8/08/2020

sowie przebieranki #1 - kosmiczny outfit

SOWIE PRZEBIERANKI to mój sposób na artystyczne wyżycie się, na tworzenie zestawów ubrań, których pewnie nigdy nie założę (bo jednak nie kupuję takich ilości rzeczy), ale w których bym się widziała, które przekonują mnie do siebie. To chęć pokazania, jak można łączyć ze sobą przedmioty różnych marek, jak można się bawić modą. 


Trampki z Buzzem Astralem, spódnica ze wzorem Williama Morrisa, a do tego koszulka z rękawami przypominającymi delikatne płatki kwiatów... To zestawienie jest dla mnie ukłonem w kierunku Matki Ziemi (niemal malarska roślinność zaklęta w kształcie z koszulki czy w spódnicowych esach-floresach) oraz pewną tęsknotą za niepoznanym i zagadkowym. Wsadźmy więc kotełka (jeśli go mamy) do odrzutowego plecaka i wybierzmy się w podróż. Naszą nowo odkrywaną planetą może być dzielnica obok, skrawek lasu pod miastem czy destynacja, której wcześniej nie braliśmy pod uwagę!



Zejdźmy może jednak nieco na ziemię (odrobinkę). Jeśli mowa o lotach w kosmos, na pierwszym miejscu trzeba zakręcić się wokół NASA - Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej Stanów Zjednoczonych. Wygodne trampki (z amortyzującej kroki pianki EVA), spódniczka ze wzorem przypominającym chmury i ona - koszulka z modnym ostatnio logo (w sieci można znaleźć naszywki, jeśli masz już jakieś koszulki w domu).



Czy tym wpisem wspieram konsumpcjonizm? 
I tak, i nie.

Bo, jasne, ktoś może zechcieć mieć którąś z prezentowanych przeze mnie rzeczy. Ba! Ja sama też niejedną bym chciała (zwłaszcza buty). Czy to znaczy, że od razu nerwowo klikam koszyk i czym prędzej wirtualnie biegnę do banku, żeby wydać pieniądze? Nie.

Polecam nie kupować kompulsywnie. Osobiście zwykle wrzucam jakąś rzecz do wirtualnego koszyka i daję jej kilka dni albo tydzień. Po tym czasie zastanawiam się, czy dalej mi się podoba, czy faktycznie jest mi potrzebna, czy zwyczajnie chcę wydać na nią pieniądze. Efekt? Najczęściej po tym czasie rezygnuję z zakupu, zwyczajnie macham na przedmiot ręką.

Jak działają tego typu posty inspiracyjne? Albo jak działać powinny?

Oglądając tego rodzaju "moodboardy", śledząc Pinterestowe tablice,  scrollując ofertę sklepów, oswajasz się z kształtami i fasonami, barwami, połączeniami kolorystycznymi. Możesz zorientować się w aktualnych trendach i chcieć je wprowadzić do swojego świata (dotyczy to zarówno odzieży, jak i urządzania wnętrz) lub stwierdzić, że to nie dla Ciebie i pójść w zupełnie inną stronę. Ale wiesz - a decyzje podejmujesz bardziej świadomie.

Posty takie jak ten budują w naszych głowach bazę - jakie kształty można łączyć z jakimi, jakie kolory mają się dobrze ze sobą lub odwrotnie. Przeglądanie "ładnych obrazków" w sieci czy prasie kształtuje nas gust. Z czasem łatwiej nam ustalić, co nam się podoba lub nie. To jak poszerzanie słownictwa czy ubogacanie kolekcji klocków: łatwiej nam potem z poszerzonego zbioru wyciągnąć coś dla siebie, lepiej siebie wyrazić!

Inna kwestia: takie wpisy mogą nas zachęcić do DIY. Dla przykładu, podobają mi się koszulki sygnowane NASA, ale nie chciałam w żadną inwestować. Co zrobiłam? W sieci znalazłam komplet kosmicznych naszywek (w tym interesujące mnie logo), którego cena - razem z przesyłką - stanowiła procent ceny "markowego" ciucha. Da się? Da się!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza