Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeróbki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeróbki. Pokaż wszystkie posty
3/21/2019
klinika dla zabawek, odcinek siódmy: słoniczka Ela (kulisy programu "Łabędziem być")
W dzisiejszym odcinku programu "Łabędziem być" przedstawiamy wyjątkową bohaterkę: słoniczkę Elę. Ela przeszła w życiu wiele, począwszy od porzucenia przez rodzinę, przez tułaczkę po second-handach, która pozostawiła po sobie otwarte rany (dosłownie i w przenośni), na zapomnieniu przez otoczenie kończąc. Jak potoczyła się jej historia? Zapraszamy do oglądania!
2/19/2019
DIY: puzzle z patyczków po lodach
W niedzielę byliśmy na pierwszych w tym roku lodach, co znaczy, że nieuchronnie... zbliża się wiosna! 🌞 Kiedy słońce rozgości się na dobre, a my będziemy sycić brzuchy orzeźwiającymi deserami, nie zapomnijmy zbierać patyczków po lodach - mogą się przydać np. do zrobienia puzzli. Zapraszam po instrukcję!
2/20/2018
DIY: domek dla lalek w pudełku po butach
Gdy byłam dzieckiem, miałam sporo lalek, ale żadnego domku dla nich. To był ten czas, gdy furorę robił różowy piętrowiec zdolny zmienić się w parterowiec - modułowy dom dla Barbie - miały go obie moje kuzynki (czego z siostrą długo im zazdrościłyśmy). Byłam jednak dzieckiem, w gruncie rzeczy, samowystarczalnym. Nie ma domku? Zrobię sobie domek. Proste! Nie pamiętam, co pierwotnie znajdowało się w tym pudełku. Wyśmienicie zakodowałam sobie jednak we wspomnieniach to, co z niego powstało: małe mieszkanko dla (o dziwo nie jednej z moich długonogich Barbar i koleżanek) szmacianki Róży: lali uszytej dla mnie przez mamę i babcię, która to lala była taką miłą cioteczką dla Barbie&Co. W jednej ze ścian wycięłam drzwi, obok okienko (tak, tak, szyb co prawda nie było, ale otwory zdolne wpuszczać światło już tak), wyrysowałam co potrzebniejsze sprzęty, dokleiłam elementy z papieru, by uzyskać efekt 3D. Na pewno nie miałam jeszcze 10 lat. Albo 11.
Dzisiejsze DIY to wspomnienie tamtych czasów. Reminiscencja na podłodze w pokoju dzieci. Mariaż starego i nowego. Kontynuacja. Ciągłość historii. Czy moja córka będzie kiedyś robić taki swoim pociechom?
11/12/2017
projekt "POKÓJ BRATA I SIOSTRY" (cz. 3) - #ikeahack, czyli jak w dwóch krokach odmienić szafę
Kiedy decydowałam się na przemalowanie całego pokoju dzieci na biało (ściany + podłoga), wiedziałam, że szafa będzie musiała zmienić wygląd: pokryć się kolorem. Jego wybór przeciągał się: a to nie umiałam zdecydować się co do tapety (kolor miał do niej nawiązywać), a to rozważałam różne odcienie... niebieskiego. Kiedy wybrałam już kilka barw z próbnika i zaczęłam przeglądać zdjęcia w sieci z ich udziałem (na stronie Benjamin Moore można wpisać wybrany kolor z ich palety i sprawdzić, jak będzie wyglądał np. na ścianach), okazało się, że moją uwagę przykuł odcień, którego do tej pory nie rozważałam... fiolet. Decyzja została podjęta: szafa będzie w kolorze Spring Purple! (Potem - już po wybraniu koloru - znalazłam tapetę, która idealnie będzie się z nim komponować. Miało być odwrotnie, a tu proszę! Miłe zrządzenie losu!)
11/02/2017
projekt "POKÓJ BRATA I SIOSTRY" (cz. 2) - biała podłoga w pokoju dziecięcym (+ nasze wpadki)
Ledwo co prezentowałam efekty researchu dotyczącego malowania podłogi na biało (wpis "malowanie podłogi na biało - doświadczenia blogerek" TUTAJ), a tu... proszę. Mądry Polak po szkodzie, tj. w tym przypadku Marta po fakcie.
Wpis bowiem - jak i sam research - powstał... po pomalowaniu przez nas podłogi w pokoju dzieci. Ot, kolejność odwrócona. Co by nie było, że my tacy nudni i klasyczni - otóż nie! Pod prąd, pod wiatr, pod... meble... podłoga... ale do tego jeszcze tu dojdziemy.
Wiecie, to była sytuacja z gruntu "kuj żelazo, póki gorące". Ledwo skończyliśmy z Małżonkiem malowanie ścian na biało, gdy Ślubny rzucił z marszu: "Dobra. Chciałaś malować podłogę, nie? To co, dajemy od razu! Chyba że... nie masz farby?" - ostatnie zdanie rzucił nie bez skrywanej satysfakcji czy nadziei. Ja na to, prędko: "A właśnie, że mam!" - I wyciągam z szafy chomikowaną puszeczkę na "czarną okazję" (Ehm, białą?).
Poszliśmy więc za ciosem.
Bez sprawdzania wpisów u koleżanek blogowych.
Bez pytania wujaszka Google.
Bez w ogóle odpalania komputera.
9/23/2017
projekt "POKÓJ BRATA I SIOSTRY" (cz. 1) - zapowiedź zmian
Dość. Nadchodzą zmiany!
Mniejszy z pokoi w naszym M3 ponownie zostanie poddany metamorfozie, tym razem niemal zupełnej!
Niegdyś był naszą sypialnią, potem stał się pokojem Małego Johna. Obecnie - przy coraz większym drugim dziecku - konieczne będzie wprowadzenie zmian umożliwiających rodzeństwu mieszkanie razem.
9/06/2017
DIY: "fotobudka" (szybko, łatwo i przyjemnie)
Kiedy zastanawiałam się nad atrakcją na przyjęcie urodzinowe synka... nagle zaświtał w głowie pomysł budki fotograficznej. Jestem ich wielką fanką (co z uśmiechem rozbawienia potwierdzi zwłaszcza moja siostra) - trudno mi przejść obok takiej obojętnie ;). Jak jednak przenieść ideę wykonywania zdjęć "na już" do domu? Jak poradzić sobie z tłem, całą oprawą?
Zainspirowała mnie Paula, która wraz z mężem wykonała fotobudkę na swoje wesele (zerknij TUTAJ). Chciałam jednak nieco inaczej... bez specjalnego sprzętu, bez prac w zasadzie budowlanych. Przypomniały mi się wówczas plansze do pozowania z imprez dla blogerów (i nie tylko, jak sądzę): białe, imitujące okienko w Instagramie.
- O, takie coś byłoby super! - pochwaliłam się i zabrałam do knowania.
Od mamy pożyczyłam starą ramę (pierwotnie myślałam o jej przemalowaniu, jednak ostatecznie zrezygnowałam z tego pomysłu - dzięki temu zaoszczędziłam też czas ;)), dodałam kilka drobiazgów, by wpisać ramę w przyjęcie tematyczne, przygotowałam gadżety (opaski i maski - Batmana również) i... gotowe!
8/22/2017
Co robić z dzieckiem w niepogodę? - teatrzyk kukiełkowy z łyżek
Świat w naszej części globu żałuje chyba zbliżającego się końca wakacji - jak inaczej wyjaśnić deszcz (czasem wręcz nawałnice)?
Mały John wyjechał dzisiaj na wieś ze swoją chrzestną, do dziadka, a ja chciałam podrzucić pomysł na wspólną aktywność z dzieckiem w trakcie nieciekawej pogody. I choć przez najbliższe dni to nie ja będę synkowi zajmować czas, to jednak robienie lalek z drewnianych łyżek uratowało pewne chłodne popołudnie w lipcu br.
Moją inspiracją była niezastąpiona Elisabeth Dunker, którą możecie znać z Fine Little Day - uwielbiam nie tylko jej prace dostępne w sprzedaży, ale (może przede wszystkim) te, którymi dzieli się na swoim blogu czy w książce. Malowane drewniane łyżki OCZAROWAŁY mnie. (Caps Lock był konieczny w tej sytuacji.) Wystarczy tak niewiele, by wyczarować coś magicznego!
fot. Elisabeth Dunker, Fine Little Day blog (źródło TUTAJ)
7/04/2017
klinika dla zabawek, odcinek piąty: o łosiu, który chciał odmiany
Żył raz sobie łoś, który pragnął odmiany.
- O co ci chodzi? - pytały go zaskoczone zwierzęta. Łypały oczami-guzikami, drapały się po pluszowej głowie. - Przecież wyglądasz nieźle, ciągle potrafisz się bujać, uszczęśliwiasz dzieci... Czego ci jeszcze brakuje?
A łoś spoglądał na swoje podrapane futerko, krzywił się na widok mocnej czerwieni, która już go męczyła.
- Ja... - zaczął, powoli. - Ja chciałbym odmiany... No wiecie... Tak się... przefarbować może...?
- Zwariował - rzuciły od razu.
- Na co mu to?
- Fanaberia!
- Phi, też mi pomysł!
A łoś stał, smutniał, ale w duchu czuł, że jest na dobrej drodze. Nie podda się.
- Chciałbym być modny. Piękny i modny. Przecież to nic złego, że chcę się podobać? Dalej będę bujać dzieci, dalej będę wywoływał uśmiech na ich twarzach! - rzucił wesoło i z mocą. - Skoro i tak będę im dawać szczęście, jak robiłem to do tej pory, dlaczego sam nie miałbym zrobić czegoś dla siebie?
Zabawki ucichły - żadna nie potrafiła znaleźć riposty.
6/02/2017
projekt "ŁAZIENKA" (cz. 5) - Jak (nie) malować kaloryfer? Dramat w sześciu aktach.
Witamy Państwa serdecznie w Teatrze Satyry, Komedii i Dramatów Ludzkich! Dzisiejszy wieczór będzie obfitował w emocje! Zapewniamy: pot, łzy, wiersze po łacinie, intrygujące tête-à-tête z opalaniem natryskowym oraz rendez-vous pary małżeńskiej z... wilgotną ścierą nasączoną Cifem.
Ciekawi?
A więc kurtyna w górę!
5/30/2017
projekt "ŁAZIENKA" (cz. 4) - malowanie płytek, czyli mój romans z wałkiem
Nim pochwalę się efektem końcowym, czyli metamorfozą łazienki, wypada, bym wspomniała o najważniejszym etapie: malowaniu glazury. Animuszu dodały mi blogowe koleżanki, które udowadniały, że remont łazienki można przeprowadzić bez kurzu i pyłu, skuwania kafelków i całej tej - powiedzmy to głośno czy tam napiszmy wyraźnie - zniechęcającej otoczki. Bo właśnie: takie remonty łazienek - konkretnie tego miejsca w domu lub mieszkaniu - przeprowadza się bardzo rzadko, najczęściej na samym początku i... na tym koniec. Dlaczego? Ponieważ wizja wymiany płytek jest na tyle paraliżująca, że potrzeba mocnych argumentów, by się na to zdecydować. Dlatego tak ucieszyły mnie realizacje koleżanek, które płytki malowały. Zazwyczaj po weekendzie pracy powstawała nowa łazienka - bez kucia, bez pyłu!
W zeszłym roku kupiłam więc farby i... czekałam na przypływ odwagi. Do działania pchnęła mnie w zasadzie nasza spółdzielnia mieszkaniowa, która w marcu tego roku przysłała do nas (i nie tylko nas) robotników wymieniających pion kanalizacyjny. Nasze obecne płytki zostały w kilku miejscach zniszczone, zagładzie uległa również obudowa światła na suficie (Uff! Pisałam o niej TUTAJ, we wstydliwych zwierzeniach, co to nam w mieszkaniu nie gra). Nie było wyjścia - albo teraz, albo nigdy. Braki glazury uzupełniliśmy zapasami z komórki, zabudowę całkowicie rozmontowaliśmy. Mąż zrobił nową, według mojego projektu i według instrukcji z... You Tube'a. Szczerze? Poszło mu lepiej niż tym, którzy robili poprzednią, więc z filmików naprawdę można się wiele nauczyć! (To tak motywująco, co by nikt już się nie wykręcał, że się nie da abo że kogoś nie stać na fachowców czy np. odpowiednie warsztaty.)
malowanie płytek łazienkowych
co, jak i dlaczego
Korzystałam z dwóch (a w zasadzie trzech) rodzajów farb:
- Flügger Flutex 10 (odcień Calm White)
- V33 Renowacja Płytki ceramiczne Łazienka & Kuchnia (Biały)
- V33 Renowacja Kuchnia & meble kuchenne (Czarny)
Płytki sąsiadujące z wanną czy umywalką, a więc najbardziej narażone na kontakt z wodą, chciałam pokryć farbą specjalnie do tego przygotowaną - a więc renowacyjną V33 Płytki ceramiczne Łazienka & kuchnia. Pozostałe dwie, dla (jak sądziłam) zaoszczędzenia, chciałam pokryć Flüggerem Flutex 10 - farbą nadającą się na różnego rodzaju powierzchnie domowe. Natomiast farbę V33 Renowacja Kuchnia & meble kuchenne kupiliśmy wyłącznie dlatego, że... jako jedyna z renowacyjnych była w kolorze czarnym, którego potrzebowałam do pokrycia dolnej części ściany. A że jako rodzicom rzadko udaje nam się wyskoczyć do sklepu wspólnie, chcieliśmy wykorzystać sytuację i dokonać wyboru szybko - już!
Dlaczego akurat te farby?
Pierwotnie zamiast farb renowacyjnych V33 chciałam nabyć farbę Hydropox marki Noxan - zrobiłam swego czasu research, z którego wyszło, że to najlepsza farba do płytek sąsiadujących z wodą, ba! do pomalowania wnętrza kabiny prysznicowej również! O ile producent V33 nie zaleca stałego kontaktu pomalowanej powierzchni z wodą, Noxan tego problemu nie ma. Farba jednak (posiłkuję się tutaj wyliczeniami producenta) zapewnia krycie na poziomie 5-6 m²/kg farby przy jednej powłoce, podczas gdy V33 to już ok. 12 m²/l, a dla Flüggera Flutex 10 8-10 m²/l. Ok., znamy obiecywaną wydajność, a jak wygląda:
Cena za farbę?
Mistrzem matematycznym nie jestem, ale stwierdziłam, że Flügger Flutex 10 wychodzi w zestawieniu najbardziej korzystnie (wtedy jeszcze nie brałam pod uwagę promocji, o której dowiedziałam się potem), wobec czego to tę farbę wybrałam na ściany niesąsiadujące z wodą. Ponieważ cena farby Hydropox w połączeniu z mniejszym kryciem nieco mnie odstraszyła, wybrałam rozwiązanie tańsze, jak i spopularyzowane wśród koleżanek blogowych: farbę V33.
Dlaczego akurat te farby?
Pierwotnie zamiast farb renowacyjnych V33 chciałam nabyć farbę Hydropox marki Noxan - zrobiłam swego czasu research, z którego wyszło, że to najlepsza farba do płytek sąsiadujących z wodą, ba! do pomalowania wnętrza kabiny prysznicowej również! O ile producent V33 nie zaleca stałego kontaktu pomalowanej powierzchni z wodą, Noxan tego problemu nie ma. Farba jednak (posiłkuję się tutaj wyliczeniami producenta) zapewnia krycie na poziomie 5-6 m²/kg farby przy jednej powłoce, podczas gdy V33 to już ok. 12 m²/l, a dla Flüggera Flutex 10 8-10 m²/l. Ok., znamy obiecywaną wydajność, a jak wygląda:
Cena za farbę?
- Noxan Hydropox: od 98,00 PLN/kg (informacje ze strony oficjalnej producenta, przy zakupie większej ilości farby cena maleje, przy czym kolejne pojemności to 4kg w cenie od 258 złotych i... 15kg z ceną brutto blisko tysiąca)
- Farba renowacyjna V33 Płytki ceramiczne: 94,68 PLN za 0,75l (koszt 1l: 126,24 PLN), przy czym 2l kosztują już 128,00 PLN (co daje koszt 1l: 64,00 PLN) (Castorama, zakupy własne marzec/kwiecień 2017)
- Farba renowacyjna V33 Kuchnia i meble kuchenne: 65,98 PLN za 0,75l (ok. 88,00 PLN za 1l; przy zakupie większej ilości farby cena maleje, ale nam wystarczyło wiaderko o właśnie takiej pojemości) (Castorama, zakupy własne marzec/kwiecień 2017)
- Flügger Flutex 10: od 54,99 PLN za 0,7l (78,55 PLN za 1l) - dane ze strony producenta - skorzystaliśmy z promocji w salonach marki i kupiliśmy wiaderko 0,7l za 31,82 PLN (45,45 PLN za 1l)
Mistrzem matematycznym nie jestem, ale stwierdziłam, że Flügger Flutex 10 wychodzi w zestawieniu najbardziej korzystnie (wtedy jeszcze nie brałam pod uwagę promocji, o której dowiedziałam się potem), wobec czego to tę farbę wybrałam na ściany niesąsiadujące z wodą. Ponieważ cena farby Hydropox w połączeniu z mniejszym kryciem nieco mnie odstraszyła, wybrałam rozwiązanie tańsze, jak i spopularyzowane wśród koleżanek blogowych: farbę V33.
Wrażenia z korzystania z farb:
- Flügger Flutex 10 - farba gęsta, matowa. Miała wyczuwalny zapach, ale nie jakoś szczególnie przeszkadzający (mój tata nazwał go nawet przyjemnym). Malowało się nią wygodnie, nie spływała ze ścian, nie musiałam jej szczególnie wyrównywać (chyba że położyłam jej gdzieś więcej - wówczas było to konieczne dla uzyskania estetycznego efektu). Nie byłam szczególnie zachwycona kryciem, ale gdy przeszłam do V33... to po prostu była wina ciemnych kafelków, nie farby. Krycie Flutexa to całkiem niezły poziom - korzystając z pędzla (nie wałka!), już w 2 albo 3 warstwach mogłam uzyskać pełne krycie. Niby nic szczególnego? Cóż - stara łazienka zniknęła pod 5 albo 6 warstwami farby V33 malowanej wałkiem (sic!), więc to chyba całkiem niezły wynik.
![]() |
| matowa biel |
- V33 Renowacja Płytki ceramiczne Łazienka & kuchnia - Pierwsze nasze podejście nie było najlepsze. Farba jest dwuskładnikowa - zawartość malutkiej saszetki należało przelać do pojemnika z farbą i dokładnie wymieszać. Problematyczny okazał się właśnie ten dodatkowy składnik (gwarantujący nam potem właściwości farby, więc konieczny) - jego zapach był nieprzyjemny, ostry, a farba po zmieszaniu z nim... cała nim śmierdziała. Po chwili przyzwyczaiłam się do tej woni, ale pierwsze wrażenie nie należało do przyjemnych. Niemniej, coś za coś - jeśli farba ma pokryć glazurę, musi mieć wsparcie. W takich chwilach zaciska się zęby i działa. Malowanie farbą zaczęłam od nałożenia warstwy na płytki nieco już wybielone Flutexem 10. Pierwsza myśl? O matko, przecież to w ogóle nie kryje! Farba była rzadsza, odniosłam wrażenie, że "spływa" po ścianie. "Doskonałe KRYCIE", wyczytałam przecież na opakowaniu - wtedy miałam ochotę prychnąć! Pomogła moja chrzestna, która przyjechała pewnego sobotniego przedpołudnia z własnymi wałkami - lepszymi o niebo! - i zabrała się za malowanie. Po jej zabiegach i dwóch warstwach farby ściany prezentowały się o niebo lepiej, choć wciąż wymagały wybielenia. Tak więc doświadczenie, odpowiednie narzędzia i technika pracy bywają decydujące!
![]() |
| biel satynowa z połyskiem |
- Farba renowacyjna V33 Kuchnia i meble kuchenne, której użyłam do pomalowania dolnej części ścian w łazience. Jak wspomniałam, wybraliśmy z mężem właśnie tę farbę (Do mebli kuchennych, a my tu będziemy płytki malować!), bo jako jedyna z renowacyjnych była tego dnia dostępna w sklepie w kolorze czarnym. Doświadczona poprzednią farbą, nie miałam większych problemów z aplikacją. Wybrany odcień okazał się być wybawieniem: przy 5 czy 6 warstwach białej farby, czarnej wystarczyły tylko dwie - tak jak sugerował producent!
Czas więc na kluczowe pytanie:
Jak to wyszło?
Zaczęłam od ścian niesąsiadujących z wanną czy
umywalką, więc sięgnęłam po białą Flügger Flutex 10. Na początku należało, oczywiście, zastosować metodę 3xO: płytki oczyścić, odtłuścić i osuszyć. Dopiero potem, bez podkładu, można było nakładać farbę. Udało mi się pomalować nią
ściany dwa razy, nim... wiaderko opustoszało. Okazało się, że ciemny turkus
glazury pokrywającej łazienkę był prawdziwie trudny do zakrycia. Zamiast
kupować kolejne wiaderko Flutex 10 (promocja była jednodniowa, ech ;)),
otworzyłam farbę, którą miałam na podorędziu: białą renowacyjną V33 Płytki
ceramiczne. Ściany sąsiadujące z wanną i umywalką wciąż czekały na swoją kolej,
zabrałam się za te już wybielone. Pierwsze wrażenie z użycia V33 opisywałam powyżej: ogółem, nie powalało. Przybita, szukałam wsparcia w grupach wnętrzarskich na Facebooku - doświadczenia z farbą bywały różne, jednak nikomu się ona nie "lała". Kilka dni później - dzięki chrzestnej - dowiedziałam się, że albo nie dość dobrze wymieszałam oba składniki, albo używałam złego wałka (jej był o wiele lepszy - z mniejszą średnicą i dłuższym włosiem). Weekendowe malowanie poszło sprawnie - pokryłyśmy białą farbą wszystkie ściany, a łazienka wreszcie zaczęła przypominać lepszą wersję siebie! Ciemny turkus wciąż jednak przebijał, więc musiałam nałożyć dodatkowe warstwy farby. Ogółem wyszło ich ok. 5-6.
Żeby przejście między płytkami było jak najbardziej estetyczne, użyłam Frog Tape - w porównaniu do standardowej taśmy malarskiej, ta nie pozostawia wrażenia "włosków".
Nie zrobiłam tego jednak wszędzie (na pewnej powierzchni posiłkując się zwykłą taśmą malarską) i różnica, choć kosmetyczna, jest dostrzegalna.
z lewej stare kafelki, z prawej pomalowane 3 warstwami białej farby:
Już wyjaśniam powyższy brak farby w dolnej części ścian.
Malowałam łazienkę na biało do pewnego momentu, dół chciałam mieć czarny, by nieco zróżnicować przestrzeń. Gdy więc pokryłam ściany na biało, mogłam przystąpić do malowania na czarno. Zabezpieczyłam do tej pory pomalowane kafelki taśmą malarską i przystąpiłam do pracy. Tu było łatwiej. Czarna farba łapała wyśmienicie, po dwóch warstwach było po sprawie!
Nie zrobiłam tego jednak wszędzie (na pewnej powierzchni posiłkując się zwykłą taśmą malarską) i różnica, choć kosmetyczna, jest dostrzegalna.
Co poszło nie tak?
czyli ucz się na cudzych błędach
Jako mądra, doświadczona, oczytana kobieta, wiedziałam, że przed malowaniem należy zabezpieczyć wszelkie powierzchnie, które pomalowane być nie mają. Wyposażona w sprzęt, jeden z lepszych na rynku (zielona Frog Tape do zadań specjalnych) oraz zwykłą taśmę malarską, uderzyłam i obkleiłam wystające obiekty: włączniki, krany, wieszaki i tym podobne. Robiłam to dokładnie, a po wszystkim byłam z siebie bardzo dumna.
Widać nawet wrodzony czy nabyty perfekcjonizm nie uchroni przed wpadką. Wydawało mi się, że obklejałam - takie włączniki dajmy na to - dokładnie. A tu masz!
Moja rada: wymontuj, rozkręć, odkręć wszystko to, co możesz, nim przystąpisz do malowania. Zaoszczędzisz sobie dodatkowej pracy!
Malowanie przestrzeni między kafelkami.
Na samym początku malowałam fugi ("obramowanie" płytki), dopiero potem
resztę ("wypełnienie" płytki) - kiedy chciałam pomalować całość od razu,
wałek zabierał mi farbę z krawędzi płytki (zły wałek, zły!).
![]() |
| zaznaczone krawędzie, gdzie prześwituje stary kolor glazury - wałek zbierał farbę z tego miejsca, niestety |
Moja metoda nie była jednak najlepsza. Malowałam wtedy Flutexem 10 - farbą gęstą. I choć pięknie pokrywała mi płytki, nie wzięłam pod uwagę, że moje piękne "ramki"... będą później widoczne. Używałam dwóch rodzajów farb - to dlatego. Gęsty Flutex pokrywałam nieco bardziej rzadką V33. Miejsca, które po wypełnieniu fug farbą, malowałam potem raz czy dwa Flutexem, wyglądały lepiej. Moja rada: malując dany fragment ściany, maluj jednym rodzajem farby, nie mieszaj ich!
![]() |
| widoczne ślady pędzla i farby naniesionej z jego pomocą; nie udało się ukryć tych warstw ("obramowania") pod kolejnymi warstwami farby - tym razem V33 |
Problematyczny był również wałek. Jak wspominałam, moja chrzestna
przyszła ze swoimi narzędziami, w tym wałkiem z grubym włosiem, który
miał mniejszą średnicę od tego, którego używałam do tej pory. Okazało
się, że jej wałek świetnie radził sobie z malowaniem fug, czego mój nie
potrafił! Wystarczyło na początku mocniej przycisnąć wałek do ściany
(zagłębienia między kafelkami), a potem pomalować resztę powierzchni.
Łatwo, szybko i przyjemnie!
ściąganie silikonu z krawędzi wanny i malowanie tamtej przestrzeni
Niby nic, prosta sprawa: albo nożykiem (delikatnie, żeby nie uszkodzić glazury), albo za pośrednictwem specjalnego preparatu. My wybraliśmy nożyk - bo był na miejscu, bo szybciej. Mąż dłubał sobie przy ścianie i wydłubał, ja wszystko pięknie wymyłam, osuszyłam, siadłam do malowania i... [wymowne milczenie] Nie wiem, czy to była moja wina, czy fakt, że nie użyliśmy specjalistycznego preparatu, a więc niewidoczne końcówki silikonu wciąż czepiały się ściany. (Producent V33 wyraźnie ostrzega: farba nie pokrywa silikonu!) W efekcie farba w ogóle nie chciała trzymać, dosłownie spływała z tego kawałka ściany. Na całe szczęście mogliśmy machnąć na to ręką, bo i tak ta przestrzeń wymagała powtórnego pokrycia silikonem.
Na dziś to tyle.
Ekipa remontowa Nefertari & c.o. dziękuje za uwagę, a w godzinach urzędowania przyjmuje wnioski, skargi oraz zapytowywania.
cdn.
...a w kolejnych odcinkach dowiesz się, dlaczego przy malowaniu kaloryfera warto zamknąć się w klatce oraz co się - do diabła! - stało z podłogą?!
Zapraszam!
do tej pory w projekcie "ŁAZIENKA":
4/20/2017
projekt "ŁAZIENKA" (cz. 2) - Sczeźnij, głębio oceanu! - wpis z łazienkowej Księgi Umarłych
Na początku budowlaniec stworzył podłogę, ściany i sufity. A łazienka była niekształtna i wytapetowana.
I wtedy przybyli pierwsi właściciele, i rzekli: Niech staną się kafelki! I stały się one, pokryły ściany wszystkie i całą podłogę. I ciemność była, jak w głębinach oceanu. I rzekli pierwsi właściciele: Niech stanie się obudowa ze styropianu oraz cztery punktowe słońca! I stały się one, rozproszyły światło, a cień omiótł poszczególne kąty. I ciemność była, jak w głębinach oceanu, a duch esteta unosił się poniżej sufitu i rozemocjonowany recytował coś po łacinie.
I przybyli nowi właściciele. I rzekła Pani: Niech stanie się światłość. I stała się światłość. I widzieli oni, że światłość była dobra.
I wtedy przybyli pierwsi właściciele, i rzekli: Niech staną się kafelki! I stały się one, pokryły ściany wszystkie i całą podłogę. I ciemność była, jak w głębinach oceanu. I rzekli pierwsi właściciele: Niech stanie się obudowa ze styropianu oraz cztery punktowe słońca! I stały się one, rozproszyły światło, a cień omiótł poszczególne kąty. I ciemność była, jak w głębinach oceanu, a duch esteta unosił się poniżej sufitu i rozemocjonowany recytował coś po łacinie.
I przybyli nowi właściciele. I rzekła Pani: Niech stanie się światłość. I stała się światłość. I widzieli oni, że światłość była dobra.
Gdyby pokusić się o stworzenie Księgi Rodzaju Łazienkowego - taką swoistą Księgę Umarłych Starych Pomieszczeń, w której notowałoby się postępy prac remontowych, opisywałoby się przeprowadzaną metamorfozę, historia naszego domowego SPA w telegraficznym skrócie prezentowałaby się jak w powyższej parafrazie tekstu biblijnego.
W pierwszej części projektu "ŁAZIENKA" opowiadałam o wrażeniu, jakie wywarły na mnie ciemne, turkusowe kafelki położone przez poprzednich właścicieli na całej powierzchni ścian: skojarzenie z grobowcem, dopiero po chwili (co było wyraźną i upartą próbą nadania im najmniejszego chociaż sensu) z głębią oceanu. Dlaczego nie chcieliśmy robić remontu łazienki? Koszty. To pomieszczenie jako jedyne miało wymienioną instalację elektryczną - reszta mieszkania posiadała starą. Remontowaliśmy więc w mieszkaniu wszystko (poza zmianą podłóg i okien - teraz trochę tego żałuję) - łazienka jako kolejny punkt przygniotłaby nas finansowo.
Opowiedzieć - opowiedziałam. Ale nie pokazałam, jak to nasze "dno oceanu" wygląda(ło). Otóż, ekhm, ta-dam!*:
(* Nie należy regulować odbiorników - to z łazienką coś nie gra, nie z Twoim monitorem!)
![]() |
| PS. Tak, tak, rozgwiazda wsunięta zawadiacko za uchwyt szafki miała powiększyć złudzenie przebywania w morskiej toni... Cóż. Nie bardzo wyszło. Sorry, Winnetou. |
Po sześciu latach mój wewnętrzny esteta wreszcie się zbuntował, wstał (rozrywając koszulę i przewracając krzesło) i rzucił pełne pasji: "Veto!" Zapowiedź wymiany pionów kanalizacyjnych przez spółdzielnię tylko przyspieszyła metamorfozę łazienki, była przysłowiowym gwoździem do trumny starej wersji tego pomieszczenia - znienawidzonej głębi oceanu, gdzie nie uświadczysz barwnych raf koralowych, złocistego piasku czy błazenków plamistych szukających potomstwa, za to w najmniej oczekiwanym momencie natkniesz się na Anglerfisha, Hatchetfisha (niemal rybną wersję zombie), w najlepszym razie Blobfisha (rybnego bossa mafii nienawidzącego solarium)*.
(* Jeśli czytasz ten post wieczorem, nie polecam sprawdzać w albumie wujaszka Google wspomnianych gatunków.)
Po tym jak przyszła do nas ekipa wymieniać rury, nastał pogrom. I choć łazienka broniła się wszelkimi znanymi jej metodami (zrzucała nam na głowy styropianową konstrukcję, metalowe belki i gwoździe, brudziła farbą, dusiła pyłem, rozcinała skórę kantem uszkodzonej umywalki), nadszedł jej kres. Biada ci, o grobowa łazienko, poroniony pomyśle chorej wyobraźni!
Poniżej załączam plan egzekucji łazienki 2.0 (1.0 to opcja "deweloperska", tapetowana, przypadająca na malownicze lata 60-te i 70-te ubiegłego wieku):
1. Demontaż obudowy styropianowej, która niczym popcorn sypie się, kruszy, trzeszczy i nie spełnia swojego podstawowego zadania (obudowa szpeci zamiast Wyglądać, a popcorn do filmu kończy się na reklamach).
2. Pokrycie płytek grubą warstwą ziem... tfu! farby. Białej. Tym samym pozbycie się idei pływania w głębi oceanu, metaforycznej podróży w głąb siebie, kiedy to w egipskich ciemnościach człowiek może pokusić się o rachunek sumienia tudzież podróż transcendentalną.
3. Wymiana srebrnych, plastikowych uchwytów do szafek (przypominających połyskujące śledzie penetrujących wodne tonie).
4. Wyłożenie podłogi wykładziną PCV.
+ kilka zmian kosmetycznych, niezaznaczonych w ogólnym planie uśmiercania
Cennik usług pogrzebowych pojawi się w kolejnym wpisie z cyklu, przy okazji wspomnień dotyczących zmarłej oraz szczegółowego opisu ceremonii pogrzebowych (czyt. wcielania metamorfozy łazienki w życie).
Jakiś czas temu wdrożyłam zmiany w życie. Dostałam nawet maryjne błogosławieństwo - jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej!
do tej pory w projekcie "ŁAZIENKA":

















































