9/01/2014

migawki (4) - sierpnień 2014

Miał być wypoczynek kilkaset kilometrów od domu, miał być jod wdychany o zachodzie słońca, miała być beztroska połączona z ekscytacją każdym dniem, miało być słońce łapane w zagłębienie między łopatkami...

Zamiast tego sunęliśmy po mieszkaniu jak cienie, poznawaliśmy niemal każdy kąt domu, zaglądaliśmy w wyimaginowane dziury, żeby pobawić się w kotka i myszkę z czasem. Zerkaliśmy tęsknie za okno, pomiędzy szarymi chmurami dopatrując się kilku promieni słońca. Syciliśmy się codzienną monotonią, aż napełniliśmy brzuchy. Pracowaliśmy i kładliśmy się spać o wiele za późno. Nawet synek nie chciał przymykać oczu i pić herbaty z Morfeuszem - chyba przeczuwał, że dni stają się coraz krótsze...

Cztery ściany - jeśli tylko uwierzymy, że nie ograniczają, a stwarzają warunki do twórczej pracy - wyzwalają w człowieku jego potencjał. Wymyślanie, rysowanie, szycie... Praca sprawiająca przyjemność. Kwaskowatość materiałowych cytryn mieszająca się z aromatem świeżo upieczonych drożdżówek. Tęcza po drugiej stronie kuchennego blatu. Mityczny garnek złota znaleziony na jej końcu - skarbem okazały się... chwile. Te radosne, łapane w siatkę ludzkich uśmiechów i drgań serca.

Sierpień: deszcz bębniący w szyby, miękkość pościeli o poranku, sok z pękających owoców łaskoczący język...
Odczarowaliśmy monotonię wyprawą w poszukiwaniu murali, ucztą na pomoście Babci Wierzby...
Wzdychaliśmy i marudziliśmy, uparcie kolorując tę naszą szarość. Opłaciło się.







































 






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza