8/11/2019

Zatorland - ruchome dinozaury i atrakcje dla rodziny - czy warto, ile to kosztuje i czy polecamy?

Planujecie spontaniczny wyjazd z dziećmi do parku rozrywki? Zatorland szczyci się tym, że jest największym w Europie parkiem ruchomych dinozaurów. Jak jest naprawdę? Jakie atrakcje są w ofercie, ile to kosztuje i czy w ogóle warto? Jako rodzice fana dinozaurów, musieliśmy sprawdzić!



ZATORLAND - edukacja przez rozrywkę
Czy to prawda? Czym jest Park Rozrywki Zatorland?

W zasadzie tak: park w istocie proponuje edukację przez rozrywkę. Najlepiej jest to widoczne podczas seansu w kinie 5D - film o dinozaurach aktywizujący różne zmysły pozwala lepiej zapamiętać pewne fakty czy informacje. Psychologia kognitywna odnotowała zresztą, że to, co nas angażuje, co wywołuje w nas emocje, lepiej jest przyswajane i zostaje na dłużej w naszej pamięci. Samo "wkuwanie" wiadomości jest na dłuższą metę bezcelowe - takie informacje może i zostaną z nami do sprawdzianu/testu/egzaminu, ale później szybko ulecą... Nauka "w działaniu" daje o wiele lepsze rezultaty!

Ale od początku... Zatorlnad w ostatnim czasie mocno się rozrósł. Kilkanaście lat temu (kiedy byłam tam jeszcze jako panna) tworzył go zaledwie park ruchomych dinozaurów oraz jakieś porozstawiane gdzieniegdzie karuzele dla dzieci - ot, żeby zająć te młodsze (które mogło znudzić chodzenie po lasku z wielkimi, gumowymi gadami). Obecnie to w istocie Park Rozrywki - ogromna przestrzeń z mnóstwem atrakcji dla chyba każdego. Rozsądniej więc będzie, jeśli opiszę po kolei poszczególne punkty na mapie Zatorlandu i w ten sposób pokażę, jak wygląda tam edukacja przez zabawę.


PARK RUCHOMYCH DINOZAURÓW

Od tego się zaczęło. Kiedy jeszcze raczkowały w Polsce parki rozrywki mające w ofercie dinozaury (i to ruchome!), Dinozatorland* - wtedy właśnie pod taką nazwą - królował wśród nich ilością wielkich gadów i interaktywnością. Wchodziło się na teren parku rozrywki - jakieś budki z jedzeniem, karuzele dla dzieci - i przeważnie od razu szło do bramy stanowiącej wejście do lasku z dinozaurami. Gady reagowały na ruch - aktywizował się dźwięk i ruch, miejscami nieco sztucznawy, ale to i tak była frajda. Przed tyranozaurem ustawialiśmy aparat z funkcją samowyzwalacza i udawaliśmy, że uciekamy przed prehistorycznym drapieżnikiem. W zasadzie sam układ parku ruchowym dinozaurów czy trasa nie zmieniły się, ale widać, że w ostatnim czasie ulepszono to miejsce. Dlaczego?

* Ciekawostka: stara nazwa (i logo, także Pepsi, która była sponsorem parku) wciąż widnieje przy wejściu - zasłonięta jest jednak nową, a przez to prawie niewidoczna. Gdzie można ją zobaczyć? Z diabelskiego młyna na terenie lunaparku!

Jestem w tej dobrej sytuacji, że mam porównanie.
Stare dinozaury - gumowe, miejscami dość topornie poruszające ogonem czy paszczą - pozostawiono, w samym układzie parku zmieniono niewiele. Dodano natomiast nowe gady, o wiele lepsze technicznie: z oczami zasłanianymi przez ruchomą powiekę czy ze zwężającymi się lub poszerzającymi źrenicami (sic!).

 




Jest takie miejsce w parku dinozaurów, które przypominać ma "moczary" - jakieś bagna z pradziadami krokodyli i tym podobne. Tym, co mnie zaskoczyło i zauroczyło, był pomysł puszczenia swoistej mgły. Kilka armatek wodnych rozlokowanych poniżej trasy dla zwiedzających (w pewnym momencie poprowadzonej w formie drewnianego deptaku) wyrzucało z siebie drobinki wody - niewielkie kropelki, które po pierwsze skrapiały teren (lepiej udawał mokradła), a po drugie dawały złudzenie zanurzania się zwiedzającego we mgle. Wow!






Trasa jest dość długa (spokojnym krokiem, bez dokładniejszego wczytywania się w tablice informacyjne, przejście parku ruchomych dinozaurów zajęło nam ok. godzinę, przy czym bardziej + niż -), zróżnicowana (raz ścieżka w lasku, innym razem kamienie, jeszcze innym drewniana kładka), podobnie jak prezentowane dinozaury. Przy bodaj każdym znajduje się tablica z nazwą gada, okresem, w jakim żył i podstawowymi informacjami (czym się żywił, jak polował itp.). Dobrą rozrywką była dla nas próba szybkiego odczytania nazw gatunków 😅.

Na wejściu do Zatorlandu otrzymuje się ulotkę, która jest jednocześnie mapą całego parku - przydała się w części poświęconej dinozaurom! Chociaż w zasadzie nie da się tam zgubić, Mały John czuł się niezwykle ważny, dzierżąc mapę w rękach i prowadząc nas do kolejnych ruchomych gadów. To też ściągawka dla tych, którzy chcą sprawdzić, ile już przeszli i na jakim są etapie trasy.

Edukacyjną stronę Parku Ruchomych Dinozaurów wzmacnia muzeum, które znajduje się na końcu trasy. Można podejrzeć tam skamieliny, kości, szkielet dinozaura, obejrzeć skały magmowe, kamienie szlachetne i minerały, a nawet dowiedzieć się czegoś więcej o ludzkich praprzodkach. Po wyjściu z obiektu rozluźnienie: toaleta i kilka "instaobiektów" - miejsc pomyślanych jako rekwizyty (czy może raczej tła?) fotograficzne. Rozwarte paszcze dinozaurów z miejscem na pożerane dziecko albo rodzica 😅 i tym podobne.






PARK MITOLOGII

Park ulokowano jak gdyby za parkiem dinozaurów. Można do niego dojść pieszo albo - i my wybraliśmy właśnie tę opcję - podjechać darmową ciuchcią kursującą na terenie Zatorlandu. (W trakcie kursu cały czas rozbrzmiewała taka jarmarczna wersja muzycznego tematu wiodącego z Flinstonów - zastanawialiśmy się, czy i kiedy znudziła się panu kierowcy, natomiast nam nieszczególnie przeszkadzała - ot, przy nastawieniu na zabawę mieliśmy z niej nawet frajdę 😅)

Figury zgromadzone na terenie Parku Mitologii nie zrobiły na nas aż takiego wrażenia, jak dinozaury - może to z uwagi na fakt, że znaczna ich część była ulokowana na wodzie i z lądu nie sposób było przyjrzeć się im dokładnie. Można natomiast po wodzie pływać: za darmo rowerkiem wodnym wypożyczanym na miejscu albo odpłatnie wodnym tramwajem (pierwsza wersja bez zadaszenia, druga już z). My nie zdecydowaliśmy się na żadną z tych opcji, wybraliśmy spacer po lądzie.

Co do figur: są podpisane, podobnie jak dinozaury, wyczytamy więc imię mitologicznej postaci, dowiemy się, za co odpowiadała na boskim Olimpie lub jakie były jej losy w starożytnej Grecji. Niektóre z postaci same opowiadały swoje dzieje, także wystarczyło przejść obok nich, by wysłuchać części helleńskich opowieści. Na dzieciach największe wrażenie zrobił chyba cyklop - ruchoma rzeźba olbrzyma z jednym okiem, grożącego nam maczugą.

Park Mitologii ochrzciłam mianem strefy chilloutu Zatorlandu. Jezioro, lasek brzozowy, mnóstwo miejsc do wypoczynku zlokalizowanych w cieniu drzew. Hamaki, kanapy, altany... Obok nich plac zabaw (jak typowy nowocześniejszy osiedlowy) oraz między drzewami wysokie huśtawki do poruszania poprzez pociąganie liny czy park linowy. W praktyce wyglądało to tak, że rodzic mógł wygodnie rozsiąść się z kawą czy lemoniadą i jednocześnie mieć oko na dzieci zajęte zabawą. Z głośników płynęła muzyka poważna albo - co nie powinno dziwić - grecka! 😉 Tradycyjne nuty pokroju zorby, choć spokojniejsze (przynajmniej w trakcie naszego tam pobytu). Po gwarnym i pełnym emocji lunaparku, tutaj poczułam się naprawdę zrelaksowana. Wspaniałe miejsce!







PARK OWADÓW

Zrobił na mnie chyba najmniejsze wrażenie, choć dzieci zafascynowane biegały od modelu do modelu, zgadując, jakiego owada przedstawia. Propsy za ruch figur - np. poruszanie skrzydłami - to było ciekawe urozmaicenie! (Rok temu byliśmy w innym parku owadów, gdzie modele po prostu stały, nieruchome.) Najbardziej zaintrygował mnie nietoperz naturalnych rozmiarów - w istocie jak gdyby pokryty futrem, poruszający głową! Ale to, co spodobało się mnie, straszyło moje dzieci, więc... Mamy mieszane uczucia co do tego parku 😅.

Jego najlepszą częścią, według mnie, jest tematyczny plac zabaw. Brawa dla projektanta, który tak wymyślił poszczególne obiekty, by przypominały owady. Cudny pomysł!
 


Obiektów tego typu było na terenie Parku Owadów kilka - prócz pająka była np. modliszka, świerszcz, mrówka...

Na początku trasy można było obejrzeć ekspozycję wypreparowanych owadów z różnych stron świata. Największe wrażenie zrobiły na nas motyle i pająki!


LUNAPARK

To przestrzeń, która w zasadzie wita każdego turystę - wchodzi się na nią zaraz po przekroczeniu pierwszej bramki. Znajdziemy tu atrakcje typu ruchoma karuzela z rekinami (ze strzelaniem armatkami wodnymi), karuzela Dumbo (bardziej dla maluchów), diabelski młyn, dinocoaster, symulator 3D Bonanza, małe gokarty oraz nowości w tym sezonie: karuzela Swing'n'Twist i wieża Twist'n'Drop. Co najlepsze, każdy typ biletów uprawnia do wielokrotnego korzystania z tych atrakcji (poza tymi, które wymagają użycia żetonów - np. w przypadku strzelnicy). Prócz typowych lunaparkowych atrakcji, rodzic może rozsiąść się na terenie dużego placu zabaw, podczas gdy dzieci wspinać się będą na ściance kinetycznej, odwiedzać domek Baby Jagi, zjeżdżać na oponie po nawilżonej rampie czy skakać na trampolinach. Na terenie placu zabaw znajdują się też typowe dla takich miejsc obiekty: zjeżdżalnie, drabinki, piaskownica itp., nie zabrakło także stolika z krzesełkami, by coś przekąsić albo chwilę odpocząć.

Z diabelskiego młynu można obejrzeć z góry lunapark i Park Owadów, dinocoaster wciska w fotel na zakrętach ("Takie coś? Phi, drobnostka..." - rzuciłam, zobaczywszy, że jakie to-to niby ma pętle... no żadne przecież... a potem krzyczałam w trakcie jazdy i chichrałam się na przemian 😂) Karuzela Rekin (do polewania rzeźb zwierzątek wodą) nieźle nas zmoczyła (zwierzątka "oddawały" 😅), a symulator Bonanza przeniósł na Dziki Zachód. Niektóre z atrakcji - patrz Karuzela Rekin - mogły kojarzyć się bardziej wytrawnym gustom z atrakcjami pokroju tych, które zachwalał synkowi "Goofy na wakacjach" (polecam film - ma genialną ścieżkę dźwiękową i świetnie opowiada o relacji ojciec-syn!), ale jeśli wyłączy się wewnętrznego estetę-marudera i aktywizuje tego, który się bawi i czerpie radość z chwili - jest sztos, jest impreza!

Nie można nie wspomnieć o seansie w kinie 5D. Widownia ulokowana była na ruchomej platformie, każdy otrzymywał okulary 3D, a fotele wyposażone były w elementy, które oddziaływały sensorycznie: to coś smyźnęło człowieka w kostki, to psikano ludziom w twarz wodą. Krótki filmik (ok. 12 minut) przedstawiał świat dinozaurów oraz prezentował, w jaki sposób zginęły wielkie gady. Dzięki wszystkim wspomnianym urozmaiceniom, człowiek niemal dosłownie przenosił się do prehistorii! Jedyny minus? Za krótko! Zabrakło chociażby napisów końcowych czy jakiejś wieńczącej filmik muzyczki, by przygotować nas na włączenie świateł i powrót do rzeczywistości.






Jedną z atrakcji Zatorlandu - zresztą doskonale widoczną z parkingu (jest tuż obok niego, oddzielona jedynie płotem 😅) - jest Domek do Góry Nogami. Ponieważ ustawiony jest pod kątem, wewnątrz człowiek ma dziwne odczucia podwójnie. Po pierwsze, wszystko jest poprzyklejane do sufitu - do góry nogami właśnie! Po drugie... kręci się w głowie! Dopiero po czasie zorientowałam się, że nie wykorzystałam potencjału domku: trzeba było siąść na podłodze i udawać, że wyrzuciło nas na sufit - potem tylko obrócić zdjęcie, żeby meble wyglądały normalnie i byłaby sztos fotka! No cóż, może następnym razem! 😅




Zdecydowanie jedną z najlepszych atrakcji, jaką zaliczyliśmy, były wykopaliska. Są one dodatkowo płatne (15 złotych za bloczek), ale płaci się nie tylko za samą czynność, ale i za zabawkę, którą dziecko może zabrać do domu, jak i za dyplom. Każdy młody paleontolog otrzymuje kawał "kamienia" do rozłupania, wewnątrz którego znajduje się szkielet dinozaura. Jakiego? To zagadka! Można trafić na różne - my wykopaliśmy argentynozaura! (Obok stanowisk badawczych znajduje się plakat z wyrysowanymi gatunkami, które można odkopać - dodatkowy element edukacyjny, bowiem chętnie zerkaliśmy na grafikę, szukając swojego dinozaura!) Do tego profesjonalne narzędzia: dłuto, młotek i pędzel. Wykopaliska w praktyce!







NASZE WRAŻENIA - PODSUMOWANIE

Za bilety dla 2 osób dorosłych i 2 dzieci zapłaciliśmy 219,60 złotych, co wydawało nam się na początku kwotą dość dużą (nawet chcieliśmy zrezygnować z wypadu, ale jak już byliśmy na miejscu, a dzieci nastawione na zabawę... zapłaciliśmy - byliśmy nastawieni na tańszą opcję z wykupionym wcześniej grouponem, ale okazało się, że wakacje się w niego nie wliczają 🤦‍♀️, stąd nasze rozkminy przy kasie), ale ostatecznie spędziliśmy w Zatorlandzie ok. 5 godzin, co i tak było dla nas niemal niewystarczające - takie na styk! Można tam spędzić cały dzień - dosłownie! - i się nie znudzić. Gdyby nie odległość od naszego miejsca zamieszkania, rozważylibyśmy nawet dwudniowy bilet - Zatorland posiada zresztą niedaleko parku swoistą bazę noclegową: River Park. Można wynająć np. tipi, a w cenie są śniadanie i obiadokolacja. Przejeżdżaliśmy obok: robiło wrażenie! Taka wioska rodem z westernu!

Co ważne, podczas naszego pobytu w Zatorlandzie nie było zbyt wielu ludzi, wobec czego nie czekaliśmy w żadnej kolejce, a ze wszystkich atrakcji korzystaliśmy od razu (jedynie konieczne było poczekanie na kolejny seans w kinie 5D czy aż poszczególne atrakcje zatrzymają się, a obsługa wpuści kolejne osoby). Dlatego też zdecydowanie polecamy wizytę w Zatorlandzie w dzień roboczy zamiast w weekend. O wiele więcej frajdy ma człowiek wtedy, kiedy nie musi stać w kolejkach, a co za tym idzie z atrakcji korzysta częściej, po kilka razy.

Co do nauki przez rozrywkę, najlepiej sprawdziło się u nas oglądanie dinozaurów w ich naturalnych rozmiarach, samodzielne prowadzenie wykopalisk, obserwacja wypreparowanych motyli i pająków, seans w kinie 5D oraz spacer wzdłuż brzegu w Parku Mitologii (tutaj rzucałam dzieciom zdawkowe informacje odnośnie mijanych posągów).


INFORMACJE PRAKTYCZNE

Strona internetowa Zatorlandu: www.zatorland.pl

CENY BILETÓW*: dostępne są 2 opcje - pakiet srebrny i premium (na 1 albo na 2 dni). Z wiadomych względów zdecydowaliśmy się na pakiet premium.

* ceny aktualne na rok 2019

PAKIET SREBRNY - obejmuje tylko lunapark! - 29,90 zł/os. (dla wszystkich od 90 cm wzrostu)
PAKIET PREMIUM - wszystko w cenie - lunapark + parki tematyczne (prócz atrakcji na żetony i dodatkowo płatnych, np. wykopalisk)

ważne 1 dzień:
59,90 zł/os. (bilet normalny)
49,90zł/os. (bilet ulgowy)

ważne 2 dni:
79,90 zł/os. (bilet normalny)
69,90 zł/os. (bilet ulgowy)

BILET DLA MALUCHA: 1 zł
Ważne: przy wejściu znajduje się miarka - bilet dla malucha obejmuje dzieci do 90 cm, wszystkie powyżej tego wzrostu (nie ważne, czy z ukończonym 3 rokiem życia, czy nie) płacą za bilet ulgowy.

Co ciekawe, maluch nie skorzysta ze wszystkich atrakcji, bowiem część z nich przeznaczona jest dla dzieci powyżej np. 110 cm. Mimo iż zostanie wpuszczone do kina 5D, może to być dla niego zbyt duże przeżycie - zdarzały się sytuacje, że mamy opuszczały salę z płaczącymi maluchami, które powtarzały, że się boją.

UWAGA na Groupony! Myśmy się nacięli: zachęceni atrakcyjną ceną, nie doczytaliśmy wszystkich warunków. Z oferty wyłączone są miesiące wakacyjne (lipiec i sierpień), wybrane dni świąteczne oraz niemal wszystkie weekendy! W kasie musieliśmy kupić bilety w normalnej cenie, a kupon z Groupona zwrócić - tutaj też uwaga! - jest możliwy zwrot gotówki, ale trzeba się o to upomnieć, bo w pierwszej kolejności dają zwrot na konto Groupona, czyli de facto pieniądze nie wróciłyby do kieszeni i trzeba by je wydać w serwisie na coś innego!

JEDZENIE: jest tutaj stosunkowo drogie. Przykładowe ceny:
zestaw obiadowy (np. frytki + napój + burger/nuggetsy): ok. 25-30 zł
małe frytki (standardowy, "lunaparkowy" smak): 8 zł

Co ciekawe, po zapłaceniu za zamówienie, dostawało się pager, który informował o możliwości odbioru posiłku. Świetny pomysł w miejsce zerkania na wyświetlany numerek, stania przy barze lub nasłuchiwania, czy przypadkiem nas nie wołają. Można spokojnie zająć swoje miejsce i podejść do baru dopiero wtedy, gdy rozbłysną diodki i urządzenie zacznie wibrować.


LODY dostępne były w budce tuż obok strefy gastro - spróbowaliśmy i gałkowych, i włoskich.
1 gałka: 4 zł (standardowa porcja, smaczne)
małe lody włoskie: 7 zł (smak bez rewelacji - jak zwykłe "polskie" lody włoskie)

O wiele bardziej opłacałoby się zabrać własny prowiant + zjeść na miejscu lody, a w Parku Mitologii kupić sobie dobrą kawę czy inny napój i zrelaksować się. Obiad dla całej rodziny wyszedłby tu bowiem dość drogo...



PARKING: ulokowany jest przed wejściem do Zatorlandu, tuż obok Parku Owadów (ukrytego za płotem), a więc dość blisko. Niestety, jest płatny: 5 zł, niezależnie czy płacimy za wejście do parku rozrywki, czy nie. (Jedyne udogodnienie dla zwiedzających Zatorland to fakt, że można uiścić opłatę w kasie, przy wykupie biletów, i potem się nie przejmować - trzeba jednak zachować bilecik.)


PODSUMOWANIE

Czy polecamy? Tak! Początkowo byłam nastawiona przychylnie jedynie do wybranych atrakcji (Park Dinozaurów, Domek do Góry Nogami, być może dinocoaster, choć tutaj musiałam się upewnić), pozostałe traktowałam jako lunaparkowy dodatek, taką "zapchajdziurę". Okazało się jednak, że obiekt jest dobrze przemyślany, atrakcji jest wiele i dla każdego. Spokojnie można spędzić tam cały dzień i mieć sporo frajdy!

Wpis nie jest sponsorowany przez Zatorland. Powstał w wyniku naszego prywatnego, rodzinnego wyjazdu do tego parku rozrywki i z chęci zdania relacji z tego dnia - być może komuś przydadzą się zamieszczone tu informacje? 😊

2 komentarze:

  1. Byłam tam zarówno z wycieczka szkolną jako opiekun i prywatnie rodzinnie Dwa razy i dwa różne spojrzenia na to miejsce Jedno jednak się zgadza - aby obejść i skorzystać ze wszystkiego trzeba nastawić się co najmniej na cały dzień ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to ciekawe! Masz dwa spojrzenia! Jak tam doświadczenia? Było dobrze? Wygodniej z własną rodziną?

      Usuń