Snujemy wielkie (albo i mniejsze) plany. Marzymy. Chcemy. Mamy na coś nadzieję. A potem... nic. Czekamy, aż zjawi się samo: zapuka do drzwi, rzuci lekkie (niezwykle naturalne) "Cześć!" i tak zacznie się przygoda naszego życia, rozpocznie awans, nastanie pierwszy dzień lepszego jutra. Ale to tak nie działa. Możemy całymi latami opierać brodę o dłonie, a łokcie o poduszki na parapecie i obserwować świat poza czterema ścianami naszego bezpiecznego schronienia (domu, mieszkania, whatever) - ale jeśli nie zrobimy pierwszego kroku, nie przestąpimy progu wygodnej przystani... nie wyruszymy na podbój świata. Czy ta przystań będzie rozumiana bardzo dosłownie, czy metaforycznie.
Dzisiaj obchodzimy Dzień Świętego Patryka - patrona Irlandii. Co roku od kilkunastu lat to dla mnie czas wyjątkowy - od kiedy sercem związałam się z Zieloną Wyspą i zapałam miłością do tańca irlandzkiego. Już dawno nie tańczyłam, z sentymentem przeglądam więc zdjęcia (którymi Was - i siebie przy okazji - dziś uraczę), oglądam filmiki (jeden z nich znajdziecie na Facebooku). Jedno wiem jednak na pewno: gdybym któregoś dnia nie powiedziała sobie wyraźnego "CHCĘ", które od razu przekułam w działanie, nie byłoby tych wspomnień.
fot. Aleksandra Kozub
To jedno z moich ulubionych zdjęć. Śmiałam się zawsze, że trochę jak z Tańca z gwiazdami
- cała nasza drużyna, uśmiechnięta, czująca energię. Przypominam sobie
nasze zespołowe "hugi", uściski, którymi raczyliśmy się jak duża rodzina
przed każdym występem.