8/06/2019

DIY: ubieranka z kamieni + nasze wodne przydasie

Do udanej zabawy nie potrzeba wcale zabawek: wystarczy to, co znajdzie się pod ręką, a wakacje to idealna pora na robienie naturalnych zabawek! Wizyta na plaży czy nad rzeką (a nawet w parku albo w lesie) to dobra okazja do tego, żeby poszukać kamieni. Z ich pomocą można zagrać w kółko i krzyżyk, warcaby, zamienić się w architekta, z dodatkiem plasteliny lepić zwierzątka albo - jak proponuję dzisiaj... stworzyć ubierankę!




potrzebne materiały:
  • płaskie kamienie
  • markery / flamastry / farby i pędzel

wykonanie:
  1. Osusz kamienie (jeśli były wyciągane z wody). 
  2. Spójrz na ich kształty i ustal,  które będą głowami, koszulkami, a które spodniami czy spódniczkami. Może jakiś duży kamień będzie idealny jako sukienka? Baw się: kamień może być skafandrem, kostiumem, zwierzątkiem czy instrumentem muzycznym! 
  3. Kiedy ustalisz już,  co chcesz nanieść na konkretne kamienie - zrób to! Najlepsze będą czarny marker albo farby (w ich przypadku jednak dłużej czeka się na zabawę: farba musi przecież wyschnąć!).
Gotowe!




Stworzyłam jedynie dwa zestawy, chociaż samych kamieni nazbierałam więcej. Dlaczego więc nie "wyprodukowałam" dodatkowej ilości ubrań? Czas! 😅 Podczas pobytu nad wodą z dziećmi, non stop coś się dzieje, a atrakcji nie brakuje. Wakacje z pociechami to dla rodziców niekoniecznie urlop w znaczeniu stuprocentowego odpoczynku i czasu na realizację wszelkich pomysłów 😅. W zbieraniu kamieni towarzyszyły mi zresztą moje skowronki - starszak dzielnie dzierżył wiaderko, do którego wrzucaliśmy nasze znaleziska.




My akurat korzystaliśmy ze silikonowego wiaderka Scrunch Bucket, które kupiłam z dwóch powodów: można je wyginać i zginać, więc zajmuje niewiele miejsca (wciśnięte do walizki, torby czy nawet dziecięcego plecaka spłaszcza się, niejako dopasowuje do warunków 😉), a materiał nie jest toksyczny, za to odporny na działanie promieni UV oraz temperatury od -40° C do +230° C. 

Co jeszcze przyda się w wyławianiu kamieni z wody? Obuwie!

Tak! I wcale nie mam tu na myśli specjalnych butów na basen,  które być może świetnie się tam sprawdzają, ale w zasadzie nie nadają do chodzenia w nich na co dzień. Lubię rozwiązania praktyczne, przedmioty wielozadaniowe, które sprawdzają się w różnych sytuacjach. Tak jest z butami marki Native - tymi modelami, które w całości wykonane są z pianki EVA. Materiał ten jest lekki, zapewnia amortyzację, a wykonane z niego buty są zmywalne, wodoodporne, bezwonne i - co dla mnie szczególnie ważne - hipoalergiczne. Dodatkowo te kolory i wzory! Wybór jest przeogromny, Native łączy więc estetykę i nieszablonowość ze względami praktycznymi. Idealne dla dzieci i dorosłych. Swój model mam już od kilku lat i wciąż zachwyca mnie wygoda użytkowania (jest w nich tak... miękko i wygodnie!) - wybrałam się w nich na tegoroczny wypad nad Wisłę i zamiast je ściągać do wody czy wymieniać na obuwie specjalnie do tego przeznaczone, po prostu... weszłam w nich do rzeki! Nie pokaleczyłam sobie stóp o kamienie, buty nie zmieniają przez kontakt z wodą kształtu, a po wyjściu z rzeki szybko wyschły. A jeśli byłabym niecierpliwa, wystarczy je przetrzeć - ot, tyle czyszczenia czy suszenia! 




Wpis nie jest sponsorowany przez żadną z powyższych marek 😅, ich produkty jednak posiadamy już od dłuższego czasu i wciąż doskonale nam służą.

Ostatnio słyszy się o dążeniu do zminimalizowania zakupów, ruch zero waste rośnie w siłę, natomiast niepokoi mnie trochę skala, jaką zaczyna to wszystko przybierać. Dla przykładu, przeczytałam ostatnio u jednej z blogowych koleżanek, że nie zamierza już pokazywać niczego kupionego, żeby nie wzmacniać konsumpcjonizmu (to częsty zarzut w kierunku influencerów), a dzielić się będzie jedynie przedmiotami wykonanymi samodzielnie albo kupionymi z drugiej czy trzeciej ręki - używanymi. Co do przeszukiwania serwisów jak olx czy zaopatrywania się w second handach - rozumiem i popieram. Przemyślenie swoich nawyków konsumpcyjnych jest ważne, warto zastanowić się przed zakupem kilka razy, upewnić, że dana rzecz jest potrzebna. Ale żeby nie pokazywać niczego nowego, bo to napędza konsumpcjonizm? Ależ właśnie odwrotnie według mnie: trzeba pokazywać przedmioty warte zakupu, warte swojej ceny, warte uwagi, żeby ktoś nieświadomy nie kupił bubla czy towaru gorszej jakości! Dla przykładu to wiaderko - sama dowiedziałam się o nim z jakiegoś bloga, chyba. I to było dla nas rozwiązanie idealne - miałam bowiem dosyć plastikowych "potworków", które były tak nieforemne, że zabieranie ich gdziekolwiek nie miało niczego wspólnego z wygodą - o wrzuceniu do plecaka czy torby nawet nie mówię. A tu proszę! Produkt estetyczny, przemyślany, wykonany z dbałością o szczegóły. Podobnie buty - zamiast kupować kilka par (klapki na plażę, trampki, buty do wody), mam jedną, która spełnia wszystkie potrzebne funkcje! Według mnie to rozsądne podejście, które jest w kontrze do konsumpcjonizmu - nabywania i nabywania, bez pomyślunku... Prezentując przedmioty smart (jak określiłaby to Monika z bloga Wikilistka 😉), pomagamy w wyborze tych najlepszych. Obecnie mamy dostęp do tak ogromnej ilości towarów, że często trudno rozeznać się w tym wszystkim. Dobra rada kogoś, kto coś już przetestował, sprawdził, kto przechodził tę samą drogę decyzyjną i sprawdził różne opcje, jest chyba coś warta, nieprawdaż?

1 komentarz:

  1. Naprawdę ciekawy i interesujący artykuł. Nie wiedziałem, że coś takiego istnieje

    OdpowiedzUsuń