3/03/2020

4 Design Days 2020 - dni designu w Katowicach - Czy design jest dla każdego?

Podczas gdy moje blogowe koleżanki przyglądały się w minionym tygodniu trendom na Arena Design w Poznaniu, ja zbierałam swoje przemyślenia po katowickich dniach designu. Część z nich zrodziła się już w trakcie ich trwania (na początku lutego), część nasuwała się w czasie analizy materiału, natomiast wnioski rozszerzyć można - jak sądzę - na wszelkie tego typu spotkania (czy katowickie, czy poznańskie, czy inne poświęcone designowi).


Dla kogo są 4 Design Days? I inne spotkania tego rodzaju?

 - Jak tam targi? - Mimowolnie podsłuchałam rozmowę prowadzoną na jednym ze stoisk.
 - Wiesz, wczoraj [piątek - przyp. MRC] było lepiej. A dzisiaj...
 - Co, sami Kowalscy?

Ta krótka wymiana zdań mówiła wiele o podejściu niektórych wystawców. Z jednej strony ich rozumiem, z drugiej... oni powinni też coś zrozumieć.



Podejście wystawców

Wystawcy płacą niemało za możliwość wystawienia się na targach, nie dziwi więc, że chcieliby przynajmniej zwrotu poniesionych kosztów. W jaki sposób miałoby się to odbyć? Reklama. Nawiązywanie kontaktów biznesowych. Promocja własnej marki. Pomijając Design4You - targi odbywające się w sobotę i niedzielę, podczas których można było na miejscu nabyć produkty, które zabierało się ze sobą do domu - wystawcy 4 Design Days specjalizowali się w bardziej kompleksowych usługach wyposażenia wnętrza lub handlowali czy produkowali... w dużym formacie, po prostu. Drewniany parkiet, stolarka drzwiowa, kuchnia na wymiar, personalizowane meble, miejscami projekty indywidualne - po konsultacjach z klientem... to tylko niektóre z propozycji obecnych na piątej odsłonie katowickich dni designu. W takich przypadkach trudno mówić o kupowaniu tu-i-teraz, wyciąganiu karty czy płatnościach gotówką. Przy takich stoiskach rozmawia się, ogląda, zapisuje w pamięci, pobiera folder i... zamawia w domu. Na spokojnie, po wybraniu interesującej klienta opcji, nierzadko po wstępnych pomiarach, indywidualizacji zamówienia. Jednak to nie klient detaliczny jest tu chyba najistotniejszy (nawet ten z bardziej zasobnym portfelem, gotów wydać dużo na urządzenie swojego "gniazdka"), a pozyskanie kontaktów biznesowych - zainteresowanie swoją ofertą np. jakiegoś projektanta, który dane rozwiązanie będzie proponował własnym klientom. W ten sposób biznes sam się napędza, a koszt udziału w takich targach zwraca się. Ba! Może nawet z niemałą nawiązką!
O jakich kosztach mówimy? Kosztów wynajmu stanowiska nie znam, ale na stronie 4 Design Days można odnaleźć cennik "usług dodatkowych" - montaż pojedynczego (!) gniazdka to koszt 300 złotych, a podłączenie do stoiska wody to koszt 550 złotych (a stoisk prezentujących np. wanny czy domowe wodospady nie brakowało). Opłata za prąd - 75 złotych za dzień (a niemal każde większe stoisko prąd mieć musi), a montaż większego przyłącza elektrycznego to nawet 850 złotych. Wszystkie podane ceny są cenami NETTO, czyli należy jeszcze doliczyć do nich podatek. Prócz tego ekstra płatna jest usługa sprzątania (44-220 złotych za dzień, w zależności od powierzchni stoiska), jeśli ktoś sobie taką zażyczy. Zsumujcie sobie teraz różne ponoszone przez firmy koszty - a to tylko "usługi dodatkowe"!

Podejście klientów ("Kowalskich")

Kowalscy nie pojawią się na dniach branżowych (czwartek i piątek), bo te zarezerwowane są dla ludzi związanych z tematem - architektów, projektantów, producentów, dystrybutorów i tak dalej. 4 Design Days otwarte są natomiast dla wszystkich w weekend - wówczas każdy może zaznajomić się z ciekawymi projektami, pooglądać, zobaczyć najnowsze rozwiązania czy trendy w urządzaniu wnętrz. Może się zainspirować, zobaczyć różnice w materiałach wykończeniowych. I o tym właśnie zapominają niektórzy wystawcy - że nie tylko przywożą na targi swoje produkty, ale także idee, rozwiązania. Coś, co wytrąci Januszy i Grażynki z komfortowego poprzestawania na bezpiecznym beżyku (tak, tak, ja wiem, że beż idealny istnieje i jest na to dowód O WŁAŚNIE TUTAJ, ale chwilowo zapomnijmy o poście Pauliny, ok?), co ich zaskoczy, może nawet zachwyci. Co otworzy im w głowach szufladkę: "O rety, drewno naprawdę jest milsze w dotyku od plastikowych paneli!" I nawet jeśli dalej nie będzie ich stać na zakup pięknie wybarwionej jodełki, to pewna zmiana już się zadziała. Dobra zmiana. Ziarno zostało zasiane.

Nie chodzi więc tylko o podniesienie słupków sprzedażowych, ale także o uświadamianie ludzi. Ci związani z branżą wcześniej czy później się dowiedzą - ci niezwiązani nie mieliby takiej szansy, gdyby nie tego rodzaju festiwale czy targi.

Poza tym typowy "Kowalski" raczej na targach się nie pojawi. Mimo iż coraz bardziej popularne, wydarzenia związane z designem zainteresują tych, którzy (uwaga, odkryję Amerykę:) interesują się designem (Ta-daa!). Raczej mało prawdopodobne, by na takich 4 Design Days pojawili się przypadkowi ludzie z ulicy - choć nie można wykluczyć takiego scenariusza. "Kowalscy" z dni otwartych będą więc potencjalnymi klientami jeśli nie towarów (na które może ich na tym etapie nie stać), to idei. Wstępnie zainteresowani, ciekawi rozwiązaniami, materiałami, lubiący "ładne obrazki", będą spacerować między stoiskami, "łowić kadry" i inspirować się. I może dużo wody upłynie od oglądu stoiska do decyzji o wprowadzeniu jakiegoś rozwiązania we własnych czterech kątach, ale kropla już będzie drążyć skałę. Taka osoba bardziej krytycznie spojrzy na ofertę w sieciówkach, będzie wiedziała, że można szukać gdzie indziej, że są inne możliwości. Wizualizacja, fantazjowanie już się uruchomi. Marki, tak naprawdę, kreują marzenia - pokazują, jak można żyć.

Nie wszystkie stoiska będą też dla każdego...



Ten marmurowy stół jest przepiękny (podobnie jak misternie wykonana, przykuwająca wzrok podłoga czy ściana), natomiast trafi w gusta dość wąskiego grona. Nie każdego będzie na niego stać, a nawet jeśli, tego rodzaju mebel (w zasadzie na tym etapie już forma sztuki) nie w każdym wnętrzu się odnajdzie. Potrzebna byłaby duża przestrzeń, urządzona w podobnym stylu. To przedmiot luksusowy, towar z najwyższej półki. Siłą rzeczy odbiorców (czyt. realnie zainteresowanych produktami z tego stanowiska) będzie niewielu.

Jednocześnie tego rodzaju kadr nie ujdzie niczyjej uwadze, a marmurowy stół zapewne zostanie zapamiętany. W czyjejś głowie może zabrzmieć pełne zachwytu "Wow!", w innej może zabarwione zachwytem przekleństwo (oddające zarówno podziw, jak i spekulacje dotyczące ceny). Marmur jako materiał z klasą, ponadczasowy, zapisze się w świadomości - już nie tylko jako materiał wykończeniowy pałaców dawnych władców, ale... współczesnych możnych także.

O wiele większą siłę oddziaływania na wyobraźnię szerszego grona odbiorców miały, według mnie, stoiska czy te elementy wystroju lub wyposażenia wnętrza, które przy odrobinie sprytu można byłoby wprowadzić w większości domów i mieszkań. Mowa chociażby o takim kadrze:

 

Wnętrze z klasą, pomyślisz. Piękna kompozycja, zgranie elementów. Jakich? Okazuje się, że na "efekt łał" wpłynęły trzy składowe: piękna, rozłożysta monstera, udrapowana zasłona oraz odpowiednio dobrane oświetlenie. Sądzisz, że wyczarowanie takiego "obrazka" we wnętrzu byłoby kosztowne? Otóż niekoniecznie. Półmetrowe okazy monstery można nabyć w Biedronce albo w Aldi za ok. 30 złotych - zaopiekowane szybko rosną, czego najlepszym dowodem niech będzie mój własny - prezentowany TUTAJ. Zasłony w różnych odcieniach odnajdziesz chociażby w Ikei, a większa ilość "żabek" pozwoli manewrować fałdkami i załamaniami materiału. Największy koszt robiłaby lampa, ale moje koleżanki z Internetów udowadniają, że upór, cierpliwość i regularne przeglądy portali typu olx zdają egzamin. W razie czego zawsze można poszukać w sklepach handlujących wyposażeniem vintage, np. w internetowym Yestersen.

Jak widać, wydarzenia takie jak 4 Design Days mogą być - czy przede wszystkim są - inspiracją. Prezentuje się na nich nowości: od materiałów, przez rozwiązania technologiczne, po kolory i style.

Jak to działa w praktyce?

Jestem najlepszym przykładem tego, jak stoisko, którego potencjalnie nie jestem odbiorcą, może zmienić moje postrzeganie. Warto w takich miejscach jak targi (a także galerie czy muzea) wyrzucić z głowy uprzedzenia.

Mijałam stoisko, którego "wystawka" była bardzo kolorowa, zdobna i bogata. I... totalnie nie w moim stylu. Ponieważ jednak przyciągała wzrok, a ja nie jestem z tych, którzy swój gust narzucają innym, podzieliłam się migawkami ze stoiska na Instagramowych stories. Chciałam uchwycić piękno materiałów i zarejestrować "dla zainteresowanych", po czym przejść dalej, ale... zawróciłam.

Moją uwagę przykuła ciężka, złota zasłona wisząca w głębi stoiska - jedna z wielu prezentowanych zresztą. O ile bowiem materiały wzorzyste, z wypukłościami, niektóre misternie zdobione nijak komponowałyby się z moją prywatną wizją wnętrza (choć potrafię je docenić i się nimi zachwycić), w tej konkretnej dostrzegłam potencjał. Zdobna zasłona z mięsistej tkaniny jako barwny, mocny akcent we wnętrzu. Idealnie pasująca i do białych ścian, i do ciemnych. I do pomieszczeń urządzonych minimalistycznie, i do eklektycznych. Oświetlenie stoiska robiło swoje: materiały mieniły się, zmieniały kolorystykę w zależności od padającego na nie cienia czy zagięć materiału. Nie sposób było nie zwrócić uwagi na ich strukturę, a ręce same wyciągały się, by... dotykać. I tak przepadłam. Gdy moja dłoń zatopiła się w złotej puszystości, podszedł do mnie przedstawiciel marki, z którym... rozmawiałam chyba ze 20 minut. O czym? O kolorach, formach, sensualnym odbiorze tkanin, wreszcie o rodzajach materiałów, bo zdarza nam się zapominać, że poliester nie jest znowu taki zły*. To był świetnie spędzony czas na merytorycznej, wartościowej rozmowie z człowiekiem, u którego widziało się pasję. 

* Wyznaję zasadę, że różne innowacje czy rozwiązania techniczne powinny służyć człowiekowi, a skoro istnieją i służą - dobrze z nich korzystać. Sam materiał nie jest dobry czy zły - to my decydujemy, co się z nim dzieje, jak go wykorzystamy. I tak np. nie wyobrażam sobie strojów kąpielowych z innych materiałów niż sztuczne - na ten moment naturalne tkaniny nie zdałyby tu w ogóle egzaminu. Jednocześnie będę przeciwko produkcji tanich poliestrowych koszulek, które po kilku praniach będą wyglądały jak szmaty. Materiał materiałowi nierówny. Już kilka sezonów noszę pewne poliestrowe legginsy, które wciąż wyglądają jak nowe, a jednocześnie wiele razy rozczarowała mnie jakość produkowanych na masową skalę koszulek. Dobrze jest być świadomym różnic i nie patrzeć zero-jedynkowo.


Rad-Pol meble tkaniny

Kolejne zaskoczenie. Spójrzcie na tkaniny prezentowane poniżej - wszystkie trzy (dwie ze zdjęcia po lewej i jedno ze zdjęcia po prawej) pochodzą z tego samego stoiska - opisywanego przeze mnie powyżej. Kolorystyka się zgadza, koresponduje ze sobą niemal idealnie, ale co powiecie o stylistyce?



Po lewej ciężkie, zdobne tkaniny o fakturze, która sprawia, że tkanina mieni się w świetle, a kolory przechodzą jedne w drugie. Po prawej natomiast futrzasty materiał barwiony tak, jak gdyby przypadkowo rozlano na nim farby - ot, artystyczna wizja jakiegoś hipisa. Wszystkie trzy tkaniny nie będą dla każdego i zapewne będą przyciągały wzrok we wnętrzu. Podobne, a jak różne!

Tak właśnie działają targi i festiwale designu: zderzają człowieka z przedmiotami, z którymi prawdopodobnie nie miałby w innych okolicznościach styczności. Przewartościowują myślenie, poszerzają horyzonty, otwierają na nowe i/lub inne.


KOLORY

Jak już wspomniałam, wydarzenia takie jak 4 Design Days to też dobra okazja do tego, by poszukać inspiracji kolorystycznych - przede wszystkim połączeń kolorystycznych. Które barwy łączy się ze sobą? Jak one współgrają? Które odcienie dobrze korespondują z którymi? Nie jest to wiedza oczywista, choć bywa powszechnie dostępna - chociażby sama Natura jest świetnym projektantem i stylistą! Przestrzenie miejskie także potrafią pozytywnie zaskoczyć! Ponownie warto być otwartym i nieskupionym na tym, co typowe, powszechne. Zwykły spacer może być wyśmienitą okazją do tego, by się zainspirować!

Obserwacja kolorystyki na stoiskach może dać wgląd do tego, co obecnie jest w modzie, może zwiastować pewne nadchodzące trendy. Mistrzynią w kolorystycznych analizach jest Kasia Bobocińska - ConchitaHome - warto być na bieżąco z jej wpisami dotyczącymi trendów!

Spójrzcie na poniższe kadry - pochodzą z trzech różnych stoisk, a jednak kolorystyka jest spójna, powtarza się! Co ciekawe, dzięki temu, że pewne barwy szturmem podbiły wnętrzarski świat i święcą obecnie tryumfy, możemy przebierać w ofertach, dobrać parkiet do mebli, a do mebli akcesoria, np. poduszki - a wszystko będzie jak szyte na miarę!

Co powiecie na to połączenie żółci z pastelowym różem i niebieskościami? (Zwróćcie uwagę, że czarny świetnie podkreśla tu kolory!)


 po prawej: parkiet klasyczny Imperi by Lareco (dąb europejski)

poduszki do karmienia/relaksacyjne/do jogi WELLB


Zbyt słodkie? Proszę uprzejmie - oto rdzawy (lub ceglasty) czerwony z szarościami i jaśniusieńkim błękitem:


po lewej: meble DEMI Co. | po prawej: prace Katarzyny Świackiej


W jednym z kolejnych wpisów będę chciała pokazać, jakie perły udało się wyłowić na 4 Design Days; będą to propozycje i artystyczne, i tworzone od serca, i bardzo komercyjne. Przyjrzymy się pomysłom studentów ASP, projektantów, rękodzielników i dużych firm. Tymczasem powracam do pytania zadanego w tytule: jak sądzicie, czy design jest dla każdego?



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza