - czy tego chcemy, czy nie. Obecnie wiele mówi się o globalizacji: mamy dostęp do niemal całego świata. Internet pozwala na szybki przesył informacji, natychmiastową rozmowę z człowiekiem po drugiej stronie globu, rozbudowana sieć komunikacyjna pozwala pobić rekord Fileasa Fogga (i to jak!). Możemy więc z całego tego dobrobytu wybierać to, co chcemy. Zamówić zabawkę z AliExpress? Nie ma sprawy. Ekskluzywne wydanie krążka ulubionej kapeli, które wydano tylko w Ameryce? Żaden problem. Zobaczyć zorzę polarną czy pogłaskać renifera świętego Mikołaja? Proszę bardzo, Finlandia zaprasza. Globalizacja pociąga jednak za sobą glokalizację - w pewnym momencie tęsknotę za tym, co lokalne, poszukiwanie naszych własnych źródeł. Może dlatego taką popularnością cieszą się obecnie regionalne techniki rękodzielnicze, ceramika, makatki czy wypiekanie pieczywa z własnego zakwasu? Światowy człowiek XXI wieku - świadomy człowiek - bardziej zaczyna doceniać spuściznę przodków, przedmioty wykonane nie masowo, ale z pasją przez konkretnego człowieka. Jego mądrość, umiejętność odnajdowania się w plątaninie informacji, wirtualnej sieci, pozwala mu dokonywać świadomych wyborów. A umiłowanie do wzorów łowickich nie przekreśla frajdy z wycinania wzorów w wydrążonej dyni. Każdy dziś ma prawo wybrać to, co go definiuje, co sprawia mu radość. Jeśli nie krzywdzisz innych, masz prawo żyć, jak chcesz.


FAKT czy MIT?
Halloween to okultyzm

MIT.
Wielu twierdzi, że obchodząc Halloween, robimy przysługę Szatanowi. Ba! Że wręcz go w ten sposób czcimy! Dlaczego? Bo czaszki, bo zombie, bo duchy i upiory, bo czarownice i zaklęcia, bo straszno tak i w kierunku ciemnej strony mocy... Skąd wzięło się takie przekonanie?
Przejście z października do listopada już w starożytności było symboliczne: oto nastawał kres ciepłej, życiodajnej pory, przybliżała się ciemność i chłód, życie zamierało. W tym ważnym czasie granica między światami żywych i umarłych zacierała się, a błądzące po świecie duchy czy demony mogły przeniknąć do naszej przestrzeni, a nawet w nasze ciała. Stąd zapewne ogniska palone podczas święta Samhain, później rozświetlanie domów świecami - dla pokazania, że tutaj - w tym domu, wśród tych ludzi - króluje światłość, że nie ma miejsca na ciemność. Straszne halloweenowe przebrania miały odstraszać złe duchy - zniechęcić je do opętania (Bo i na zdrowy rozsądek: po co atakować... demona? Ducha, kościotrupa czy czarownicę? To w końcu "nasi"! 😉).
A sataniści i ich mroczne Halloweenowe obrządki? Cóż. Już od dawna twierdzę, że wyznawcy Lucyfera nie należą do ludzi kreatywnych. Ich symbole są w istocie znakami podkradzionymi innym: odwrócony krzyż (od św. Piotra - symbol jak najbardziej chrześcijański), klucz Ankh (staroegipski, oznaczający życie, w satanizmie ze zmienionym przekazem), oko Horusa (staroegipskie - tam znak boga Horusa, malowany np. na łodziach miał zapobiegać kradzieży, dla satanistów to... płaczące oko Szatana) czy pacyfka (symbol pokoju, dla wyznawców diabła złamany krzyż) i tak dalej... Nie dziwi więc, że wykorzystują "mroczną" otoczkę Halloween do własnych celów. Pamiętajmy: nasi przodkowie wierzyli, że tego dnia granica między światami ulega zatarciu. Wielu filmowców wykorzystywało ten motyw w swoich filmach bądź serialach, przestrzegając (zwłaszcza dzieci i młodzież - istoty niewinne i... naiwne) przed wywoływaniem duchów czy brataniem się z mrocznymi siłami. Czy samo Halloween do tego zachęca? Nie!


FAKT czy MIT
Halloween uniewrażliwia dzieci, odciąga uwagę od świętych i zmarłych, a koncentruje ją na zabawie i głupich przebierankach

MIT.
Wrażliwość dzieci nie zależy od przebieranek, biegania po domach z torebką na cukierki. To tylko (albo aż) zabawa. To często od nas rodziców zależy, co nasze pociechy będą miały w głowach, jakie zaszczepimy im wartości. I tak jak w rodzinie gorliwych katolików może wzrastać socjopata, tak świeccy rodzice obchodzący Halloween mogą wychować uduchowione, empatyczne dziecko. Wydaje mi się czasem, że kościół katolicki w Polsce gloryfikuje patetyzm, takie poważne traktowanie niemal wszystkiego, bez miejsca na śmiech, taniec, radość po prostu. A przecież można... Jeździłam po rekolekcjach, byłam na Festiwalu Młodzieży w Medjugorje, gdzie Msza Święta trwała dwie godziny (sic!), ale ludzie tańczyli, śmiali się, ludzie wielu narodowości i kultur przytulali się zamiast skinięcia głową na znak pokoju, a Hosannę śpiewało się przez 20 minut (które nie dłużyły się nikomu - kto był zmęczony, siadał na karimacie i przytulony do ramienia towarzysza nucił pod nosem) i to był przepiękny czas, wyciskający łzy. To tam czułam Boga, pierwszy raz upiłam się Jezusem (jak nazywa swoje duchowe uniesienie wielu wierzących). Po powrocie do Polski, gdy po tych kilkunastu dniach poza krajem poszłam na Mszę niedzielną do polskiego kościoła... To dwa światy, zupełnie różne, chociaż kościół teoretycznie ten sam. Bolało mnie, gdy w czasie Wielkanocy - święta radości, pełnego nadziei - ludzie śpiewają pieśni głosami grobowymi, gdy tryumf życia nad śmiercią w większości przypadków sprowadza się do krzyża, którymi musimy nosić. Patos, powaga, misja, poświęcenie. Jak gdyby nie można było lekko, ze śmiechem - ale takim dziecięcym, niewinnym, nie prześmiewczym czy głupawym. Zakosztowałam tego na spotkaniach organizowanych dodatkowo, dla chętnych i zainteresowanych, poza kościołem "codziennym". I brakuje mi tego w nim bardzo. Podobnie z obrządkami listopadowymi... Kiedy Meksykanie urządzają biesiady na grobach swoich bliskich, by wraz z nimi spędzić czas, znów siedzieć przy jednym "stole", bawić się i wznosić toasty, my zapalamy w milczeniu znicze, odmawiamy modlitwy i mamy pamiętać, że z prochu powstaliśmy i w proch się zmienimy. Naprawdę takie podejście ma uwrażliwić dzieci, uczynić je lepszymi ludźmi, bardziej uduchowionymi? Ja lubię opowiadać swoim dzieciom o zmarłych, np.: "Tu leży moja babcia. Oglądałam z nią telenowele, piekła najlepsze jabłka na blasze, kręciła włosy. Obok niej dziadek - elektryk. To dzięki niemu moje lalki miały w domu działające lampki - z małym pstryczkiem na ścianie! Po jego śmierci znaleźliśmy wielkie pudła wypełnione różnymi śrubkami..." Oglądamy zdjęcia, spotykamy się z rodziną. Ciepło - ta światłość idąca od zapałki, przez morze zniczy (jeden z najpiękniejszych listopadowych widoków jak dla mnie), do serca. Niech to nie będzie tylko smutek, poważne kiwanie głowami, zaciśnięte usta i pieśni w tonacji marszu pogrzebowego. Życie jest ulotne i to na ziemi mamy podobno tylko jedno. Czy naprawdę nie można wykorzystać go inaczej? Czy umartwianie się ma nas przybliżyć do Boga? Naprawdę nie ma innego sposobu?

Jak wspominałam, Halloween to raczej świecki zwyczaj - obecnie nie ma zbyt wiele wspólnego czy z kultem pogańskim, czy z chrześcijaństwem. Czerpie trochę i z jednego, i z drugiego, a jego celem jest - jak sądzę - odczarowanie nocy i ciemności, rozświetlenie ich lampionami, śmiechem dzieci zbierających cukierki. Zaczyna się chłodny okres, słońce coraz rzadziej będzie nam towarzyszyło. Refleksje nad końcem czy życiem jako takim i tak nas odnajdą (podobno najlepiej im to wychodzi, gdy skuleni chowamy się pod kocem podczas śnieżnej nawałnicy za oknem). Tymczasem dajmy sobie jeszcze chwilę rozluźnienia. Upieczmy dynię, zadbajmy o endorfiny (Czekoladkę?). Nie spinajmy się tak bardzo.



3 komentarze:

  1. Przepięknie napisane i bardzo mądrze.W naszym kraju ludzie za bardzo się wszystkiego czepiają a przeciez halloween to tylko zabawa.Bawmy się, bądzmy radośni.Poznawajmy inne zwyczaje i wierzenia.Świat to ludzie a co ludzkie nie powinno nam być obce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Jeśli tylko nikogo nie krzywdzi - a Halloween w jego formie jako przebieranka i chodzenie dzieci po domach czy mieszkaniach sąsiadów, by zbierać słodycze nie szkodzi - dlaczego ma być złe? Dlaczego tego zabraniać? Niech każdy żyje, jak mu się podoba! Niech czerpie z innych kultur, jeśli ma taką ochotę! Swoją drogą - im więcej globalizmu, tym więcej lokalizmu - więc to nie jest tak, że nagle Polacy jako Polacy zupełnie znikną, rozpłyną się w tym płynnym współczesnym świecie... No nie, to tak nie działa ;)

      Usuń