5/03/2017

projekt "ŁAZIENKA" (cz. 3) - Dlaczego warto robić remont samodzielnie? + bonus

Mogę wreszcie odetchnąć - po pięciu tygodniach, remont łazienki uważamy za zakończony! Pozostały jeszcze drobne elementy - dokupienie kilku koszyków materiałowych na kosmetyki czy - być może - organizera na magazyny (by posiedzenia zarządu tudzież na tronie bywały przyjemniejsze), by ostatecznie uznać, że to już koniec.
20 marca rozkuto nam kafelki, by wymienić rury w pionie kanalizacyjnym. Od tego czasu wykonywaliśmy różne prace wykończeniowe, renowacyjne czy naprawy. Sami. Dzisiaj szwagierka zadała mi bodaj kluczowe pytanie: czy zdecydowałabym się na samodzielny remont po raz kolejny? Nim więc przejdę do opisu konkretnych działań (w kolejnych postach), na początku warto odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie:  

Czy warto w ogóle zabierać się za samodzielne przeprowadzenie remontu?

Odpowiedź mam jedną: TAK.
Dlaczego? Pozwólcie, że wyjaśnię to w punktach:

1. Poczujesz się jak artysta - taki Michał Anioł, na przykład, malujący sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej. Nie chodzi tu bynajmniej o artyzm malowidła, ale ilość i rodzaj dziwacznych póz, jakie będziesz przybierać w trakcie pracy.

2. Z każdym dniem (tfu! tygodniem!) będziesz nabierać coraz większej pewności siebie, będziesz czuć się coraz lepiej. Dla zilustrowania, w ostatnim tygodniu niemal codziennie śpiewałam "Mam tę moc. Mam tę moooooc!".

3. Zaliczysz lepszy trening niż u Chodakowskiej albo Lewandowskiej (lub obu razem). Czy któraś z wymienionych pań opracowała serię ćwiczeń obejmujących... wyłącznie kark? Nic tak nie przysłuży się poceniu wyłącznie szyi jak wykańczanie malowania po linii płytek czy wyrównywanie silikonu! (Anka, Ewka - zaskoczcie mnie!) 

4. Przeniesiesz się w wyobraźni na plan filmowy "Szklanej pułapki" lub innego filmu sensacyjnego. Przytrzymując mężowi zabudowę rur i mając na linii oczu kratkę wentylacyjną, czułam się nieomal jak Mel Gibson albo Tom Cruise. Doświadczenie jednorazowe! 


5.  Nie będziesz marudzić (za wiele) w przypadku pewnych niedoróbek - swój swojego besztać wszak nie będzie!

6. Zdobędziesz nowe umiejętności, które przydadzą się w przyszłości - chociażby przy okazji kolejnego remontu!

7. Będzie dokładnie według Twojego planu! (Choć nie zawsze wizji ;))

A może nawet...

8. Twoja łazienka/kuchnia/inne pomieszczenie stanie się miejscem objawienia, a przypadkowy ruch pędzlem błogosławieństwem dla przeprowadzanych prac!


+ obiecany bonus, w którym wyjaśniam, dlaczego NIE warto samemu robić remontu (co by każdy miał w miarę pełny obraz):

1. Zapomnij o kolejnym odcinku Pokemonów czy Sherlocka (u nas obecnie na tapecie) - wieczory będą należeć do Ciebie i pędzla. Komputer (być może) otworzysz do porannej kawy, jeśli dziecko zechce się jednak zdrzemnąć.

2. Przygotuj się na wpadki. Źle domalowane miejsca wymagające poprawki, krzywe ściany, których nie wzięto pod uwagę, nierówna warstwa kleju czy inne... Uczysz się na błędach. Niestety, własnych. (Ale wiedza i doświadczenie zostają!)

3.  Przy wynajęciu ekipy, będziesz mieć na kogo zwalić winę.


Podsumowując...
W odpowiedzi na pytanie szwagierki, rzuciłam pełne przekonania: No jasne! Robiłabym remont sama po raz kolejny! Trwało to długo, to prawda, ale bez kucia i w zasadzie brudu, cały czas mogliśmy użytkować łazienkę (z mniejszymi lub większymi niedogodnościami, ale do przeżycia), nauczyliśmy się czegoś o sobie i... przeprowadzaniu remontów. Zaoszczędziliśmy na robociźnie i w każdym (niemal) momencie mogliśmy czuć się wciąż jak u siebie w domu (w przypadku zatrudnienia ekipy, masz u siebie obcych ludzi, jednak). Zdarzały się gorsze momenty, ale wszystko przetrwaliśmy - głównie dzięki świadomości, że wszystko zawdzięczamy sami sobie (i dobrze, i źle przeprowadzone prace).

Ponieważ remont zakończony, kolejne wpisy z cyklu już niebawem.
Stay tuned! 

do tej pory w projekcie "ŁAZIENKA":

12 komentarzy:

  1. Doskonale rozumiem samodzielne remontowanie :))) I chociaż miałam czasem marzenie o świętym spokoju i cudnej mocy, dzięki której odwalę remont w 5 minut, to jednak wszelkie plusy samodzielności przekonują mnie do powtórki z rozrywki przy kolejnych pomieszczeniach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda!
      W rzeczywistości każdy remont się ciągnie - ten wykonywany przez ekipę również, a tak przynajmniej masz świadomość, że wszystko jest zależne od Ciebie, a nie np. pana Wieśka-fachmana, który albo piwko sobie popijał w przerwie pracy, albo zrobił sobie wolne, albo coś "zmaścił".

      PS. Swoją drogą taka cudowna moc by się przydała ;D

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą w 100% :) Ja zrobiłam sama tzw. odświeżenie mieszkania i wyszło naprawdę fajnie przy niskich nakładach finansowych. Może gdybym kogoś do tego zatrudniła, to byłoby szybciej, ale mimo tego nie żałuję, że sama się podjęłam :) Zwłaszcza, że jestem bardzo dokładna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Jak robisz coś samemu - dla siebie - zwykle bardziej się starasz, bo wiesz, co i jak chcesz ;) Myśmy mieli do remontu mieszkania tuż po jego zakupie załatwioną ekipę remontową - i dopiero po czasie wychodziły miejsca czy elementy, gdzie panowie najwyraźniej wrzucili na luz i nie przypilnowali detali - jakiś kawałek niestartej farby, więc jest widoczny ślad, jakiś niewyrównany fragment ściany w miejscu mało widocznym, ale jednak... Może płaci się za ich doświadczenie (czyli m.in. szybkość wykonania usługi), ale z drugiej strony... Trudno znaleźć fachowca, który naprawdę przyłoży się do pracy i będzie szanował czas klienta, powierzchnię, z którą (czy na której) pracuje itp...

      Usuń
  3. W zeszłym roku postanowiliśmy zamalowac w końcu kanarkowy żółty w pokoju. nie był to remont łazienki, i zabrał nam tylko jeden weekend z życia, ale... naprawdę warto było to przeżyć na własnej skórze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastycznie! :)
      To prawda - takie doświadczenia są bardzo cenne!

      Usuń
  4. Rzeczywiście jak robimy coś samemu, to czujemy się jak twórca. Kocham projektować przed remontem jak to wszystko ma potem wyglądać. Nie rozumiem, jak niektórzy zlecają cały remont jakiejś firmie, ba nawet firmie pozostawiają kwestię zaprojektowania! Sama jednak nie potrafię kłaść płytek, ale malowanie mogłabym wykonać sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooch, projektowanie to najprzyjemniejsza część, masz rację! :D Ja również nie rozumiem, jak można pozbawić siebie największej frajdy i oddać projektowanie komuś innemu... Ale podejrzewam, że nie każdy ma do tego smykałkę czy ochotę - mój mąż, np., denerwuje się, kiedy opowiadam mu o swojej "wizji" - on woli wszystko przeprowadzać etapami, po kolei, a dekorowanie czy opowieści o tym, jak będzie "po" zostawiać sobie na koniec ;)

      Mój małżonek kładł sam płytki, więc jakieś tam doświadczenie już ma ;) A ja podczas remontu łazienki uczyłam się szpachlować! :D Wiadomo, że na początku nie wyjdzie najlepiej i potem można mieć do siebie pretensje, że człowiek wielce zabiera się za coś, czego nie potrafi, ale następnym razem będzie już tylko lepiej :D

      Dziękuję za komentarz :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Ja po wielu latach samodzielnych remontow i poznaniu tajnikow dobrej gładzi do pekajacych starych budynkow,tapetowania,nocnego malowania,( w dzień trzeba bylo zajac sie dziecmi)samodzielnego tworzenia bodiury ( nie było ładnego paska z gotowych do tapety...)gruntowania ,drapania starej farby,opalania drzwi,szlifowania ,bejcowania z prztjemnoscia w tym roku oddam remont lazienki w rece fachwcow,zostawie meza do pilnowania ,a sama pojade z dziecmi na wakacje....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, i też dobrze! Spróbowałaś sama i wiesz np., że chcesz odpocząć zamiast pracować :) Ja też pracowałam w nocy (malowałam łazienkę i inne takie) - bo za dnia dzieci i ogólnie nie było kiedy... Także znam ten ból... Jeśli ma się dobrych fachowców, którzy porządnie podejdą do tematu - i ja nie miałabym przeciwwskazań. Ale moje ostatnie doświadczenia z robotnikami (czy tymi od gładzi, czy elektrykami, czy stolarzami) raczej mnie na ten moment zniechęciły - tj. nie ma co brać z polecenia nawet, bo człowiek to człowiek, raz się przyłoży, innym razem nie. W zasadzie nie było fachowca, z którego wykonanej pracy byłabym rzeczywiście zadowolona - zawsze jakieś niedociągnięcia albo przedłużanie, dziwne zachowanie czy jeszcze coś innego, co daje minus zamiast plusa... Może właśnie dlatego postanowiliśmy zrobić wszystko sami? Jak się "zmaści" to przynajmniej będziemy wiedzieć, że to nasza wina, a nie kogoś, komu jeszcze za to płaciliśmy...

      Wow, podziwiam ilość prac. Szacun! :)

      Usuń
  6. Ja bym jeszcze dodała, że zna się potem wszystko od podszewki, każdą zamontowaną, zdemontowaną część. Trochę jak z pisaniem samodzielnie notatek. Nauka z kserówek tak nie wchodzi :)

    OdpowiedzUsuń