7/26/2018

Co zabrać na wyjazd z dzieckiem, jak się zapakować? - nasze przydasie

Kiedy jakieś dwa lata temu pakowaliśmy się na rodzinny, wakacyjny wyjazd, okazało się, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Wiecie, to już nie było pakowanie się pary dorosłych ludzi, z których każdy mniej więcej wiedział, co jest mu potrzebne. Od kiedy pojawiły się dzieci, wszelkie wyjścia z domu okazały się sprawdzianem ludzkiej (rodzicielskiej) organizacji i logistyki. Jak się zapakować? Co zabrać? Na jakie nieprzewidziane sytuacje się przygotować? Co mieć pod ręką, żeby było wygodnie i komfortowo, bez stresu? Postaram się odpowiedzieć na te pytania, pokazując, co zabraliśmy ze sobą na wyjazd!




Jak się zapakować? Co zabrać?

Na początek polecam swoją wyjazdową listę, którą stworzyłam rok temu - możecie pobrać ją za darmo (TUTAJ znajdziecie wpis z jej opisem i linkiem do ściągnięcia). Zaznaczyłam na niej najważniejsze przedmioty, które zwykle musimy spakować na wyjazd. Odhaczanie pozycji z listą w ręce zdecydowanie ułatwia pakowanie - sprawdziłam na sobie!



torba

Od kilku tygodni testujemy torbę marki Skip Hop - Duo Signature Weekender, która jest większą, w zasadzie poszerzoną opcją poprzednich toreb tej firmy. Weekendowa, ponieważ rozmiarami przypomina małą walizkę i spokojnie pomieści wszelkie przydasie na dłuższy wyjazd - dla przykładu, spakowałam do niej Małego Johna, gdy jechał na tydzień do dziadka na wieś. Trudniejsze było zmieszczenie tam dwójki dzieci na nasz wyjazd w góry, niemniej torba mieściła codziennie i ubranie na zmianę, i prowiant, i ręcznik oraz matę do siedzenia, i przewijak Lulki, i moje rzeczy, a to i tak nie wszystko.
W pakiecie z torbą - wyposażoną w dużą ilość kieszeni (na zatrzaski magnetyczne czy suwaki), jedną wielką komorę (z dwiema przegrodami w środku, trzecią mniejszą - na gumkę, z wszytymi gumkami do unieruchomienia bagażu) i drugą mniejszą - służącą za przewijak (dodatkowo znajdziecie tam rozkładaną matę do przewijania), dostajecie dwie materiałowe "walizeczki" - u nas świetnie sprawdziły się do przewożenia dziecięcego obuwia (z jednej strony mają siateczkę, przez którą widać przedmioty ukryte wewnątrz, z drugiej śliską powierzchnię łatwą do wyczyszczenia).





travel bag
czyli torebka na mokre rzeczy

Od kiedy odkryłam ten patent na stronie La Millou, zamówiłam torbę i zaczęłam jej używać... zakochałam się w tym pomyśle. Z zewnątrz jest to zwykła, materiałowa saszetka, taka kosmetyczka na zamek. Wewnątrz jednak wyściełana jest ceratką, którą łatwo się czyści i suszy. Co do niej wrzucamy? Zabrudzone ubrania, zużyte pieluszki i chusteczki, papierki i inne śmieci (gdy żadnego kosza nie ma w pobliżu), ostatnio wrzuciliśmy tam mokre stroje kąpielowe i tetrę służącą za ręcznik. Zamyka się zamek i nie trzeba się niczym martwić! Potem wystarczy tylko przetrzeć wnętrze i ewentualnie wysuszyć. Uwielbiam takie sprytne rozwiązania!





kosmetyki

Jeśli czeka nas dłuższy wyjazd - a przynajmniej chociaż jeden nocleg poza domem - nie unikniemy konieczności spakowania kosmetyków. Jakie zabrać? To zależy od samego wyjazdu: na jak długo, w jakie miejsce, od tego, co będziemy tam robić. Ja zwykle pakuję swoje podstawowe kosmetyki (chyba że planujecie odrobinę szaleństwa: czy to z kolorem na ustach, czy wieczorem z brokatem, na przykład), nie zapominam o osobnych kosmetykach dla dzieci. Warto postawić na te, które mamy w domu: sprawdzone, przetestowane, by żadna niespodzianka nie zakłóciła nam wyjazdu.

Jeśli chodzi o pakowanie kosmetyków, mamy cztery możliwości:
  1. zabrać produkty, które mamy w domu - tubę szamponu, butelkę płynu micelarnego, dozownik z żelem pod prysznic i tak dalej - w oryginalnych opakowaniach
  2. kupić miniaturki produktów - co by zaoszczędzić miejsce
  3. kupić miniaturki opakowań i do nich przelać swoje własne kosmetyki
  4. nie pakować żelu pod prysznic ani szamponu i bazować na tych, które zastaniemy w hotelu

 
Osobiście najbardziej polecam opcję nr 3 - nie musimy martwić się miejscem, ponieważ pakujemy miniaturki produktów (Nie zużyjemy przecież całej tuby szamponu np. podczas tygodniowego wyjazdu!), a jednocześnie zabieramy znane, wypróbowane przez siebie kosmetyki, których używamy na co dzień.

Gdzie znaleźć miniaturki opakowań?
Ja swoje pierwsze buteleczki kupiłam w Rossmannie (są w różnych cenach, zależnie od tego, czy to zwykła buteleczka, czy z dozownikiem - zazwyczaj za ok. 2 albo 3 złote),  ostatnio jednak znalazłam w sklepie MINISO Japan naprawdę świetny zestaw: mała kosmetyczka mieściła buteleczkę z dozownikiem, dwie buteleczki, dwa słoiczki, szpatułkę oraz naklejki z nazwami produktów, a całość kosztowała niecałe 10 złotych! (Te czarne patyczki również są stamtąd!)



ochrona

Nie można zapomnieć o zabraniu kremu z filtrem - a w razie wpadki przyda się pianka w spray'u przeciw odparzeniom. W torebce mam zawsze plastry (z kolorowymi, bajkowymi nadrukami,  które sama też chętnie noszę 😊), warto też mieć pod ręką Octenisept - przyda się na wszelkie skaleczenia!

Od jakiegoś czasu zabezpieczamy się też przeciwko kleszczom. Nawet szeryf Chudy wie, że z nimi nie ma żartów! Ich ugryzienie może nieść poważne konsekwencje, bo nie dość, że mogą nas zarazić kleszczowym zapaleniem mózgu, to jeszcze boreliozą - niebezpieczną i trudną do wykrycia chorobą. Jasne, nie każdy zaraża, ale lepiej dmuchać na zimne... Kiedyś z kleszczami miało się do czynienia w lasach albo na Mazurach - rzadko kiedy w parkach czy innych miejscach "cywilizowanych". Obecnie jest ich coraz więcej, nawet w miastach (i to nie tylko na drzewach, jak przyjęło się uważać, ale też w wysokich trawach czy krzakach), niezależnie więc od celu podróży warto podjąć jakieś kroki. 

Po każdym spacerze najlepiej obejrzeć całe ciało, a w razie czego zgłosić na usunięcie kleszcza. Słyszałam opinie, że niektóre pogotowia odsyłają do domu z kwitkiem, bo "to nie jest powód interwencji", ale nie dajmy się zwariować. Teoretycznie każdy może wyciągnąć kleszcza w warunkach domowych, ale warto wiedzieć, że istotna jest technika - nie można tego zrobić jakkolwiek, bo możemy tylko zaszkodzić... W Internecie nie brakuje wskazówek, jak się go pozbyć, natomiast znalezione przeze mnie dwa artykuły wzajemnie się wykluczały w najważniejszej kwestii: wykręcać kleszcza czy nie? Według mnie nie ma co ryzykować i lepiej zgłosić się do lekarza niż próbować na siłę samemu. A najlepiej przeciwdziałać, zabezpieczyć się zawczasu. 

My już od ok. dwóch lat korzystamy z TickLess - niewielkich urządzeń przypominających zawieszkę na ubranie czy kolorowy breloczek. Emitują one impulsy ultradźwiękowe (bezpieczne dla ludzi i zwierząt domowych), które blokują narząd Hallera odpowiedzialny u kleszczy m.in. za namierzanie żywiciela. Chudy trzyma wersję dla dorosłego, jest jeszcze dla dzieci i osobno dla zwierząt. Różnią się nie tylko kolorem, przede wszystkim czasem działania (dziecięcy jest aktywny przez ok. 10 miesięcy od wyjęcia zawleczki, cały czas, rodzicielski natomiast uruchamia się i wyłącza przyciskiem, a baterii starcza na ok. 3000 godzin) oraz zasięgiem (dziecięcy działa w promieniu półtora metra, dla dorosłych w promieniu 3 metrów).



szybkie oczyszczenie i odświeżenie

Chusteczki nawilżające w zasadzie staram się mieć przy sobie za każdym razem, gdy jestem poza domem z dziećmi: przydają się do wytarcia rąk po zabawie w piachu, ziemi itp., twarzy ze śladów po lodach czy szybkiego uratowania zaplamionego ciucha. (W domu spełniają jeszcze więcej funkcji!) Ostatnio odkryłam kapitalny produkt: chusteczki Water Wipes, których skład jest po prostu genialny - są to tylko dwa składniki (sic!): 99,9% to woda (sic!x2), a 0,1% stanowi ekstrakt z owoców. Sprawdzone: świetnie radzi sobie z zabrudzeniami, a dzięki prostemu składowi nie podrażnia skóry. 



Jeśli natomiast chcę dodatkowo oczyścić np. ręce z bakterii, używam chusteczek Tami Kids - tych w pomarańczowym opakowaniu. Cudnie pachną gumą balonową rodzaju "Kaczor Donald" - pamiętacie ją z dzieciństwa? 🧡 Opakowanie chusteczek jest małe i lekkie (w odróżnieniu do Water Wipes, które swoje waży), zmieści się do każdej kieszeni.



Jeśli chodzi o dostępność, oba rodzaje chusteczek kupuję ostatnio stacjonarnie w Rossmannie. (W Internecie można znaleźć tańsze opcje, ale opłacalne przy zakupie większej ilości, bo trzeba doliczyć koszty wysyłki. Odsyłam do linku z ceneo!)


zabawki i gadżety przeciwko nudzie

Wychodzę z założenia, że wakacje spędzane poza domem dostarczają tak dużej dawki atrakcji czy energii, że dziecko nie potrzebuje dodatkowych bodźców. Niemniej zawsze warto przygotować się na każdą ewentualność, np. na... deszcz. Podczas naszego tygodniowego urlopu padało przez cztery dni (no dobrze, 3,5), a uratowały nas sala zabaw w hotelu oraz... zestaw kilku zabawek. Dzieci miały swoje własne plecaki, do których mogły spakować takie zabawki, jakie wybrały (pod warunkiem, że wszystkie się tam zmieszczą i że pociechy te plecaki będą niosły same), dodatkowo zabrałam z domu kolorowanki, książki i dwie, niewielkie gry. Co polecam szczególnie?


Uwielbiam tę "grę" za pomysł, wykonanie i ilość miejsca, jakie zajmuje: to bowiem małe pudełeczko, które zmieści się w dłoni albo kieszeni. W środku mieści się 9 kości do gry, które zamiast kropek-cyfr zawierają rysunki. Rzucamy nimi, patrzymy, co wypadnie i na podstawie otrzymanych grafik opowiadamy historię. Można zabawę rozbudować o kolejne zestawy (my mamy Muminkowy, ale jest też Batmanowy, z Doktora Who czy zestawy bardziej uniwersalne), można też ustalać własne zasady "gry": w naszym domu na razie króluje wersja, w której Mały John wybiera mi obrazki i prosi "Przeczytaj!" - to w końcu ruchoma forma snucia opowieści! Co do możliwych wersji: nie bójcie się, jest ich bardzo dużo, jeśli nie nieskończenie wiele! Za każdym razem można też inaczej użyć powtarzających się elementów - czasem ognisko będzie się rozpalać, innym razem coś na nim smażyć. Raz smok może spać w jaskini, innym razem latać nad lasem. Wszystko zależy od nas!






flamastry dwustronne

Nie ma to jak oszczędność miejsca! Zamiast zapakować 12 osobnych flamastrów, zabierasz tylko 6, nie rezygnując z palety barw! Dobrą opcją są też mini mazaki - są zazwyczaj krótsze i cieńsze, zmieszczą się więc do małej kieszonki np. dziecięcego plecaka. Jeśli chcemy zabrać kredki, polecam miniaturowe zestawy pakowane do pojemniczków: można postawić albo na kolorowe produkty marki Rex, albo na produkty reklamowe, które można dostać na stoiskach różnych firm np. na targach designu albo w tracie różnych konferencji.





Mamo, tato, nie zgubię się! 

A nawet jeśli, mam na ręce swoje imię i Twój numer telefonu, wystarczy więc, że poproszę kogoś, by do Ciebie zadzwonił. 

Nie wiem, jak Wy, ale ja łapię się na tym, że w miejscach z większym zagęszczeniem ludzi staję się bardziej nerwowa. Chwytam dzieci za ręce, czasem za kołnierz, trochę zbyt zaborczo każę im pilnować maminej spódnicy/spodni w obawie przed tym, że zawieruszą się gdzieś w tłumie (dzieci, nie spódnica czy spodnie 😂).
Dlatego chętnie kupiłam im opaski na rękę Little Life ID. Oczywiście, ich obecność nie zwalnia mnie z obowiązku pilnowania dzieci i czuwania, ale z nimi czuję się bezpieczniejsza. Mają różne wzory i kolory, więc dzieci mogą je nosić jak opaski-ozdoby, natomiast wewnątrz jest podłużna kieszeń na karteczkę z danymi rodzica. Wodoodporna, a przynajmniej to sugeruje śliski materiał, w dotyku przypominający plastik. Jedyny minus jest taki, że dziecko musi choć trochę umieć się porozumieć z obcymi dorosłymi: nie każdy przecież musi wiedzieć, że opaska na ręce zgubionego dziecka skrywa numer telefonu jego rodzica! Dobrze, by dziecko potrafiło to powiedzieć i poprosić o pomoc.





Dajcie znać, co Wam zwykle sprawdza się w podróży, jakie rzeczy pakujecie. Też czujecie, że przydałby się minimalizm czy może udaje Wam się spakować (O rety!) do jednej torby?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz